Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52 książki 2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52 książki 2015. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 stycznia 2016

"Amber" Gail McHugh [PRZEDPREMIEROWO]


Czy można kochać dwoje ludzi na raz? Czy taka miłość ma w ogóle szanse przetrwać?

Amber Moretti to osierocona outsiderka. Odkąd pamięta musiała zmagać się z koszmarami dzieciństwa. Za wszelką cenę chce rozpocząć nowe życie i zapomnieć o bolesnej przeszłości. Rozpoczyna studia na uniwersytecie i już w pierwszym dniu, spotyka dwóch mężczyzn, którzy od samego początku intrygują ją w niepokojący sposób. Brock Cunningham  i Ryder Ashcroft, są najlepszymi przyjaciółmi i choć różnią się od siebie, obaj są piekielnie przystojni. Ku swojemu ogromnemu przerażeniu i zdziwieniu, Amber odkrywa, że zakochuje się w nich obu. Jaką decyzje podejmie dziewczyna? Którego mężczyznę wybierze?

„Amber” to najnowsza powieść Gail McHugh, autorki która podbiła serca milionów czytelników na całym świecie książkami „Collide" i „Pulse”. I nie ma się co dziwić, bowiem są to książki które potrafią poruszyć serce, zachwycić, ale również głęboko wstrząsnąć. „Amber” stanowi szczególny element w życiu pisarki. W dziewięćdziesięciu procentach zawiera wspomnienia z jej dalszej lub bliższej przeszłości, reszta natomiast jest fikcją.

„Zabawne, że sprzeczności targają nami zawsze. Zupełnie jakby pod naszymi czaszkami toczyła się nieustanna walka nieba z piekłem. Jedna strona twierdzi, że poszczęściło nam się w życiu, podczas gdy druga przygotowuje nas do najbardziej znienawidzonej roli na świecie: swojego najgorszego wroga.” *str.44

„Przeszłość buduje nas jako ludzi. Blizny, które pozostawia,  kształtują nas, a to, jak sobie radzimy z jej konsekwencjami, rzeźbi naszą duszę.” *str.256

Sięgając po książkę „Amber” już od początku czułam, że będzie to lektura naszpikowana emocjami. Nie pomyliłam się. Ta książka to istny huragan, porywa z ogromną siłą, gwarantując prawdziwy  zawrót głowy i przyspieszone bicie serca. Autorka już od początku wrzuca nas w wir wydarzeń, a my z ogromną niecierpliwością i zainteresowaniem śledzimy losy bohaterów. Każda kolejna strona to powalająca dawka mocnych wrażeń i adrenaliny, która nie pozwala odłożyć książki ani na sekundę. Gail McHugh czaruje słowem i to dosłownie. Podczas czytania byłam jak zahipnotyzowana, a emocje aż się we mnie gotowały. Koniec powalił mnie na łopatki, chociaż nie obyło się bez protestów, bo jakoś ciężko było mi się pogodzić z tym, że to już koniec i teraz będę zmuszona czekać na kolejną część. „Amber” mnie zachwyciła i dała prawdziwego kopa, po którym chodziłam jak nakręcona. Zakorzeniła się w mojej pamięci i aż do teraz, nie pozwala o sobie zapomnieć.

Historia Amber jest dość skomplikowana, ale również bardzo smutna i wstrząsająca. To dziewczyna bardzo dotknięta przez los. Niezwykle krucha i samotna. Poszukuje ciepła i odrobiny bliskości, stara się nie myśleć o bolesnej przeszłości, a studia mają jej w tym pomóc. Nie spodziewa się, że będzie to początek ogromnych zmian w jej życiu, a osoby które tam spotka sprawią, że ziemia zacznie się jej osuwać spod stóp. Dwaj mężczyźni którzy niespodziewanie wkraczają do jej życia, całkowicie burzą jej spokój. Od tej chwili Amber nie potrafi wyrzucić ich z pamięci. Brok Cunningham jest uroczym i uwodzicielskim gentelmanem, zaś Ryder Ashcroft zgrywa niegrzecznego chłopca. Amber nie potrafi oprzeć się urokowi Broka, jednak Ryder cały czas ją do siebie przyciąga i intryguje w niepokojący sposób. Tak naprawdę nie potrafi oprzeć się żadnemu z nich i najlepiej, jakby wcale nie musiała wybierać. Ale czy jest szansa, aby mogła mieć ich obu? Serce nie potrafi wybrać, a i rozum nie podsuwa żadnego rozwiązania. Dziewczyna ma coraz większy mętlik w głowie, a mężczyźni wcale jej tego nie ułatwiają, tylko wciąż kuszą i uwodzą. W życiu jednak tak już jest, że nie można mieć wszystkiego i niestety Amber boleśnie się o tym przekona. Jaki będzie finał tej historii?

„Amber” to prawdziwy miks gatunkowy. Znajdziemy tutaj trochę romansu, erotyku, a nawet sensacji. Podoba mi się takie zestawienie, bo dzięki temu książka zyskuje zupełnie inny wymiar. Poza pikantnymi scenami, znajdziemy tutaj również momenty tkliwe i poruszające. Autorka postarała się, aby podczas czytania nie zabrakło nam emocji. Wprowadza elementy zaskoczenia, prowadząc fabułę w taki sposób, abyśmy mogli odczuwać ciągłe napięcie i zniecierpliwienie. Książka Gail McHugh to namiętna historia trójkąta miłosnego, więc jeśli nie przepadacie za tego typu książkami, to radzę sobie odpuścić czytanie. Sceny zbliżeń są niezwykle namiętne i uwodzicielskie. Zagęszczają atmosferę i sprawiają, że robi nam się gorąco, a książkę czyta się dosłownie z wypiekami na twarzy.

„(…) miłość nas zmienia. Zmienia wszystko, w co wierzymy. Miłość jest czysta i jednocześnie samolubna. Potrafi sprawić, że pragniemy rzeczy, których nie powinniśmy pragnąć. Że nienawidzimy osoby, jaką się stajemy. Miłość jest szczodra i chciwa, niezdecydowana i zaborcza, mściwa i magiczna zarazem. Sprawia, że przeskakujemy z jednej urojonej emocji w drugą, trzymając nas jednocześnie w nikczemnej sieci euforii, uplecionej z najpiękniejszych kłamstw i najstraszniejszych prawd.” *str.508

Książka okazała się dla mnie prawdziwą ucztą dla zmysłów. Dostarczyła mi wielu emocji i niezapomnianych wrażeń i w dziwny sposób, wciąż nie może wyjść z mojej głowy. Oczarowała mnie, zachwyciła i poruszyła, ale też zezłościła, rozgniewała i wstrząsnęła całym moim światem. To książka, która mieni się kolorami, pulsuje życiem i niesamowitą energią. Przepełniona najprawdziwszymi uczuciami i fabułą która zachwyca od pierwszej strony. Wciąga do swojego świata i nie puszcza, aż do samego końca. Gorąco polecam i zachęcam do zapoznania się z tą niezwykłą książką, jestem pewna, że ulegniecie jej urokowi.

„Amber” to książka która uzależnia. Wciąga od pierwszych stron, gwarantując istną lawinę emocji i uczuć. To niesamowicie elektryzująca historia trójkąta miłosnego, z wyrazistymi bohaterami którzy potrafią zniewolić myśli i umysł. Podsycona erotyzmem i doprawiona szczyptą perwersji, działa jak prawdziwy narkotyk. Rozpala zmysły, porusza duszę, by na koniec roztrzaskać serce na milion kawałków.

Autor: Gail McHugh
Tytuł: Amber
Tytuł oryginału: Amber
Cykl: Torn Hearts (tom 1)
Wydawnictwo: Akurat
Data premiery: 3 lutego 2016
Liczba stron: 592
Gatunek: literatura erotyczna/new adult
MOJA OCENA: 9/10


Za możliwość przedpremierowego przeczytania książki dziękuję Business&Culture oraz Wydawnictwu Akurat


środa, 13 stycznia 2016

"Garść pierników, szczypta miłości" Natalia Sońska


Każdy z nas poszukuje przepisu na szczęście. Czasem nie jest łatwo go znaleźć, zwłaszcza że życie lubi stawiać przed nami wyzwania. Jednak nie ma przeszkody, której nie dałoby się pokonać. Wystarczy znaleźć w sobie siłę i wiarę i spróbować zawalczyć o swoje szczęście, które przecież nam się należy. Każdy z nas, ma w końcu prawo do tego by być szczęśliwym.

Hanna jest niezależną i nowoczesną kobietą i całkowicie poświęca się budowaniu kariery. Zraniona przed laty, nie zamierza angażować się w żadne związki. Nie ma czasu na miłość i nie zamierza się zakochać, a wszelkie relacje z mężczyznami traktuje jako przelotne romanse. Wszystko się jednak zmienia, gdy w jej życiu pojawia się Wiktor - człowiek sukcesu. Mężczyzna od samego początku intryguje kobietę, a jak się okazuje po pewnym czasie, nie tylko jest przystojny i czarujący, ale też troskliwy i opiekuńczy. Hanna coraz bardziej ulega jego urokowi, zdając sobie sprawę że będzie jej trudno poprzestać na niezobowiązującej relacji. Jakby tego było mało, w jej życiu pojawia się kolejny mężczyzna - Marek, jej były chłopak, a do tego mąż jej przełożonej. Jednak to nie koniec problemów. Hanna popada w konflikt z szefową, a Markowi ewidentnie nie podoba się to, że jego dawna ukochana spotyka się z innym mężczyzną. Jak potoczą się losy bohaterów? Czy przeszłość stanie na drodze do szczęścia?

„(…) na większość wydarzeń w naszym życiu mamy wpływ i sami na nie pracujemy. Jeśli więc, coś nie idzie po naszej myśli, możemy mieć pretensje jedynie do siebie. Narzekając ujawniamy, jak wiele rzeczy nam nie wyszło. Nieświadomie obnażamy swoje słabości. A wystarczy mieć trzeźwe spojrzenie na świat, dystans do siebie i garstkę samokrytyki.” *str.62

„Garść pierników, szczypta miłości” Natalii Sońskiej to kolejny dobry debiut, który w ostatnim czasie trafił w moje ręce. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nasi polscy pisarze mają się świetnie i piszą naprawdę fantastyczne książki. Wystarczy tylko dać im szansę. Książka Natalii Sońskiej od samego początku mnie wciągnęła. Fabuła być może nie jest zbyt odkrywcza, ale jak dla mnie została idealnie przedstawiona, a co najważniejsze potrafi zaintrygować i wzbudzić zainteresowanie. Również bohaterowie prezentują się fenomenalnie, są wyraziści i niezwykle realistyczni, co zdecydowanie wpływa na korzyść powieści. Nie mogłabym wspomnieć o wartkiej akcji, która do samego końca toczy się swoim rytmem, gwarantując czytelnikowi wiele wrażeń i niespodzianek, których na pewno tutaj nie zabraknie. Całość prezentuje się naprawdę fantastycznie, a idealnym dopełnieniem jest piękna okładka, która w świetny sposób oddaje klimat tej wyjątkowej powieści.

Książka Natalii Sońskiej opowiada przede wszystkim o poszukiwaniu szczęścia, a także miłości, która niepostrzeżenie wkracza do życia głównej bohaterki, zwłaszcza że ta, wcale nie zamierza się zakochać. Wzbrania się jak może przed rodzącym się uczuciem, ale Wiktor w dziwny sposób ją do siebie przyciąga. Szkoda tylko, że na horyzoncie wciąż pojawia się dawny ukochany, który wprowadza tylko niepotrzebny chaos do życia Hanny, przez co ta, czuje się coraz bardziej zagubiona. Marek, choć jest żonaty, nie potrafi zapomnieć o swojej byłej dziewczynie, a jakby tego było mało, w jego życiu prywatnym też nie układa się zbyt dobrze. Obiera sobie za cel Hannę, ale jakie ma zamiary i co zrobi główna bohaterka, tego już nie zdradzę. Mogę tylko wspomnieć, iż w życiu każdego z bohaterów pojawi się wiele komplikacji i zawirowań, a poradzenie sobie z niektórymi problemami i przeciwnościami losu wcale nie będzie takie proste.

Ważną kwestią w każdej książce są jej bohaterowie. Podczas czytania szczególną uwagę zwracam na ich kreację i charakterystykę. W końcu, to przecież oni tworzą powieść, a nie ma nic bardziej denerwującego, niż płytki i nijaki bohater. Książka musi tętnić życiem i kolorami, wciągać do swojego świata i mocno intrygować. I właśnie książka Natalii Sońskiej taka jest. Pełna życia, barw, ciepła i rozchodzącego się wszędzie zapachu pierników. Uwielbiam powieści obyczajowe i mówiąc szczerze, chyba nigdy mi się nie znudzą. Zwykle dobieram książki, tak aby trafiały w mój gust i spełniały oczekiwania. Czasem się nie uda, ale z reguły jestem zadowolona z lektury. „Garść pierników, szczypta miłości” to kolejny celny strzał. Jestem zachwycona tą książką i co tu dużo mówić, chcę więcej.

„Najważniejszy jest pomysł na siebie. Nie można bać się niepowodzeń. O wiele bardziej bolesna jest myśl, że ze strachu zaniechało się tego pierwszego kroku niż upadek po porażce, lecz ze świadomością, że zrobiło się wszystko, co można było zrobić.” *str.139

„Ludzką rzeczą jest się załamać, to naturalna konsekwencja posiadania uczuć. Najważniejsze, w jaki sposób i czy w ogóle potrafimy radzić sobie z problemami.” *str.166

Powrócę jednak do bohaterów powieści. Natalia Sońska ma niesamowity talent jeśli chodzi o przedstawienie postaci w swojej książce. Każdy z nich jest niezwykle realny i wyróżnia się innymi cechami charakteru. Mamy Hannę, główną bohaterkę powieści, która jest dość impulsywna i stara się twardo stąpać po ziemi. Choć zarzeka się, że miłość nie jest dla niej, to jednak w głębi serca marzy o kimś kto ją pokocha i odmieni jej życie. Jest i Wiktor, który na początku nie wydaje się zbyt sympatyczny, jednak im dalej zagłębimy się w lekturę odkryjemy, że całkiem miły z niego facet. Nie można nie wspomnieć o Kindze, najlepszej przyjaciółce Hanki, dość zwariowanej i zakręconej optymistce, na której zawsze można polegać. Wcześniej wspominałam również o Marku, dawnym chłopaku Hanny, który też odgrywa znaczącą rolę w powieści. Jest nerwowy, zaborczy i co tu dużo mówić, niezbyt miły. W całej książce przewinie się jeszcze kilka innych postaci, mniej lub bardziej ważnych, ale każdy z nich wniesie coś nowego do tej niezwykłej historii.

„Garść pierników, szczypta miłości” to pięknie napisana książka, która urzeka swoją prostotą i niebanalnością. Czyta się ją lekko i przyjemnie, a niesamowity klimat Świąt Bożego Narodzenia perfekcyjnie komponuje się z całością. To idealna książka na długie jesienno-zimowe wieczory. Rozgrzeje wasze serca, zachwyci i na pewno pozostanie w waszej pamięci. Polecam!

Autor: Natalia Sońska
Tytuł: Garść pierników, szczypta miłości
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 04 listopada 2015
Liczba stron: 364
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


wtorek, 12 stycznia 2016

"Wiedziałam, że tak będzie" Kasia Pisarska


Życie bywa nieprzewidywalne, ma w zanadrzu wiele niespodzianek. Tych przykrych, ale i tych wspaniałych. Potrafi zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Czasem wystarczy jedna chwila, lub jeden los na loterii by zmienić wszystko, by świat znów nabrał barw.

Weronika i Laura odkąd pamiętają są przyjaciółkami na dobre i na złe. Żyją z dnia na dzień, starając się uporządkować swoje sprawy i nie dać się monotonii która coraz bardziej daje im się we znaki. Laura jest singielką, pracuje w piśmie modowym, a jej szef już nie raz zalazł jej za skórę. Weronika zaś od jakiegoś czasu jest mężatką. Niestety mężczyzna z którym się związała dopuścił się zdrady, a przy okazji puścił ją z torbami. Pewnego dnia, w trakcie pobytu we Włoszech Weronika postanowiła zagrać na loterii. Jej los okazał się szczęśliwy, a kobieta została posiadaczką dość pokaźniej sumy. Wygraną postanawia podzielić się z przyjaciółką Laurą. Wyruszają do Mediolanu by odebrać pieniądze, a przy okazji poszukać odpowiedzi na pytania, czego chcą od życia i na co przeznaczą wygraną. Gdzie zawędrują? Jakie decyzje podejmą, teraz gdy mogą mieć już niemal wszystko?

„To uczucie gdy wiesz, że możesz wszystko, jest niesamowite. To trochę tak jak wtedy, gdy chodzisz przed wypłatą po sklepach i wszystko ci się podoba, wszystko byś chciała, a gdy wracasz z pieniędzmi, uznajesz, że niczego ciekawego nie ma. Nie ten odcień, nie ten fason, to odstaje, tu się ciągnie... Tylko teraz nie chodzi o torebkę czy kozaki. Chodzi o życie.” *str.15

Zastanawialiście się kiedyś, co byście zrobili gdyby okazało się, że wygraliście 18 milionów euro? Tak, 18 milionów euro, nie inaczej! Jak potoczyłoby się wasze życie? Jakie decyzje byście podjęli? W końcu możecie mieć praktycznie wszystko, a świat o jakim marzyliście jest na wyciągnięcie ręki. Nie ma nic, co mogłoby was ograniczać. Marzenia w końcu mogą się ziścić, mogą stać się rzeczywistością. Świat od razu nabiera barw i staje się piękniejszy. Żyć nie umierać. Jednak należy pamiętać, że każdy kij ma dwa końce. Jak to się mówi: pieniądze szczęścia nie dają. Ale czy na pewno? Kasia Pisarska w swojej debiutanckiej książce pokazuje nam, że owszem mogą dać szczęście, ale tylko wtedy gdy mamy je z kim dzielić. W końcu 18 milionów euro, to nie taka mała sumka i możecie wierzyć lub nie, ale nie tak łatwo nią rozporządzać.

Bohaterki książki „Wiedziałam, że tak będzie” to dwie kobiety tuż przed czterdziestką, które prowadzą zwykłe i monotonne życie. Tak naprawdę wiele brakuje im do szczęścia, ale cóż zrobić, jakoś trzeba sobie radzić. Laura jest singielką i choć od zawsze marzyła by założyć rodzinę, to niestety na jej drodze nie stanął żaden mężczyzna z którym mogłaby się związać. Weronika co prawda ma męża, ale niestety okazał się zwykłym prostakiem. Nie dość że pozbawił ją praktycznie wszystkich pieniędzy, to jeszcze ją zdradził. Los na szczęście potrafi czasem zaskoczyć i to w najmniej spodziewanym momencie. Gdy podczas pobytu we Włoszech Weronika trafia główną wygraną na loterii, wprost nie może uwierzyć w swoje szczęście. Pierwsze co przychodzi jej do głowy, to podzielić się pieniędzmi z Laurą. Najpierw jednak, muszą zrobić wszystko by nikt nie dowiedział się o wygranej. Ale jak ukryć przed najbliższymi taką informacje? A przede wszystkim, co zrobić żeby mąż Weroniki nie dobrał się do pieniędzy? Odpowiedź jest prosta, spakować walizki i wyjechać w podróż, która będzie początkiem wielkich zmian w życiu obu kobiet.

„Wiedziałam, że tak będzie” to debiutancka książka Kasi Pisarkiej, pełna ciepła i optymizmu. Autorka pisze lekko i humorystycznie, opowiada nam o podróży swoich bohaterek, nie szczędząc im zabawnych przygód i sytuacji. Razem z Laurą i Weroniką odwiedzamy malownicze Włochy, podziwiając piękne krajobrazy i sycąc swoje zmysły elektryzującymi zapachami i smakami. Będzie to niezapomniana wędrówka i dla bohaterek i dla czytelniczek, bowiem książka Kasi Pisarskiej sprawi, że na chwilę oderwiecie się od ziemi i zaczniecie marzyć. W końcu, czym byłoby nasze życie bez marzeń?

„Ponoć nie można być szczęśliwym warunkowo, czyli zakładając, że do szczęścia potrzeba tego czy tamtego, bo wtedy takie szczęście nigdy nie nadchodzi. Należy się nauczyć być szczęśliwym, mając to, co się ma.” *str.88

„Jeśli (teoretycznie) obie strony chciałyby tego samego i dokładały starań, by do tego czegoś dążyć, to przy dużej dawce rozsądku, szacunku i miłości musi się udać.” *str.128

Głównym atutem książki jest niewątpliwie jej język, a także dialogi, które wywołują uśmiech na twarzy, a nawet niepohamowane ataki śmiechu. Kasia Pisarska swoją książkę kieruje do kobiet i doskonale wie, o czym każda z nas chciałaby przeczytać. Nie zabraknie tutaj humoru, kobiecych rozterek, dylematów, przyjaźni, a także odrobiny miłości. I choć główny wątek stanowi tutaj wygrana na loterii, to jednak chyba każdy z nas zdaje sobie sprawę, że nie wszystko można kupić. Są rzeczy dużo ważniejsze niż miliony na koncie, piękne samochody, drogie ciuchy i luksusowe apartamenty. Prawdziwy przyjaciel jest bezcenny, tak jak i miłość, której przecież nie można wygrać na loterii. Kasia Pisarska w prosty i przemyślany sposób pisze o tych ważnych sprawach, pokazując nam, że zawsze warto walczyć o swoje marzenia i o szczęście, które może czekać tuż za rogiem. Wystarczy tylko ruszyć się z miejsca i spróbować o nie zawalczyć.

„Wiedziałam, że tak będzie” to niezwykle optymistyczna książka. Rozgrzewa serce i skłania do refleksji. Czyta się ją błyskawicznie, co jest bez wątpienia kolejnym atutem tej niezwykłej powieści. Prosta, zabawna i nietuzinkowa. Pełna zapierających dech w piersi włoskich krajobrazów i wyrazistych bohaterek, których po prostu nie da się nie lubić. Kasia Pisarska stworzyła niezwykłą książkę, przesyconą miłością, lekkością i pogodą ducha. Idealna lektura na jeden wieczór lub popołudnie przy kawie (lub herbacie) – rozbawi, ukoi nerwy i wniesie do naszego życia odrobinę światła i optymizmu. Gorąco polecam!

Autor: Kasia Pisarska
Tytuł: Wiedziałam, że tak będzie
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 18 listopada 2015
Liczba stron: 272
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Business&Culture oraz Wydawnictwu Muza


poniedziałek, 11 stycznia 2016

"Całuję. Mama" Monika Orłowska


Czy śmierć matki może zbliżyć do siebie rodzinę? Czy uda się złagodzić spory i odbudować więzi?

W jednym w krakowskich mieszkań spotykają się trzy siostry – Beata, Joanna i Paulina. Muszą uporządkować i rozdzielić między sobą majątek po zmarłej matce. Jest to dla nich niepowtarzalna okazja, by móc spędzić wspólnie czas i powspominać dawne dzieje, które przypadały na okres PRL-u. W ciągu tego czasu na światło dzienne wychodzą różnice które je dzielą, przez co niejednokrotnie dochodzi między nimi do kłótni i sporów, ale też do wyznań, które zmieniają wszystko. Siostry od nowa budują więź, która łączyła je w dzieciństwie i z sentymentem wspominają miniony czas. Na światło dzienne wychodzi również skrywana przez lata tajemnica, a jakby tego było mało, w zagadkowy sposób z mieszkania ginie pewien drogocenny przedmiot. Czy siostry odkryją jakie tajemnice skrywała ich matka? Czy dojdą do porozumienia i zapomną o sporach?

„Całuję. Mama” to krótka historia, której akcja rozgrywa się w przeciągu pięciu dni. W tym czasie obserwujemy trzy siostry, które po śmierci matki, muszą uporządkować jej mieszkanie. Każda z nich jest inna i tak naprawdę więcej je dzieli niż łączy. Spotkają się po latach, niestety w niezbyt przyjemnych okolicznościach. Mimo to z wielką miłością wspominają mamę i odkrywają jej sekrety. Jest to dla nich również niepowtarzalny czas, by odbudować zerwane więzi i poprawić swoje relacje. Nie będzie to jednak łatwe, zwłaszcza że każda z sióstr ma swoje zdanie i poglądy.

Beata jest najstarszą z sióstr, ma czterdzieści lat i dwójkę dzieci, w tym dorosłego syna, który planuje ślub ze swoją dziewczyną. Joanna jest dyrektorką w jednym z banków i prowadzi dość dostatnie życie. Jednak jest jedna rzecz, która spędza jej sen z powiek i wprowadza ją w stan frustracji. Od dłuższego czasu razem z mężem starają się o dziecko. Niestety ich próby wciąż spełzają na niczym. Natomiast najmłodsza z sióstr Paulina, właśnie wróciła zza granicy i wciąż nie ma pomysłu na dalsze życie. Żyje chwilą i nie martwi się tym co będzie. W mieszkaniu mamy, siostry mają wreszcie chwilę by móc spędzić wspólnie czas. Nie obejdzie się jednak bez kłótni, krzyków, oskarżeń i łez. Będzie to również czas wyznań, zwierzeń i skruchy.

Monika Orłowska w swojej książce zabiera nas na wycieczkę po czasach PRL-u. Poprzez wspomnienia swoich bohaterek, ukazuje nam życie w tamtym okresie i moment ich dorastania. Widzimy wyraźnie, że nie był to dla nich łatwy czas, jednak miłe wspomnienia zostały, a teraz nadeszła chwila by móc się nimi podzielić. Akcja książki rozgrywa się przede wszystkim w domu zmarłej matki, jednak wychodzimy poza granice czterech ścian i dowiadujemy się, jak przebiegało życie każdej z sióstr. Widać wyraźnie, że Joanna ma żal do Pauliny i przy każdej możliwej okazji daje jej to do zrozumienia. Najstarsza Beata, pomimo iż sama ma problemy, robi wszystko by pogodzić siostry i nie dopuścić do kolejnych konfliktów i kłótni.

Autorka w przemyślany sposób ukazała swoich bohaterów, kreując trzy siostry, z których każda ma zupełnie odmienny charakter. Z racji różnicy wieku jaka je dzieli, znajdują się w zupełnie innym życiowym położeniu, mając odmienne poglądy i nawyki. Zamknięte w mieszkaniu zmarłej matki, w końcu znajdują chwilę by móc podzielić się swoimi rozterkami, problemami i żalami. Będzie to dla nich czas niepowtarzalnych zmian, które pomału w każdej z nich zaczną zachodzić. Choć jest to powolny proces, widzimy wyraźnie, jak na kartkach książki bohaterowie przechodzą przemianę, a zwłaszcza Joanna, która w gruncie rzeczy, wcale nie jest taka zła jak można by sądzić.

„Całuję. Mama” to świetnie skonstruowana powieść, która ukazuje nam ludzi i ich problemy. Monika Orłowska w swojej książce porusza również przykre tematy, takie jak śmierć i choroba. Jednak mimo to, dodaje elementy optymistyczne, dzięki czemu książka nabiera zupełnie innego wyrazu. To ciepła, a jednocześnie bardzo emocjonalna historia, opowiadająca o trudnych relacjach między bliskimi, o budowaniu więzi na nowo i łagodzeniu sporów. Jest i tajemnica, która wychodzi na światło dzienne, a zadaniem sióstr jest odkrycie w czym tkwi problem.

„Całuję. Mama” wyróżnia się niebanalną fabułą, świetnie wykreowanymi postaciami i lekkim piórem autorki. Mogę śmiało polecić i zachęcić was do sięgnięcia po ten tytuł. Monika Orłowska zabierze was z niezapomnianą podróż po czasach PRL-u, dostarczając wam wielu pozytywnych emocji i wrażeń.

Autor: Monika Orłowska
Tytuł: Całuję. Mama
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 20 października 2015
Liczba stron: 272
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 7/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika


czwartek, 7 stycznia 2016

"Anatomia uległości" Augusta Docher [PRZEDPREMIEROWO]


Każdy z nas skrywa jakieś pragnienia i fantazje, o których nie chce mówić. Czasem jednak, gdy w grę wchodzi namiętność, warto pozwolić sobie na chwilę zapomnienia. Podjąć ryzyko, wyzwolić emocje i zdecydować się na ten przełomowy krok, który być może zmieni wszystko.

Melania Duvell to silna i niezależna kobieta. Żyje po swojemu i nie zamierza nikomu się podporządkowywać, a już zwłaszcza mężczyznom których traktuje jak zabawki. Nie angażuje się uczuciowo i nie szuka stałego związku. Wszystko się jednak zmienia gdy na jej drodze staje Adam Harding, mężczyzna twardo stąpający po ziemi. Rzuca Melanii wyzwanie i zaprasza ją do nietypowej gry. Czy kobieta da się ujarzmić i zdecyduje się na niecodzienny układ? Jak potoczy się ta niezwykła gra zmysłów i namiętności? Jak daleko posunie się Melania i Adam?

Augusta Docher, zadebiutowała książką „Eperu”, pierwszą częścią cyklu „Wędrowcy”. „Anatomia uległości” znacznie różni się od poprzedniej książki autorki, jednak nie ulega wątpliwości, że Augusta Docher jest bardzo obiecującą pisarką. Teraz próbuje swoich sił w literaturze erotycznej i trzeba przyznać, że wychodzi jej to rewelacyjnie. Lekki styl i język, a także dbałość o formę i szczegóły, wyraźnie rzucają się w oczy podczas lektury książki. Autorka prowadzi nas przez stworzony przez siebie świat, zachwycając genialnie wykreowanymi bohaterami, niebanalną fabułą i świetnie poprowadzoną akcją. Jesteście gotowi na mocne doznania? „Anatomia uległości” to książka, która od samego początku intryguje, rozpala zmysły i wyobraźnię, a każda kolejna kartka bez wątpienia dostarczy wam niewyobrażalnej dawki emocji i niezapomnianych wrażeń.

„Anatomia uległości” to książka, która ukazuje nam losy dwójki ludzi, którzy zawierają ze sobą dość niezwykły układ, a właściwie to Adam stawia warunki, a Melania ma się mu podporządkować. Mężczyzna daje jej kartkę, na której wypisał siedem zasad i teraz tylko od Mel zależy, czy podejmie wyzwanie i zdecyduje się na krok, który na pewno odmieni jej życie. Kobieta ma pewne obawy przed podjęciem decyzji, zwłaszcza, że zawsze to ona dyktowała warunki. Jednak Adam od samego początku niezwykle ją intryguje i fascynuje, a gra którą jej proponuje wydaje się być warta ryzyka. Ta chwila zmienia wszystko. Adam i Melania rozpoczynają erotyczną grę, w której tak naprawdę nie liczy się wygrana, a tylko walka o nią. Oboje mogą wiele stracić, jak również wiele zyskać i to od nich zależy, jaki będzie finał tej historii.

Książka Augusty Docher to niesamowicie namiętny erotyk, z odrobiną bdsm. Bohaterowie zawierają ze sobą układ, gdzie on jest Panem, a ona Niewolnicą. Oboje wyruszają w podróż w głąb swojej seksualności, odkrywając swoje pragnienia, tym samym odnajdując źródło przyjemności i rozkoszy, a także spełnienia, którego tak usilnie poszukują. Autorka w swojej książce porusza temat bdsm, ale robi to z niesamowitym wyczuciem i delikatnością. Poprzez swoich bohaterów pokazuje nam, jak wielkim zaufaniem muszą się obdarzyć partnerzy, by móc podjąć tę seksualną grę. Wymaga to od nich ogromnego zaangażowania i w pewnym sensie ryzyka. Jednak oboje wiedzą, na co się decydują i jakie konsekwencje mogą mieć ich zabawy. Tak naprawdę, jest to dla nich sposób na osiągnięcie spełnienia seksualnego i przełamania granic, które do tej pory ich ograniczały. Ich wewnętrzne bariery pękają, przez co w całości mogą oddać się swoim pragnieniom i fantazjom, dopuszczając możliwość przyjmowania kar i używania niektórych gadżetów seksualnych, które pozwolą im osiągnąć jeszcze większą rozkosz.

„Anatomia uległości” to świetnie skonstruowana powieść, która gwarantuje niezwykle silne doznania i prawdziwą ucztę dla zmysłów. Książka dzieli się na dwie części, gdzie pierwsza to istna bomba emocji i namiętności. Bohaterowie prowadzą ze sobą zmysłową grę, a autorka nie szczędzi nam pikantnych i pieprznych fragmentów, które pobudzają wyobraźnię i sprawiają, że momentalnie robi nam się gorąco. Druga część, to moment kiedy możemy ochłonąć i ostudzić szalejące w nas emocje. Choć i tu pojawiają się sceny łóżkowe, to jednak jest ich znacznie mniej niż w części pierwszej. Wszystko się jednak ze sobą świetnie komponuje, tworząc wyśmienitą i fascynującą całość.

Choć zwykle do literatury erotycznej podchodziłam z przymrużeniem oka, to jednak w miarę jak zaczęłam zagłębiać się w ten gatunek literacki, odkryłam, że są to książki po które również warto sięgać. „Anatomia uległości” Augusty Docher, jest tego najlepszym przykładem. Niezwykle namiętna, gorąca i zmysłowa, ale też zabawna i niesamowicie intrygująca. Jestem zachwycona i jedyne co mogę zrobić, to gorąco wam ją polecić. Dajcie się jej skusić i porwać, a jestem pewna, że nie prędko o niej zapomnicie.


Autor: Augusta Docher
Tytuł: Anatomia uległości
Patronat: Czytanie Moja Miłość
Wydawnictwo: Lucky
Data premiery: 29 stycznia 2016
Liczba stron: 600
Gatunek: literatura erotyczna
MOJA OCENA: 9/10


Za możliwość przeczytania dziękuję Autorce, oraz Wydawnictwu Lucky


wtorek, 22 grudnia 2015

"Trawa bardziej zielona" Magdalena Kołosowska [PRZEDPREMIEROWO]


Każdy z nas chce żyć po swojemu. Spełniać swoje pragnienia i dążyć do realizacji swoich celów. Chwycić ster i popłynąć w obranym przez siebie kierunku. Choć droga może być pełna niespodzianek, zawsze warto próbować walczyć o siebie i swoje marzenia. I o miłość, która niespodziewanie może zapukać do bram naszych serc.

Trzydziestoletnia Maja czuje że znalazła się na życiowym zakręcie. Jej małżeństwo zaczyna się sypać. Mąż wyjechał do Szwecji i nie zamierza prędko wracać. Samotność coraz bardziej daje się jej we znaki, a niezbyt satysfakcjonująca praca jeszcze bardziej ją przygnębia. Gdy jej przyjaciółka Monika proponuje jej kilkudniowy wyjazd na Mazury, Maja nie zastanawia się ani chwili. Obie kobiety nie spodziewają się, że podczas tego krótkiego pobytu ich życie zmieni się nie do poznania, a przypadkowe znajomości jakie uda się im nawiązać, zmienią się w coś dużo bardziej poważnego, niż mogłyby przypuszczać.

„Trawa bardziej zielona” to najnowsza książka Magdaleny Kołosowskiej, której twórczość miałam okazję poznać podczas czytania książki „Dlatego mnie kochasz”. Już wtedy autorka oczarowała mnie swoim lekkim piórem i niepowtarzalnym stylem. „Trawa bardziej zielona” znacznie różni się od poprzedniej książki, choć trzeba przyznać, że obie prezentują się rewelacyjnie. Magdalena Kołosowska pisze fantastycznie, z niezwykłą precyzją i skrupulatnością nakreśla nam losy swoich bohaterów. Historia Mai i Moniki tchnie realnością, jest niezwykle prawdziwa i życiowa. Widzimy przez co muszą przechodzić bohaterowie i tak naprawdę zdajemy sobie sprawę, że sami zmagamy się z podobnymi problemami na co dzień. Życie ma wiele barw, od tych pięknych i niezwykle intensywnych, do tych przygnębiających, smutnych i czarnych jak smoła. Magdalena Kołosowska w swoich książkach pokazuje nam życie takim jakie jest, nic nie ubarwia i nie koloryzuje. Nie szczędzi przy tym swoim bohaterom przykrości, by później pozwolić im cieszyć się szczęściem, które pojawia się na ich drodze.

„Trawa bardziej zielona” to opowieść przede wszystkim Mai i Moniki i to na nich skupia się czytelnik. Wydarzenia śledzimy z perspektywy obu kobiet, co daje nam dokładny obraz sytuacji w której się znalazły. Widzimy z jak wielkimi dylematami muszą się zmagać i jak wielkie emocje nimi targają. Poznajemy również Kubę i Pawła, którzy również dzielą się z nami swoją historią. Każdy z bohaterów nakreśla nam swoje życie, dzieląc się swoimi uczuciami i rozterkami.

Autorka świetnie wykreowała swoje postacie, dopracowując je w każdym szczególe. Potrafią wzbudzić w czytelniku ogrom emocji i sprawić, że ich losy nie są nam obojętne. Choć można przypuszczać jak zakończy się historia, absolutnie nie psuje to pozytywnych wrażeń jaką gwarantuje lektura. Przyglądanie się zmaganiom bohaterów i zmianom jakie w nich zachodzą pod wpływem zdobytych doświadczeń, jest niezwykle ciekawe i intrygujące. Należy również zwrócić uwagę na fabułę, która choć wydaje się prosta, to jednak skrywa w sobie głębię. Magdalena Kołosowska stworzyła historie która mieni się niezliczoną ilością barw i zmienia się jak w kalejdoskopie. Potrafi zaskoczyć, wzruszyć, rozśmieszyć i nakłonić do głębszych refleksji i przemyśleń. Muszę również wspomnieć o akcentach humorystycznych, które pojawiają się w książce, zwłaszcza motyw z Piratami z Karaibów i z pewnym niezwykle przystojnym piratem. Wszystko świetnie ze sobą współgra, tworząc genialnie skonstruowaną całość.


Książka Magdaleny Kołosowskiej opowiada o sile miłości, o poszukiwaniu szczęścia i dążeniu do realizacji swoich pragnień. Pokazuje nam, że zawsze warto walczyć o siebie i o swoje marzenia. Każdy z nas ma jakieś pasje i tylko od nas zależy, czy pozwolimy im stać się rzeczywistością, nawet pomimo tego, że u sąsiada trawa jest dużo bardziej zielona. Jeśli chcemy coś osiągnąć, nie warto tego odkładać na później, a powoli dążyć do celu.

„Trawa bardziej zielona” to pełna humoru i ciepła książka która oczaruje was swoją prostotą i lekkością. To niebanalna historia, która skłania do zmian i zastanowienia się nad swoim życiem. Gorąco polecam i zachęcam do sięgnięcia po tę wyjątkową książkę. Jestem pewna, że nie będziecie zawiedzeni.

Autor: Magdalena Kołosowska
Tytuł: Trawa bardziej zielona
Patronat: Czytanie Moja Miłość
Wydawnictwo: Feeria
Data premiery: 14 stycznia 2016
Liczba stron: 312
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce, oraz Wydawnictwu Feeria


wtorek, 15 grudnia 2015

"Playlist for the dead. Posłuchaj, a zrozumiesz" Michelle Falkoff


Zwykle ciężko nam mówić o śmierci. To temat niezwykle trudny i przykry. Zwłaszcza gdy słyszymy o osobie młodej, która tak naprawdę dopiero rozpoczęła swoje życie. Wtedy jest jeszcze trudniej. Coraz więcej nastolatków decyduje się na ten ostateczny krok. Samobójstwo wydaje się jedynym wyjściem z trudnej sytuacji, jedynym ratunkiem, gdy rzeczywistość staje się nieznośna.

Pewnego dnia, po dość nieudanej imprezie, Sam budzi się w domu swojego najlepszego przyjaciela Haydena. Najgorsze jest jednak to, że jego przyjaciel w nocy odebrał sobie życie. Sam jest zdruzgotany i załamany. Ciężko pozbierać mu się po tej tragedii i zrozumieć postępowanie przyjaciela. Jednak w głębi serca czuje się winny jego śmierci. Próbuje dojść do prawdy i dowiedzieć się dlaczego popełnił samobójstwo. Pomóc ma mu w tym playlista, którą zostawił dla niego Hayden w dniu swojej śmierci z dołączoną kartką „Posłuchaj, a zrozumiesz”. Czy Sam odkryje dlaczego jego przyjaciel odebrał sobie życie? Czy piosenki które zostawił mu Hayden pomogą mu pozbierać się po tragedii?

„Ludzie mówią mnóstwo różnych rzeczy. Niektóre z nich mogą się przydać, inne cię rozdrażnią, a wiele z nich będzie ci działać na nerwy. Mówią je jednak dlatego, że inne osoby im je powiedziały, lub dlatego, że okazały się one przydatne, gdy sami kogoś stracili. Intencje mieli dobre.”

Historia Haydena i Sama, smuci i głęboko porusza. To książka, która rozbija emocjonalnie, rozrywa serce i wywołuje ogromny ból. Ciężko czytać o śmierci, a jeszcze trudniej gdy jest to śmierć samobójcza. Coraz więcej młodych ludzi odbiera sobie życie i nic, ani nikt nie jest w stanie ich powstrzymać. Przyczyny są różne, nam mogą wydawać się błahostką, ale dla osoby która tkwi w dołku, sytuacja staje się na tyle poważna i nieznośna, że ciężko ją potem udźwignąć i samemu spróbować sobie z nią poradzić. Jedynym wyjściem wydaje się samobójstwo, które skutecznie skróci cierpienie i ból. Ostateczny krok, który przyniesie ukojenie i upragniony spokój. Statystyk nie da się oszukać, fala samobójstw wciąż zbiera swoje żniwo. I choć jest to temat niezwykle trudny i bolesny, to jednak należy mówić o tym głośno, by każdy z nas wiedział, jak poważny problem stanowi.

Hayden odebrał sobie życie i zostawił swojego jedynego przyjaciela z setką pytań, na które musi sam poszukać odpowiedzi. Co wydarzyło się na pamiętnej imprezie? Czy było to coś, co skłoniło go do popełnienia samobójstwa? Czy przyczyną jego śmierci był brat i jego koledzy, którzy przez cały czas znęcali się nad Haydenem? Kto ponosi winę? A może, to Sam zawinił i dlatego jego przyjaciel się zabił? I kim jest tajemnicza dziewczyna, która niespodziewanie pojawiła się w życiu Haydena? Z każdą chwilą pytać przybywa, a Sam im dalej drąży, tym bardziej wydaje mu się to pogmatwane. Zbiór piosenek który zostawił mu przyjaciel, ma być dla niego podpowiedzią i choć chłopak na początku nie jest w stanie rozgryźć tej zagadki, w końcu odkrywa w czym tkwi problem. Nie będę ukrywać, że i dla mnie było to ogromne wyzwanie i tak naprawdę do końca nie wiedziałam jakie przeznaczenie miała playlista Haydena. Rozwiązanie jest jednak bardzo proste i niezwykle pouczające. Tak naprawdę cały czas miałam je na wyciągnięcie ręki, tak samo jak główny bohater. Wsłuchajcie się w muzykę i spróbujcie zrozumieć, jestem pewna że sami odkryjecie w czym rzecz.

„Playlist for the dead” to książka niezwykle wartościowa. Skłania do refleksji i głębszych przemyśleń na temat samobójstwa i straty. Bo pomimo wątku przewodniego którym jest właśnie samobójstwo, autorka porusza również temat znęcania się psychicznego i fizycznego, upokarzania, poniżania i gnębienia osób słabszych, co skutecznie może doprowadzić do tragedii. Nikt z nas nie chciałby przecież stać się obiektem kpin i drwin, a właśnie to spotkało Sama i Haydena, nie ma się więc co dziwić, że oboje unikali kontaktu z rówieśnikami i woleli spędzać czas w swoim towarzystwie. W pewien sposób izolowali się od reszty otoczenia i uciekali w świat gier komputerowych i komiksów. Michelle Falkoff w swojej książce mówi również o poczuciu winy, o radzeniu sobie ze stratą bliskiej osoby i odnajdowaniu nowej życiowej drogi. To historia niezwykle prawdziwa, szczera aż do bólu, pokazująca nam do czego są zdolni ludzie którzy krzywdzą i ci, co zostali skrzywdzeni.

„Wiele osób pragnie zniknąć. Może im się nawet wydawać, że tak już się stało. Ale ktoś zawsze je obserwuje.”

„Playlist for the dead. Posłuchaj, a zrozumiesz” to głęboko poruszająca i dająca do myślenia powieść. Napisana lekkim językiem, z niezwykle charyzmatycznymi bohaterami i świetnie poprowadzoną fabułą. Smutna, wyrazista i niebanalna. Jestem pewna, że znajdzie wielu zwolenników. Ja ze swojej strony mogę tylko polecić i zachęcić was do poznania tej niezwykłej historii.

Autor: Michelle Falkoff
Tytuł: Playlist for the dead. Posłuchaj, a zrozumiesz
Tytuł oryginału: Playlist for the dead
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 4 listopada 2015
Liczba stron: 272
Gatunek: literatura młodzieżowa
MOJA OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni internetowej BookAndWalk


poniedziałek, 14 grudnia 2015

"Zajmę się tobą" Mary Kubica


Dla Heidi od zawsze liczyło się dobro innych ludzi. Ich potrzeby przedkładała nad własne i robiła wszystko by pomóc tym którzy najbardziej tego potrzebowali. Gdy ujrzała na dworcu kolejowym młodą dziewczynę z zawiniątkiem w ręce, wiedziała, że nie będzie w stanie przejść obojętnie.

Tego dnia całe Chicago tonęło w strugach deszczu. Każdy się spieszył by jak najszybciej uciec przed szalejącą ulewą. Nikt nie zwracał uwagi na dziewczynę w podartych dżinsach i zniszczonej kurtce, która starała się ochronić niemowlę przed szalejącą ulewą. Heidi choć na początku zignorowała dziewczynę, to jednak w głębi serca, wciąż nie mogła przestać o niej myśleć. Gdy następnego dnia, znowu pojawiła się na dworcu i dostrzegła nastolatkę z dzieckiem, wiedziała że musi jej pomóc. Nie byłaby sobą gdyby odwróciła się i odeszła. Zaoferowała dziewczynie tymczasowe schronienie w swoim domu, co niestety nie spotkało się z aprobatą ze strony męża i córki Heidi. Jednak kobieta popełniła jeden wielki błąd. Nim zaoferowała dziewczynie pomoc, powinna wypytać ją o przeszłość, dowiedzieć się przed kim i dlaczego ucieka. Ale Heidi woli żyć w nieświadomości. Woli nie wiedzieć.

„Zajmę się tobą” to wielowątkowa powieść, w której teraźniejszość i przeszłość splatają się ze sobą. To genialnie skonstruowany thriller psychologiczny, który do samego końca trzyma w napięciu. Przebieg wydarzeń możemy śledzić z punktu widzenia trzech osób – Heidi, jej męża Chrisa, oraz Willow, nastoletniej uciekinierki. Chris od samego początku nie żywi zaufania do dziewczyny i za wszelką cenę próbuje się dowiedzieć czegoś na temat jej przeszłości. Widać wyraźnie, że nastolatka coś ukrywa i przed kimś ucieka. Chris z obawy o swoją rodzinę, zaczyna prywatne śledztwo, by odkryć kim tak naprawdę jest Willow i jaką tajemnicę skrywa. Heidi zaś nie dostrzega problemu. Uważa, że postąpiła słusznie biorąc dziewczynę pod swój dach. Nie liczy się z konsekwencjami swoich decyzji i tak naprawdę woli nie wnikać kim jest Willow. Ważne jest tylko niemowlę i jego dobro. Dziecko całkowicie przysłania jej świat i odbiera zdolność racjonalnego myślenia. Kobieta coraz bardziej się zatraca, co ewidentnie nie wróży nic dobrego.

Z biegiem książki, dowiadujemy się kim jest dziewczyna i skąd wzięła się na dworcu w Chicago razem z niemowlakiem. Lawirujemy między jej przeszłością, a teraźniejszością i odkrywamy, co tak naprawdę wydarzyło się w jej życiu i jakie tajemnice skrywa. Informacje które udaje się pozyskać Chrisowi powoli przybliżają go do rozwiązania zagadki. Rozpoczyna się prawdziwy wyścig z czasem. Ale jedno jest pewne, ktoś zapłaci bardzo wysoką cenę.

„Zajmę się tobą” to książka niesamowicie poruszająca. Akcja od samego początku pędzi do przodu, gwarantując niezliczoną ilość emocji i wrażeń. Do samego końca tak naprawdę nie wiemy jak potoczą się losy bohaterów i jaki będzie finał tej historii. Napięcie jest ogromne, a z każdą kolejną stronę staje się coraz bardziej odczuwalne. Choć powoli odkrywamy kim jest Willow i jaką zagadkę skrywa jej przeszłość, to jednak nie wiemy, do czego to doprowadzi. Fabuła została przemyślana i dopracowana, a bohaterowie świetnie przedstawieni. Widzimy do czego może doprowadzić obłęd i obsesja. Jak wiele człowiek może stracić gdy podda się swojemu cierpieniu i pozwoli by demony przeszłości przejęły nad nim kontrolę. Bohaterowie będą musieli ponieść konsekwencje swoich czynów i decyzji i tak naprawdę zmierzyć się z tym co nieuniknione. Koniec książki jest druzgocący i wstrząsający. Głęboko roztkliwia, rozczula i zostawia czytelnika w stanie absolutnego szoku i niedowierzania. Mogę śmiało powiedzieć, że jest to najmocniejszy punkt w całej książce, bo choćbym nie wiem jak kombinowała, nie byłam w stanie przewidzieć jak zakończy się książka.

Książka Mary Kubicy to fenomenalny thriller z mocnym tłem psychologicznym, z niebanalną grą bohaterów i świetnie poprowadzoną fabułą, aż do finału który mocno zaskakuje i zapiera dech w piersi. „Zajmę się tobą” skłania do refleksji i głębszych przemyśleń. Uzmysławia nam, że nigdy nie należy bezgranicznie ufać ludziom. Tak naprawdę każdy z nas skrywa jakieś sekrety, jedni większe drudzy mniejsze. Ale nim zdecydujemy się kogoś obdarzyć zaufaniem i wpuścić go do swojego życia, lepiej spróbować najpierw czegoś się o nim dowiedzieć, bo później może być za późno, a niektórych rzeczy nie da się zmienić i cofnąć.

Jeśli macie ochotę na książkę, która swoim niepowtarzalnym klimatem wzbudzi w was niepokój, wywoła dreszcz na plecach, a potem poruszy serce i duszę, to „Zajmę się tobą” będzie lekturą idealną. Gorąco polecam!

Autor: Mary Kubica
Tytuł: Zajmę się tobą
Tytuł oryginału: Pretty Baby
Wydawnictwo: HarperCollins
Data wydania: 18 listopada 2015
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller/thriller psychologiczny
MOJA OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins


piątek, 11 grudnia 2015

"Małe cuda" Heather Gudenkauf


Często o naszym życiu decydują ułamki sekund. Wystarczy jeden moment, by cały nasz poukładany świat rozsypał się na milion kawałków. Jedna chwila która przekreśla wszystko.

Ellen Moore jest pracownikiem społecznym, a jej zadanie to bronienie nękanych i krzywdzonych dzieci. Nie może pozwolić sobie na moment nieuwagi i chwilę wahania. Dlatego z wielkim oddaniem i zaangażowaniem spełnia swoje obowiązki i stara się pomagać swoim podopiecznym. W życiu prywatnym właściwie nie brakuje jej niczego. Ma wspaniałego męża i trójkę kochanych dzieci. Jednak wystarczy jeden moment, by całe jej poukładane życie legło w gruzach. Przez swoją nieuwagę jej córeczka trafia do szpitala w stanie krytycznym. Choć był to wypadek, kobieta zostaje oskarżona o zaniedbanie. Grożą jej poważne konsekwencje, a najgorsze jest to, że dziecko w każdej chwili może umrzeć. Ellen wpada w pułapkę systemu, któremu służy od lat. W tym samym czasie, dziesięcioletnia Jenny Brierd, na skutek zbiegu okoliczności gubi się i odtąd musi radzić sobie sama. Jej ojciec nadużywa alkoholu i nie radzi sobie z wychowaniem córki. Mężczyzna ma poważne problemy ze znalezieniem stałej pracy, przez co razem z córką, co chwilę zmieniają miejsce zamieszkania. Podczas kolejnej przeprowadzki, na dworcu dochodzi do bójki, w której ojciec dziewczynki zostaje aresztowany, a Jenny rusza w samotną podróż. W tym momencie drogi Elen i Jenny przecinają się. Obie nawet nie przypuszczają, jak bardzo mogą sobie nawzajem pomóc.

„(…) najgorszy ból to taki, którego jeszcze się nie czuje, ale wiadomo, że powoli zmierza w twoją stronę.” *str.55

„Kiedy ktoś jest dla ciebie okrutny, oznacza to zwykle, że w jego życiu dzieje się coś trudnego i okropnego.” *str.277

Heather Gudenkauf porównywana jest do tak znakomitych pisarek jak Jodi Picoult lub Diane Chamberlain. Osobiście nie przepadam za tego typu porównaniami i zwykle sama staram się ich unikać, ale po przeczytaniu kilku książek autorki, dostrzegam pewne podobieństwa. Choć styl każdej z pisarek znacznie się od siebie różni, to jednak tematyka jaką poruszają w swoich książkach jest bardzo podobna. To historie bardzo życiowe, które trafiają głęboko do serca czytelnika, poruszają duszę i wywołują całą lawinę emocji. Mogę śmiało powiedzieć, że Heathet Gudenkauf to znakomita pisarka, a po jej książki naprawdę warto sięgnąć. Dla mnie to kolejna mistrzyni powieści obyczajowych, która całkowicie podbiła moje serce.

Pierwsza książka Heather Gudenkauf, która trafiła w moje ręce to „Jeden krok”. Byłam zachwycona i wiedziałam, że będę musiała przeczytać inne powieści autorki. Zdecydowałam się na „Drobne kłamstwa”, które są wstępem do „Małych cudów”. To dość krótka nowelka, która przybliża nam postać Ellen Moore i tego czym się zajmuje. Nie jest to lektura obowiązkowa, zwłaszcza że tak naprawdę oba tytuły stanowią oddzielne historie. Można je również czytać w dowolnej kolejności. Wybór należy do was.

„Małe cuda” to dwie splatające się ze sobą historie, które w świetny sposób łączą się ze sobą. Obie są bardzo poruszające, choć w moim przypadku, to opowieść Ellen wywołała więcej emocji. Sytuacja w której znalazła się kobieta, jest przerażająca i dramatyczna. Poprzez swoją nieuwagę naraziła córeczkę na niebezpieczeństwo. Będzie musiała ponieść konsekwencje swoich czynów i decyzji. Autorka ukazuje nam, co dzieje się z Ellen, jak ciężko przychodzi jej pogodzenie się z minionymi wydarzeniami. Tak naprawdę nie potrafi sobie wybaczyć, ale za wszelką ceną próbuje znaleźć w sobie siły do walki o swoje dziecko. Nie będzie to proste, zwłaszcza że system jest nieubłagany, a gdy w sprawę zaczynają mieszać się media, robi się jeszcze bardziej gorąco. Przez jeden drobny błąd, staje się potworem, którego wszyscy wytykają palcami, zarzucając jej zaniedbanie i umyślne działania. I tak naprawdę nie ma znaczenia jej wcześniejsze dobre życie. Liczy się tu i teraz.

Kolejnym ważnym wątkiem, jest sprawa Jenny, która gubi się i trafia pod skrzydła matki Ellen. W ten sposób ich drogi się łączą. Historia dziewczynki jest równie smutna i tragiczna i choć Ellen ma na głowie własne problemy, robi wszystko by pomóc zagubionej dziesięciolatce. Czy jej się uda? Jak skończy się ta dramatyczna historia?


„Małe cuda” to piękna i bardzo poruszająca opowieść. Całą sobą przeżywałam sytuacje w których znaleźli się bohaterowie. Wielokrotnie się wzruszyłam, a koniec okazał się dla mnie prawdziwą lawiną emocji. Heather Gudenkauf ma niesamowity talent do tworzenia historii, które wręcz rozrywają serce. Pomimo emocjonalnego wstrząsu który gwarantuje nam autorka, książkę czyta się wyjątkowo szybko. Właściwie nie sposób się od niej oderwać i odłożyć ją na bok. Nim się obejrzałam, a miałam ją za sobą i jeszcze długo po przeczytaniu nie mogłam dojść do siebie. To genialnie skonstruowana powieść obyczajowa, ukazująca nam ludzkie dramaty i problemy życiowe. Piękna, prawdziwa i dotykająca do żywego.

„(…) wszyscy mamy swoje momenty. Wszystkich nas spotykają chwile, kiedy odwracamy się plecami, zamykamy oczy, tracimy czujność.” *str.234

„Macierzyństwo to seria pożegnań. Czasem słodko-gorzkich i pełnych nadziei, czasem stopniowych, delikatnie odsuwających twoje palce od czegoś cennego, innym razem znów gwałtownych i nieoczekiwanych.” *str.337

„Małe cuda” Heather Gudenkauf to kolejna książka która mnie zachwyciła. Jestem oczarowana stylem autorki i lekkością z jaką została ukazana historia Ellen i Jenny. Głęboko porusza, roztkliwia i zostawia w sercu trwały ślad. Gorąco polecam!

Autor: Heather Gudenkauf
Tytuł: Małe cuda
Tytuł oryginału: Little Mercies
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 3 czerwca 2015
Liczba stron: 410
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia


czwartek, 10 grudnia 2015

"Drobne kłamstwa" Heather Gudenkauf


„Drobne kłamstwa” to krótki wstęp do „Małych cudów”, gdzie będziemy śledzić dalsze losy Ellen Moore. Moje pierwsze spotkanie z piórem Heather Gudenkauf miało miejsce w przypadku powieści „Jeden krok”, która absolutnie mnie oczarowała. Byłam ciekawa, jak autorka poradzi sobie z krótką formą wypowiedzi i muszę przyznać, że zostałam pozytywnie zaskoczona.

Ellen Moore, pracownica społeczna, pewnej nocy zostaje wezwana do miejskiego parku, gdzie znaleziono martwą kobietę ze śpiącym dzieckiem u boku. Nie wiadomo kim jest chłopiec i jak się tam znalazł, to samo tyczy się kobiety, która jak się okazuje została zamordowana. Ellen próbuje ustalić tożsamość dziecka i dowiedzieć się, co miało miejsce w parku. Razem z przyjacielem, policjantem, próbują rozwikłać zagadkę i dowiedzieć się, czy morderstwo nie jest dziełem seryjnego mordercy, który trzynaście lat temu zabił inną kobietę. Im bardziej bada sprawę, tym więcej odkrywa niepokojących śladów. Kto jest mordercą? Czy faktycznie obie sprawy mają ze sobą coś wspólnego?

Heather Gudenkauf po raz kolejny zaserwowała mi opowieść trzymającą w napięciu, gwarantującą ogrom emocji i niepewności. Akcja książki jest płynna, mogłabym nawet powiedzieć, że wręcz szybka, ale nie ma się co dziwić patrząc na jej objętość. Na szczęście autorka każdy wątek doprowadza do końca, aż do finału, który jak zwykle okazuje się bardzo zaskakujący. Nie zabraknie tutaj również zagadek, których rozwiązanie nie będzie takie proste jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.

Bohaterowie zostali przedstawieni bardzo szczegółowo i wyraziście, a fabuła świetnie dopracowana. Autorka w ciekawy sposób przybliża nam postać Ellen i tego czym się zajmuje. Widzimy z jakim wielkim oddaniem i poświęceniem zajmuje się sprawą martwej kobiety i porzuconego dziecka. Robi wszystko by odnaleźć bliskich chłopca, co niestety nie jest proste, zwłaszcza że nie wiadomo kim tak naprawdę jest i dlaczego znalazł się w parku przy zwłokach matki. Choć jest to krótka historia, to nie brak w niej emocji i momentów które głęboko poruszają. Język jest bardzo lekki i przejrzysty, dzięki czemu książki Heather Gudenkauf pochłania się w tempie natychmiastowym.

Na pewno warto sięgnąć po „Drobne kłamstwa”, zwłaszcza że stanowią świetne wprowadzenie do „Małych cudów”. Po zapoznaniu się z główną bohaterką, wiemy już czego się po niej spodziewać, jaka jest, a przede wszystkim z jak wielkim oddaniem, zajmuje się swoją pracą i opieką nad swoimi małymi podopiecznymi. Zachęcam do sięgnięcia po książki autorki, a jeśli lubicie Jodi Picoult lub Diane Chamberlain, to na pewno polubicie i Heather Gudenkauf. Osobiście mogę tylko polecić i zapewnić, że będzie to wyśmienita i niezapomniana lektura.

Autor: Heather Gudenkauf
Tytuł: Drobne kłamstwa
Tytuł oryginału: Little Lies
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 13 maja 2015
Liczba stron: 82
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 7/10


Darmowy e-book możecie pobrać na Virtualo.pl.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka