Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedpremierowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedpremierowo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 maja 2016

"Jak cię zabić, kochanie?" Alek Rogoziński [PRZEDPREMIEROWO]


„W życiu nigdy nie można mieć wszystkiego, o czym człowiek marzy...”

Trzydziestoletnia Kasia ma szansę odziedziczyć ogromny majątek. Ale żeby tak się stało, musi najpierw pozbyć się swojego męża. Czyli mówiąc prościej, małżonek musi umrzeć. Ostatnio między nią, a jej mężem Darkiem nie układa się zbyt dobrze, dlatego kobieta nie ma żadnych skrupułów i zaczyna planować morderstwo. Jak się okazuje, wcale nie jest to takie proste jak mogłoby się wydawać. Sprawy się komplikują gdy Kasia dostrzega, że również na jej życie ktoś czyha. Wychodzi na to, że chętnych na spadek jest kilku. Rozpoczyna się prawdziwy wyścig z czasem. Jaki będzie finał tej historii? Kto zginie, a kto odziedziczy fortunę?

Jakiś czas temu Alek Rogoziński został nazwany księcia komedii kryminalnych. Po przeczytaniu jego trzech książek, mogę śmiało powiedzieć, że ten tytuł jak najbardziej mu się należy. Tym razem autor wraca z kolejną wyśmienitą powieścią, w której poznajemy losy całkiem nowych bohaterów. Joanna i Betty udają się na odpoczynek (mam nadzieję, że chwilowy), a tymczasem mamy okazję zaznajomić się z Katarzyną, Darkiem, Danusią i innymi równie barwnymi i charyzmatycznymi bohaterami. Alek Rogoziński po raz kolejny nie zawiedzie swoich czytelników, bo jego nowa powieść to powalająca dawka dobrego humoru i wspaniałej rozrywki na wiele godzin.

„Jak cię zabić, kochanie?” to trzecia powieść w dorobku autora. Wszystkie zrobiły na mnie ogromne wrażenie, jednak wydaje mi się, że najnowsza książka Alka Rogozińskiego wypada najlepiej spośród nich wszystkich. Widzę, że autor z każdą kolejną powieścią rozwija się coraz bardziej, co zdecydowanie dobrze wróży na przyszłość. Akcja powoli nabiera rozpędu, by w pewnym momencie zacząć pędzić w zawrotnym tempie. Zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń i z coraz większym napięciem i zainteresowaniem śledzimy przebieg fabuły. Na przemian śledzimy losy kilku bohaterów, w tym Katarzyny i Darka, dwóch osobliwych zakonnic, które nie wiele wspólnego mają ze swoją profesją, księdza który próbuje uratować swoją parafię i kilku równie ciekawych i pokręconych bohaterów, którzy wniosą do lektury chaos i dość spore zamieszanie. Nie zabraknie nagłych zwrotów akcji i niespodziewanych sytuacji, które tylko podsycą atmosferę i jeszcze bardziej podkręcą tempo. Co tu dużo mówić, będzie się działo.

Alek Rogoziński pisze niesamowicie lekko, płynnie i oryginalnie. W książce nie brakuje dowcipów, czarnego humoru i błyskotliwych dialogów. Warto również zwrócić uwagę na bohaterów, z których każdy został świetnie wykreowany i przedstawiony. Na początku książki znajdziemy spis postaci wraz z krótkim opisem każdej z nich. Dzięki temu mamy jako takie rozeznanie w relacjach między nimi, co stanowi dość ciekawe urozmaicenie i wprowadzenie do całej powieści. W tekście znajdziemy kilka nawiązań do programów telewizyjnych i znanych osobistości, co jest kolejną dość charakterystyczną cechą książek Alka Rogozińskiego. Wszystko napisane z lekkim przymrużeniem oka i nutką ironii. To dość fajny pomysł, który sprawia, że książka staje się dużo bardziej oryginalna i zabawna, a czytelnik z jeszcze większym uśmiechem na twarzy zagłębia się w lekturę.

W książce „Jak cię zabić, kochanie?” autor dużo bardziej rozwinął wątek kryminalny, niż w przypadku poprzednich swoich książek. W „Ukochanym z piekła rodem” oraz „Morderstwu na Korfu” Alek Rogoziński skupił się w dużej mierze na warstwie obyczajowej. Nie można zaprzeczyć, że i tam intryga kryminalna była wyśmienita, jednak w przypadku najnowszej książki, wszystko zostało dużo bardziej dopracowane i wyważone. Podsumowując, znajdziemy tu wszystko czego oczekujemy po książkach Alka Rogozińskiego: jest i kryminał, dużo bardziej cięty język, dojrzały humor i tło obyczajowe, które świetnie komponuje się z całością, gwarantując rozrywkę na najwyższym poziomie. Czegóż chcieć więcej?

Książki Alka Rogozińskiego mają to do siebie, że pochłania się je w tempie ekspresowym. I nie ma się co dziwić... Bo skoro coś jest dobre, to raczej nie zostawiamy sobie tego na później, tylko wykorzystujemy chwilę obecną aby w całości delektować się tą cudowną chwilą. „Jak cię zabić, kochanie?” to wyśmienita, porywająca, zabawna i zaskakująca lektura, która dostarczy Wam wielu wrażeń i emocji. A gdy skosztujecie, na pewno będziecie chcieli więcej. Gorąco polecam!

Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Jak cię zabić, kochanie?
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 2 czerwca 2016
Liczba stron: 334
Gatunek: komedia kryminalna
MOJA OCENA: 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorowi, oraz Wydawnictwu Filia

środa, 25 maja 2016

"Alive. Żywi" Scott Sigler [PRZEDPREMIEROWO]


„Jeśli uciekniesz, twój wróg będzie cię ścigać. Zabij swojego wroga, a wtedy już zawsze będziesz wolna.”

Dwunastoletnia Em budzi się w trumnie. Jest ciemno, ciasno, a do tego coś wgryza się jej w szyję. Dziewczyna jest przerażona, ale jakimś sposobem udaje się jej wydostać na wolność. Nie wie też kim jest i dlaczego została tutaj uwięziona. Odkrywa, że oprócz niej są inni ocaleni, którzy tak jak ona zostali zamknięci w trumnach. Razem wyruszają w nieznane poprzez ciemne i mroczne korytarze pełne zakurzonych kości. Dziewczyna zauważa, że inni jej ufają i podążają za nią. Musi zrobić wszystko aby spróbować wydostać siebie i pozostałych z tego przerażającego miejsca. Będzie to początek długiej i niebezpiecznej wędrówki w poszukiwaniu własnej tożsamości i odpowiedzi na dręczące ich pytania.

„Alive. Żywi” to jedna z takich książek które od samego początku, aż do ostatniej kartki trzymają w napięciu. Muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak fantastycznej i równocześnie tak niesamowicie niepokojącej książki. Emocje które towarzyszyły mi podczas lektury były ogromne. Zdarzały się i momenty w których byłam zmuszona odłożyć ją na bok, aby odetchnąć i zaczerpnąć trochę oddechu. Książka przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania i sprawiła, że jeszcze do teraz nie mogę wyjść z podziwu dla autora i dla jego pomysłowości. Bo muszę przyznać, że jest to powieść niezwykła pod każdym względem – zaskakująca, szokująca, przerażająca i prawdziwie mrożąca krew w żyłach.

Uwielbiam książki o tematyce dystopijnej i zawsze z wielką przyjemnością po nie sięgam. Odkąd przeczytałam fenomenalne „Igrzyska śmierci”, moje zamiłowanie do dystopii znacznie wzrosło. Nie będę ukrywać, że moje wymagania względem tego typu książek są ogromne. Na szczęście zwykle trafiam tak, że jestem zadowolona z lektury. „Alive. Żywi” znacznie różni się od dystopii które miałam okazję do tej pory czytać. Już na samym początku urzekł mnie złowieszczy i mroczny klimat. Przez cały czas nie mogłam wyzbyć się uczucia niepokoju i nadchodzącego niebezpieczeństwa. Wręcz czułam się jakbym sama została uwięziona w tym makabrycznym miejscu i nie mogła znaleźć wyjścia. Niesamowite jest również to, że tak naprawdę do samego końca nie wiadomo w czym rzecz. Bohaterowie czują się zdezorientowani, przerażeni i zagubieni. Mają wiele pytań na które nie potrafią znaleźć odpowiedzi. Dlaczego ktoś zamknął ich w trumnach? Kim są? Gdzie są ich rodziny? Co to za miejsce i jak mają się z niego wydostać? Czy w ogóle jest jakieś wyjście na wolność? Również czytelnik zachodzi w głowę o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Jednak rozwiązanie zagadki nie jest takie proste. 

„Atakuj, atakuj, gdy się wahasz, zawsze atakuj, nigdy nie daj wrogowi odetchnąć.”

„Alive. Żywi” to książka która zaskakuje i wprowadza w stan zdumienia. Chyba ciężko sobie wyobrazić sytuację w której sami po obudzeniu odkrylibyśmy, że nie znajdujemy się w swoich ciepłych i bezpiecznych łóżkach, ale w zimnej i ciemnej trumnie, na dodatek zamkniętej na głucho i jeszcze z czymś niezidentyfikowanym w środku co wgryza nam się w szyję... Prawdziwy koszmar z którego niestety nie można się obudzić. Bo to nie sen, tylko przerażająca rzeczywistość. Obraz jak żywcem wyjęty z filmu grozy. Aż strach o tym myśleć. To co bohaterowie przeżywają później, też potrafi ściąć krew w żyłach i sprawić, że po całym ciele będą przechodzić nam ciarki, a obezwładniający strach nie opuści nas ani na moment. I ten niepokój, którego nijak nie można się pozbyć... Co tu dużo mówić, emocje których doświadczyłam podczas lektury były niewyobrażalne i choć w wielu momentach czułam lęk przed nieznanym i przed tym co może spotkać bohaterów, to jednak z ogromną fascynacją i zainteresowaniem zagłębiałam się w świat stworzony przez autora. Było to doświadczenie niezwykłe i na pewno nie prędko o tym zapomnę.

Poza niesamowitym klimatem i przemyślaną fabułą w której nie brakuje zaskakujących zwrotów akcji, muszę zwrócić uwagę na charakterystykę postaci i relacje między nimi. Choć bohaterami są nastolatki, to jednak w wielu momentach wcale się tak nie zachowują. Wiadomo, że zmusiła ich do tego niezbyt komfortowa sytuacja w której się znaleźli, jednak trzeba przyznać, że autor świetnie ich przedstawił. Każdy z nich wyróżnia się jakąś cechą i posiada jakieś niezwykłe umiejętności. Dzięki temu świetnie się ze sobą uzupełniają. Choć nie unikną i konfliktów, bo przy tak zróżnicowanych charakterach nie trudno o awantury. Kolejną sprawą są ich wzajemne stosunki. Nie znajdziemy tutaj typowego wątku miłosnego, który zwykle w powieściach dystopijnych się pojawia. W książce Scotta Siglera wszystko pozostaje w sferze domysłów, co moim zdaniem działa na jej korzyść.

 „Alive. Żywi” to książka fenomenalna! Całkowicie sprostała moim oczekiwaniom i sprawiła, że siedziałam jak na szpilkach. I choć jest to książka kierowana przede wszystkim do nastolatków, to jednak mogę śmiało powiedzieć, że i dorosły czytelnik znajdzie tutaj coś dla siebie. Napisana lekkim językiem, niesamowicie zagmatwana, a do tego ogromnie zaskakująca. Potrafi przerazić, zafascynować i wstrząsnąć, a mówiąc krótko: to prawdziwy majstersztyk!

Autor: Scott Sigler
Tytuł: Alive. Żywi
Tytuł oryginału: Alive
Cykl: Trylogia Generacje (tom 1)
Wydawnictwo: Feeria Young
Data premiery: 2 czerwca 2016
Liczba stron: 404
Gatunek: dystopia/science fiction/literatura młodzieżowa
MOJA OCENA: 9/10


Za możliwość przedpremierowego przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Feeria Young


poniedziałek, 16 maja 2016

"Zapach szczęścia" Klaudia Kopiasz [PRZEDPREMIEROWO]


„Ktoś kiedyś powiedział, że szczęście to po prostu taki skurcz serca, którego doznaje się czasami, kiedy człowieka przepełnia taka radość, że wprost trudno ją znieść.”

Mia to szczęśliwa dwudziestoparolatka  przed którą świat stoi otworem. Ma kochającą rodzinę, świetne przyjaciółki i dobrą pracę. Właściwie niczego jej w życiu nie brakuje. Niestety niespodziewanie los przykro ją doświadcza. Kobieta dowiaduje się, że jest poważnie chora. Pomimo tego, nie zamierza się tak łatwo poddać. Żeby zapomnieć o problemach decyduje się wyjechać w podróż na piękną grecką wyspę Zakhyntos. Tam spotyka Williama Garta, światowej sławy pisarza, którego książki namiętnie czyta. Jednak William jest dość oschły i oziębły i wcale nie zamierza nawiązywać nowych znajomości, a tym bardziej z kobietami. Pięć lat temu stracił swoją ukochaną Rose i do teraz nie jest w stanie pozbierać się po tej tragedii. Nieoczekiwanie jednak między Mią i Williamem nawiązuje się cienka nić porozumienia. Co wyniknie z tej znajomości? Jak potoczą się ich losy?

„Zapach szczęścia” to opowieść o dwójce ludzi, których drogi się krzyżują. Oboje znajdują się na zakręcie życiowym. Każdy z nich został bardzo boleśnie doświadczony przez los, jednak nie zmienia to faktu, że oboje w jakiś sposób poszukują szczęścia. Mia jest osobą pogodną i nawet pomimo przerażającej diagnozy, nie zamierza dać się chorobie. Zdaje sobie jednak sprawę, że być może nie pozostało jej zbyt wiele czasu. Dlatego też, decyduje się na wyjazd, aby choć na chwilę pozbyć się zmartwień i zaznać czegoś wyjątkowego. William zaś to ponury i zobojętniały na wszystko mężczyzna. Wyrusza na wyspę aby napisać swoją nową powieść, co nie specjalnie mu wychodzi. Wciąż żyje przeszłością i nie potrafi pogodzić się ze śmiercią swojej narzeczonej. Nie chce otwierać swojego serca dla innych, bo boi się, że w ten sposób zbezcześciłby pamięć o Rose. Drogi tej dwójki się przecinają i choć początek ich znajomości nie jest zbyt obiecujący, to jednak w miarę upływu czasu, coś zaczyna się dziać. Czy William otworzy swoje serce i zdecyduje się żyć na nowo? Czy Mia odnajdzie szczęście którego tak szuka?

Książka Klaudii Kopiasz to bardzo dojrzała i emocjonalna powieść, która mieni się całą paletą barw. Autorka porusza wiele trudnych tematów, takich jak chociażby choroba i śmierć bliskiej osoby. Mowa tutaj o radzeniu sobie z cierpieniem jakie niespodziewanie spada na człowieka, o tym jak poradzić sobie z bólem i spróbować odnaleźć w swoim życiu coś, co sprawi, że znajdziemy w sobie siłę do walki. Z reguły nie jest łatwo poradzić sobie z natłokiem problemów i zmartwień które nas przytłaczają, jednak nie wolno pozwolić aby rozpacz zawładnęła naszym życiem. Szczęście należy się każdemu, dlatego nie należy z niego dobrowolnie rezygnować, nawet po doświadczeniu ogromnej tragedii i nieszczęścia.

„Kiedy kogoś naprawdę kochasz, nie pozwalasz, by jego wady zaważyły na twoim uczuciu. Prawdziwa miłość nie zna granic, nie kończy się na słabościach ukochanej osoby.”

Bohaterowie książki „Zapach szczęścia” są tego doskonałym przykładem. Każde z nich na swój sposób radzi sobie z problemami. William zamyka się w sobie, a Mia próbuje żyć pełną piersią. I choć każde z nich nosi inny bagaż doświadczeń, pobyt na Zakhyntos sprawi, że ich życie zmieni się diametralnie. Ale czy na lepsze? Tego zdradzić Wam nie mogę, jednak jak to w życiu zwykle bywa – los potrafi być nieprzewidywalny. Ma w zanadrzu wiele niespodzianek, tych wspaniałych, jak i tych smutnych. Trzeba być gotowym na każdą ewentualność. Klaudia Kopiasz tworząc postacie do swojej książki, starała się aby były one bardzo zróżnicowane. Udało się jej to doskonale. Bohaterowie są barwni, wyraziści i niekonwencjonalni. Mają swoje wady i zalety. Poprzez swoje doświadczenia i sposób bycia stają się niesamowicie rzeczywiści i prawdziwi. Jednak doskonale się ze sobą uzupełniają i sprawiają, że historia przedstawiona w książce staje się dużo bardziej autentyczna.

To co przyciąga uwagę, to piękne i malownicze opisy greckiej wyspy Zakhyntos i jej okolic. Autorka zaserwowała nam prawdziwą i egzotyczną podróż po magicznych zakątkach Grecji. Większość akcji książki rozgrywa się właśnie tam, dlatego cieszę się, że Klaudia Kopiasz starała się oddać niepowtarzalny urok tego miejsca. Czułam się jakbym sama tam była i podziwiała te wszystkie cuda na własnej skórze. Dzięki temu książka zyskała prawdziwie wakacyjny klimat, co zdecydowanie działa na jej korzyść. Nie myślcie sobie jednak, że jest to typowy romans opowiadający o letniej miłości. Nic z tych rzeczy. To raczej powieść obyczajowa z wątkiem romantycznym, który zdecydowanie nie przytłacza, a tylko dodaje tej historii uroku.

„Zapach szczęścia” to mądra i wartościowa lektura, napisana niezwykle lekko i płynnie. Zachwyca, wzrusza i mocno chwyta za serce. Uzmysławia nam, że nigdy nie wolno się poddawać i zawsze, nawet pomimo przeciwności losu, walczyć o swoje szczęście i miłość. Gorąco polecam!

Autor: Klaudia Kopiasz
Tytuł: Zapach szczęścia
Wydawnictwo: Pascal
Data premiery: 25 maja 2016
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorce

wtorek, 10 maja 2016

"Moje serce należy do ciebie" Alessio Puleo [PRZEDPREMIEROWO]


„Życie jednak potrafi zaskakiwać, nawet wtedy, gdy myślisz, że nic wspaniałego na pewno ci się nie przytrafi.” 

Pewnego dnia w klasie 18-letniego Alexa pojawia się nowa uczennica, Yelenia. Chłopak od razu zwraca na nią uwagę i robi wszystko aby dziewczyna się nim zainteresowała. Po pewnym czasie między dwójką nastolatków zaczyna rodzić się uczucie. Oboje nie są w stanie mu się przeciwstawić. Jednak Yelenia jednak skrywa tajemnicę i cały czas trzyma Alexa na dystans, nie pozwalając mu zbytnio zbliżyć się do siebie. Chłopak nie zamierza tak łatwo się poddać. Dowiaduje się, że dziewczyna cierpi na ciężką i nieuleczalną wadę serca. W dniu egzaminu maturalnego Alex odbiera telefon ze szpitala z informacją, że Yelenia jest umierająca. Zrozpaczony wybiega na ulice, mając nadzieję, że uda mu się zdążyć na czas. Czy dla dziewczyny nie ma już nadziei?

Książka Alessio Puleo na początku wydawała mi się bardzo schematyczna. W końcu w wielu książkach spotykamy się z podobną tematyką. Można też zauważyć pewną prawidłowość, bo z reguły to dziewczyna jest osobą chorą i umierającą. „Moje serce należy do ciebie” nie różni się od innych książek tego typu, jednak ma w sobie ten niepowtarzalny urok, któremu ciężko nie ulec. Autor pisze niesamowicie lekko i zręcznie. Jednak nie skupia się przede wszystkim na chorobie głównej bohaterki. Stara się grać na emocjach czytelnika i poprzez swój tekst przekazać nam najważniejsze wartości, które powinniśmy wynieść z książki.

„Los każdego człowieka jest z góry zapisany i nikt nie może tego zmienić.”

Bohaterowie powieści są bardzo zróżnicowani i barwni. Jednak odnoszę wrażenie, że autor zbyt wiele uwagi poświęcił Alexowi. Temat Yelenii i jej choroby został zepchnięty na drugi plan i choć miał to być wiodący wątek, to jednak przez cały czas był przytłaczany perypetiami i rozterkami Alexa. Odbierałam go jako niedojrzałego chłopca, któremu tak naprawdę w głowie była tylko zabawa. Najlepiej określić go mianem lekkoducha. Dopiero pojawienie się Yelenii zmienia jego nastawienie i sprawia, że chłopak chce się zmienić, a przede wszystkim w jakiś sposób zaimponować dziewczynie i sprawić, aby zwróciła na niego uwagę. Pomimo tego, że nastolatka w końcu go dostrzega, ten dalej się miota i tak naprawdę momentami sam nie wie czego chce. Widać wyraźnie, że jest zagubiony, a Yelenia wcale mu tego nie ułatwia. Odpycha go od siebie i trzyma na dystans. To jednak nie usprawiedliwia Alexa i jego lekkomyślnego zachowania, którym tak naprawdę tylko przysporzy sobie jeszcze więcej problemów.

Inaczej ma się sprawa z Yelenią, która staje w obliczu ogromnej tragedii. Świadomość tego, że jest chora sprawia, że nie potrafi w pełni cieszyć się życiem. Jedynym ratunkiem dla niej jest przeszczep. Dziewczyna zdaje sobie jednak sprawę, że jeśli szybko nie znajdzie się dawca, będzie musiała pożegnać się z życiem, a tym samym z osobami które kocha. Lepiej więc nie angażować się w nowe związki, bo strata będzie jeszcze bardziej bolesna. Yelenia to osoba krucha i zamknięta w sobie, boi się zranienia i rozczarowania, dlatego ciężko jej nawiązywać nowe znajomości. Jak na swój młody wiek, doświadczyła w swoim życiu zbyt wiele. Choroba sprawiła, że musiała bardzo szybko dorosnąć.  I choć Alex i Yelenia to dwa zupełnie odmienne charaktery, to jednak między nimi nawiązuje się nić porozumienia, która w końcu przeradza się w ogromne uczucie.

Warto również zwrócić uwagę na postacie drugoplanowe, w tym ojca Yelenii - Giorgia, który zrobi wszystko aby uratować swoją córkę. Również przyjaciel Alexa - Claudio, został przedstawiony w barwny i zabawny sposób. Każdy z bohaterów wyróżnia się na swój sposób i wnosi coś zupełnie odmiennego do całej historii. Autor poza tematem choroby, opowiada również o przyjaźni, zdradzie, miłości i poświęceniu. I nawet pomimo tego, że porusza tak poważne tematy, stara się niektóre rzeczy pokazać z przymrużeniem oka. W książce znajdziemy dużo zabawnych i komicznych sytuacji, momentów które wywołają uśmiech na twarzy, a przede wszystkim dadzą nadzieję. Wszystko napisane z niesamowitą prostotą i płynnością, tak aby pobudzić ciekawość czytelnika. Kolejną zaletą książki jest fakt, że czyta się ją błyskawicznie. Akcja jest wartka i nie zwalnia ani na sekundę, a śledzenie losów bohaterów to bardzo intrygujące i pochłaniające zajęcie.

„Takie jest życie – krok po kroku, stopniowo odkrywa wszystkie swoje sekrety. Trzeba tylko czekać. Cierpliwie czekać.”

Wszystko sprowadza się tak naprawdę do głównego tematu książki, którym jest oddawanie narządów i przeszczepy. Ludzie nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. Nie myślimy o tym aby zostać dawcą, bo nie dopuszczamy do siebie myśli, że mogłoby nam przytrafić się coś złego. Warto jednak się nad tym głębiej zastanowić i to przemyśleć. Bo nasza decyzja może uratować komuś życie. W końcu nam też może kiedyś być potrzebna pomoc. Historia Yelenii i Alexa nie pozostawia nas obojętnych, otwiera nam oczy na ten problem i skłania do głębszych refleksji nad ulotnością życia ludzkiego.

„Moje serce należy do ciebie” to ujmująca opowieść o życiu i śmierci. O odwadze i poświęceniu, o miłości, która jest w stanie pokonać wszystko. I choć nie jest napisana perfekcyjnie, to jednak warto dać jej szansę, zwłaszcza, że porusza ważne i trudne tematy o których powinno się mówić. Polecam!

Autor: Allesio Puleo
Tytuł: Moje serce należy do ciebie
Tytuł oryginału: Il mio cuore ti appartiene
Wydawnictwo: Muza SA
Data premiery: 11 maja 2016
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura młodzieżowa
MOJA OCENA: 7/10


Książkę do recenzji przekazało Wydawnictwo Muza, za co bardzo dziękuję

środa, 27 kwietnia 2016

"Zbrodnia hrabiego Neville'a" Amélie Nothomb [PRZEDPREMIEROWO]


Co byście zrobili wiedząc, że niebawem będziecie musieli kogoś zabić? Jak byście się zachowali? Jakie decyzje podjęli? Czy z premedytacją planowalibyście to morderstwo? A może zamknęlibyście się na cztery spusty w piwnicy tak by nikogo nie skrzywdzić? Dobrze się zastanówcie. Ale najpierw poznajcie pewnego hrabiego który stanął przed takim wyzwaniem.

Nastoletnia córka hrabiego Neville’a, o imieniu Sérieuse, pewnej nocy ucieka z domu. Ojciec znajduje ją u wróżki. Ta oznajmia mu, że w wkrótce podczas trwania słynnego garden party odbywającego się w jego posiadłości Neville zabije jednego z zaproszonych gości. Ma to być ostatnie tak wystawne przyjęcie u hrabiego, ponieważ grozi mu bankructwo, a tym samym strata całego majątku. Mężczyzna jednak nie zamierza odwoływać imprezy. Sprawdza natomiast kogo z zaproszonych osób szczególnie nie lubi. Jest ich aż 25. W podjęciu decyzji pomaga mu córka, która słyszała przepowiednię. Czy Neville dokona zbrodni? A jeśli tak, to kto straci życie podczas garden party?

Amélie Nothomb to belgijska pisarka tworząca w języku francuskim. Niestety nie jest zbyt znana w Polsce, nad czym ja osobiście bardzo ubolewam. Autorka tworzy krótkie thrillery w których nie brakuje sarkazmu i czarnego humoru. Do tej pory miałam okazję czytać większość jej książek i śmiało mogę zaliczyć ją do grona moich ulubionych pisarzy. Ostatnią powieścią autorki którą miałam okazję czytać była książka „Peplum”, która niestety odrobinę mnie zawiodła. Mojej radości nie było końca gdy zobaczyłam w zapowiedziach „Zbrodnie hrabiego Neville’a”. Byłam ciekawa co tym razem przyszykowała Nothomb. Bez dwóch zdań, jej najnowsza książka to powrót w wielkim i fenomenalnym stylu!

Bohaterowie książki, jak to u Amélie Nothomb bywa są bardzo specyficzni. Hrabia Neville’a to postać bardzo wyrazista i intrygująca. Mężczyzna należy do arystokracji, dlatego nie zamierza odwoływać słynnego garden party. No bo jak by to wyglądało? Neville ma świadomość, że nie może pozwolić sobie na taki wybieg, bo to zepsułoby jego i tak już nadszarpnięty wizerunek. Ma to być ostatnie, tak wielkie przyjęcie na zamku, który niebawem zostanie sprzedany. Hrabia znany jest z organizowania najznakomitszych i najbardziej wyrafinowanych przyjęć w całej okolicy i nawet gdy grozi mu bankructwo i strata majątku wie, że musi stanąć na wysokości zadania, a przede wszystkim zachować pozory. Zamierza zatem przygotować się jak najlepiej do tej imprezy, a skoro już ma kogoś zabić, to najlepiej aby nie była to przypadkowa osoba. I tu na scenę po raz kolejny wkracza jego córka Sérieuse, która pomaga mu w podjęciu decyzji. Przy okazji dopatrując się w tym korzyści dla samej siebie. To kolejna bardzo nietypowa i w pewien sposób groteskowa postać. Potrafi mocno zaintrygować, zaciekawić, zaskoczyć, a nawet rozbawić. Łącząc te wszystkie elementy otrzymujemy niezwykle barwną i nieszablonową bohaterkę, która zachwyca jednocześnie szokując.

W książkach Amélie Nothomb bardzo ważną kwestią są dialogi. Stanowią one podstawę jej książek, jednocześnie dodając jej smaku i kunsztu. Potyczki słowne bohaterów to jak balansowanie na cienkiej linie nad przepaścią. Nigdy nie wiadomo jak potoczy się taka konwersacja, jakie będą jej konsekwencje i jakie decyzje podejmą postacie. Nie brakuje tutaj sarkazmu, czarnego humoru i ironii. Możemy tu również dostrzec odrobinę szaleństwa i psychozy, która niejednokrotnie przejawia się w bohaterach. Dzięki temu są dużo bardziej wyraziści i nieschematyczni. A mówiąc w skrócie - jedyni w swoim rodzaju. Takich osobliwych postaci jak w książkach Amélie Nothomb na pewno nie zajdziecie nigdzie indziej. Fabuła bardzo często tchnie groteską. Ale właśnie ta nieprawdopodobność, a przede wszystkim nieprzewidywalność wpływa na jakość całej książki. Tak naprawdę do samego końca ciężko rozgryźć jak potoczy się akcja. A dzieje się tutaj naprawdę wiele.

„Zbrodnia hrabiego Neville’a” to zabawna, niekonwencjonalna i niesamowicie zaskakująca lektura. Amélie Nothomb pisze z niezwykłą lekkością i precyzją, wręcz bawi się słowem. Udowadnia jednak, że potrafi stworzyć oryginalną i bardzo pomysłową książkę. To fenomenalny thriller w którym nie brakuje zagadek, tajemnic i odrobiny cynizmu. Wszystko dokładnie ze sobą wymieszane, tworzy mistrzowską i ekscentryczną powieść, która dla wielu z Was na pewno okaże się doskonałą rozrywką. Ja bawiłam się fantastycznie i jedyne co mogę zrobić, to polecić Wam tę książkę i pozostałe dzieła autorki.

Autor: Amélie Nothomb
Tytuł: Zbrodnia hrabiego Neville'a
Tytuł oryginału: Le crime du comte Neville
Wydawnictwo: Literackie
Data premiery: 28 kwietnia 2016
Liczba stron: 112
Gatunek: thriller/kryminał
MOJA OCENA: 9/10


Książkę do recenzji przekazało Wydawnictwo Literackie, za co bardzo dziękuję


wtorek, 26 kwietnia 2016

"Kiedy księżyc jest nisko" Nadia Hashimi [PRZEDPREMIEROWO]


Ciężko nam wyobrazić sobie sytuację w której bylibyśmy zmuszeni opuścić swój dom i kraj. Zabrać kilka najpotrzebniejszych rzeczy, porzucić cały dorobek swojego życia i uciekać w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia. Pamiętajmy jednak, że w takiej sytuacji znajduje się wielu ludzi na świecie. Problem imigrantów to tak naprawdę problem całego świata. Mimo to, nie chcemy o tym mówić. Traktujemy uchodźców jak intruzów i obcych, często zapominając, że są takimi samymi ludźmi jak my.

Fariba urodziła się w Kabulu i tu dorastała. Niestety od urodzenia została naznaczona. Podczas gdy ona przychodziła na świat wydając swój pierwszy krzyk, jej matka wydawała ostatnie tchnienie. Od tamtego czasu mieszka razem z ojcem i macochą, która traktuje ją z największą pogardą. Zaprzęga ją do prac domowych i nie pozwala iść do szkoły jak inne dzieci. Jednak Fariba ma ambicje, a jej największym marzeniem to zacząć się uczyć. Już jako dorosła kobieta wychodzi za mąż za Mahmuda. Są razem szczęśliwi i dobrze się im wiedzie. Wszystko się jednak zmienia, gdy w kraju wybucha wojna, a do władzy dochodzą talibowie. Pewnego dnia trójka mężczyzn wchodzi do ich domu i zabiera Mahmuda. To moment kiedy Fariba i jej dzieci widzą go po raz ostatni. Późnej dowiedzą się, że mężczyzna został zamordowany. Fariba zmuszona jest opuścić Kabul i spróbować przedostać się do Anglii do swojej siostry. Razem z trójką dzieci wyrusza w niebezpieczną podróż przez Iran i Grecję. To właśnie w tym kraju dochodzi do kolejnych dramatycznych wydarzeń. Nastoletni syn Fariby, Salim, zostaje odłączony od rodziny. Kobieta stojąc w obliczu tragicznego wyboru, decyduje się na dalszą podróż z dwójką pozostałych dzieci. Salim zaś ląduje na ulicy i przyłącza się do innych Afgańczyków, którzy tak jak on stali się uchodźcami. Jak potoczą się losy bohaterów? Czy Fariba i Salim się odnajdą?

„Ludzie mówią sobie „żegnaj” na  rozmaite sposoby, zwłaszcza wtedy, gdy jest to pożegnanie na zawsze.”

„Los w końcu wszystko naprawia, ale dopiero po tym, kiedy cała praca zostanie wykonana, wszystkie łzy przelane, kiedy już się przetrwa wszystkie bezsenne noce.”

Książka Nadii Hashimi to niezwykle poruszający i wstrząsający obraz życia imigrantów. W pewnym sensie jest to książka na czasie, zwłaszcza, że o uchodźcach mówi się w ostatnim czasie bardzo wiele. Wydarzenia rozgrywające się w powieści miały miejsce w latach 90-tych. Autorka z niezwykłą precyzją i dbałością o szczegóły pokazuje nam jak wyglądało życie w Afganistanie w tych latach. Kraj pogrąża się w wojnie, coraz więcej ludzi jest mordowanych, rozpoczynają się bombardowania w których ginie jeszcze więcej niewinnych osób. Ludzie masowo opuszczają swoje domostwa i uciekają z kraju w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia. Niestety wojny na Wschodzie trwają do dziś. I choć wydarzenia opisane w książce „Kiedy księżyc jest nisko” są fikcją, to jednak nie można zaprzeczyć, że pokazują bardzo realny obraz współczesnych problemów które dotykają nie tylko imigrantów, ale też zwykłych ludzi.

Nie będę ukrywać, że dość ciężko czytało mi się tę książkę. Wywołała we mnie niewyobrażalną ilość emocji. Od smutku, poprzez złość i niedowierzanie, aż do ulgi, kiedy bohaterom udawało się wyjść cało z opresji. Bałam się o ich losy, o to co ich czeka i jak wiele niebezpieczeństw będą musieli spotkać na swojej drodze. Ich wędrówka to świadectwo wielkiej odwagi, a ze strony Fariby dowód bezgranicznej matczynej miłości. Kobieta choć wiedziała, że naraża swoje dzieci na niebezpieczeństwo zdawała sobie sprawę, że ucieczka z Kabulu to jedyne sensowne wyjście z dramatycznej sytuacji w której się znaleźli. W swoim kraju nie byłaby w stanie zapewnić dzieciom bezpieczeństwa. Zdawała sobie sprawę, że jest zdana tylko na siebie i choć ogromnie cierpiała po stracie męża, wiedziała, że musi odnaleźć w sobie siłę aby ocalić dzieci. W tym wszystkim tkwi nastoletni Salim. Dla chłopca w jego wieku, strata ojca który był wzorem i autorytetem staje się ogromną tragedią, po której ciężko mu się pozbierać. Salim staje się głową rodziny i od tej pory robi wszystko by zapewnić swojej rodzinie jak najlepszy byt. Zmuszony jest pracować za grosze, a nawet posunie się do kradzieży, byle tylko jego matka i rodzeństwo mieli co jeść.

Nadia Hashimi to niesamowicie utalentowana pisarka. Potrafi w mistrzowski sposób grać na ludzkich emocjach, wstrząsać do głębi i zachwycać. I choć w swojej książce porusza bardzo trudne i przykre tematy, to jednak robi to z niesamowitą empatią i delikatnością. Stworzona przez nią historia tchnie prawdziwym bólem, ale również daje odrobinę nadziei. To niesamowicie poruszający obraz wędrówki ludzi którzy zmuszeni byli opuścić swoje domy aby przeżyć. To również niezwykle realnie nakreślony obraz życia uchodźców, który ma nami wstrząsnąć i nakłonić nas do refleksji i być może zmiany naszych poglądów, które często biorą się z uprzedzeń i naszej nieświadomości.

„Prawda potrafi być przekorna, najczarniejsza z czarnych i zarazem najbielsza z białych.”

„Niektóre rzeczy dzieją się poza naszą kontrolą, ale, czy w to wierzymy, czy nie, we wszystkim jest jakaś racja.”

„Kiedy księżyc jest nisko” to historia która głęboko trafia do serca. Nie da się o niej tak łatwo zapomnieć. Gdy już ją przeczytacie, zrozumiecie w czym sęk. To niesamowicie piękna opowieść o matczynej miłości, o wędrówce w poszukiwaniu lepszego życia, o nadziei, strachu i bólu. Niezwykle emocjonalna, do bólu prawdziwa i mocno szokująca. Tę książkę po prostu trzeba przeczytać!

Autor: Nadia Hashimi
Tytuł: Kiedy księżyc jest nisko
Tytuł oryginału: When the Moon is Low
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 28 kwietnia 2016
Liczba stron: 392
Gatunek: literatura współczesna/dramat
MOJA OCENA: 8/10


Książkę do recenzji przekazało Wydawnictwo Kobiece, za co bardzo dziękuję


niedziela, 24 kwietnia 2016

"Większy kawałek nieba" Krystyna Mirek [PRZEDPREMIEROWO]


Każdy z nas ma prawo do szczęścia. Czasami trzeba mu jednak troszkę dopomóc. Nie wolno się bać, tylko brać życie garściami, a gdy szczęście jest na wyciągnięcie ręki - mocno je chwycić i już nigdy nie puszczać.

Iga od dziecka zmaga się z problemami rodzinnymi i finansowymi. Wie co to bieda i ubóstwo. Życie bardzo mocno ją doświadczyło, przez co niechętnie nawiązuje nowe znajomości. Pomimo przeciwności losu stara się cieszyć tym co ma, jednak wciąż marzy, że któregoś dnia i do niej uśmiechnie się szczęście. Wiktor jest zamożnym właścicielem restauracji na krakowskim rynku. Po śmierci żony bardzo ciężko mu się pozbierać. Całą swoją miłość przelał na syna Oliwiera, który nie jest już dzieckiem i właśnie przechodzi okres buntu. Mężczyzna nie potrafi dogadać się z synem, a dodatkowo kobieta z którą jest właśnie w związku nalega na ślub. Niespodziewanie drogi Igi i Wiktora się przecinają. Czy tak różni ludzie mogą mieć ze sobą coś wspólnego? Co wyniknie z tego spotkania?

"Miłość to lotny wirus. Jest wszędzie. Nie można się przed nim tak naprawdę uchronić. Trzeba by chyba przestać oddychać. Choć zawsze warto przynajmniej próbować. Podobno to najpiękniejsze, co może człowieka w życiu spotkać, jednak w praktyce nie takie proste. Ziarenko musi paść w odpowiednie miejsce, w dobrym czasie i sprzyjających warunkach. Rzadko się to udaje."

„Większy kawałek nieba” od samego początku wydawał mi się książką niepozorną. Nie wiedziałam czego się spodziewać zwłaszcza, że do tej pory nie miałam okazji czytać żadnej książki autorki. Jednak gdy zaczęłam czytać od razu zrozumiałam w czym sęk. Krystyna Mirek pisze niesamowicie, tworzy niezwykle realne historie które trafiają głęboko do serca, urzekają i zachwycają. Pokazuje prawdziwe ludzkie dramaty i nieszczęścia, ale również napełnia nasze serca nadzieją i optymizmem pokazując, że nie wszystko musi skończyć się źle. Tak jak w życiu, nigdy nie możemy być pewni co przyszykował dla nas los i jakie będzie zakończenie danej historii.

Książka nie opowiada tylko o losach Igi i Wiktora. Nie musicie się bać, że będzie to typowe romansidło, gdzie pojawia się książę na białym koniu i wybawia biedną dziewczynę z opresji zabierając ją do swojego zamku. Prawdziwe życie to nie bajka i właśnie Krystyna Mirek dosadnie pokazuje to w swojej książce. Życie Igi i Wiktora zmieni się diametralnie. Będzie to dla nich początek ogromnych zmian, a także okazja by przeanalizować swoje dotychczasowe życie. Poznamy również historię Oliwiera, syna Wiktora, który właśnie przechodzi okres buntu. Ciężko mu się dogadać z ojcem, co dodatkowo oziębia ich relacje. Brak porozumienia i zainteresowania skutkuje tym, że chłopak zaczyna pakować się w tarapaty. W międzyczasie pojawia się również kolejna bohaterka, mianowicie pani Maria, która pracuje jako gospodyni domowa w domu Wiktora. Jej zadanie to przede wszystkim opieka nad Oliwierem. Wspomnę, że chłopak jest już nastolatkiem i twierdzi, że nie potrzebna mu opiekunka. Może jest w tym trochę racji, jednak Wiktor tak się martwi o swojego syna, że chce dla niego jak najlepiej. Oliwier jest jednak dość trudnym przypadkiem. Cały czas utrudnia życie pani Marii i robi wszystko by zniechęcić ją do pracy. Jednak kobieta nie zamierza się tak łatwo ugiąć, zwłaszcza, że sama ma problemy, a praca u Wiktora to dla niej szansa by poprawić jakość swojego życia i życia swojej rodziny.

"Życie nie przypomina bajki. Nie wystarczy poznać i usidlić księcia, trzeba jeszcze potem odnaleźć się w jego świecie."

"Czasem przecież pomiędzy zupełnie obcymi osobami nawiązuje się nic porozumienia, duchowego pokrewieństwa i choć spotykają się pierwszy raz w życiu, od razu doskonale się rozumieją. Wtedy właśnie może pojawić się miłość albo przyjaźń aż po grób."


„Większy kawałek nieba” to wielowątkowa powieść, która pokazuje nam życie nie tylko z tej pięknej i kolorowej strony. Bohaterowie muszą zmagać się z przeciwnościami losu i z trudnościami jakie stawia przed nimi życie. Muszą podejmować ciężkie decyzje i stawiać czoło problemom. Autorka w swojej książce pokazuje nam również dwa różne światy i dwa typy ludzi. Tych którzy mają wszystko i nie muszą się martwić o pieniądze i takich, dla których każdy grosz stanowi ogromną wartość. A mówiąc krótko, świat bogaczy i ludzi biednych. Krystyna Mirek wykazała się ogromną empatią. Jest bardzo dobrym obserwatorem, potrafi wczuć się w role swoich bohaterów i w sposób realny ukazać ich historie. Warto również zwrócić uwagę na płynność i dynamiczność akcji. W książce cały czas coś się dzieje, a pojawiające się nowe okoliczności i wydarzenia, pobudzają ciekawość i nie pozwalają odłożyć książki na bok.

Książka Krystyny Mirek to taka czarno-biała opowieść o prawdziwym życiu. O poszukiwaniu szczęścia i dążeniu do niego za wszelką cenę, o przeciwnościach losu i o tym aby nigdy się nie poddawać. Aby czerpać z życia jak najwięcej, odnaleźć w sobie siłę i uwierzyć w siebie i swoje możliwości. W końcu to nie zasobność portfela i ilość zer na koncie wpływa na to jakimi jesteśmy ludźmi. Liczy się to co nosimy w swoich sercach i jacy tak naprawdę chcemy być. „Większy kawałek nieba” to ciepła, tkliwa i niesamowicie uczuciowa książka. Rozgrzewa serca, daje nadzieję i skłania do głębszych refleksji. Gorąco polecam!

Autor: Krystyna Mirek
Tytuł: Większy kawałek nieba
Wydawnictwo: Znak
Data premiery: 27 kwietnia 2016
Liczba stron: 436
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 8/10


Książkę do recenzji przekazało Wydawnictwo Znak, za co bardzo dziękuję


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

"Cześć, co słychać?" Magdalena Witkiewicz [PRZEDPREMIEROWO]


Czy warto żyć przeszłością? A może lepiej zapomnieć o pewnych sprawach i skupić się na tym co tu i teraz? Czasem jednak wystarczy zwykłe „Cześć, co słychać?” by całkowicie odmienić ludzkie życie. Tylko, że później może już nie być odwrotu...

Zuzanna niedługo skończy czterdzieści lat i niestety zmaga się z kryzysem wieku średniego. Wiedzie się jej całkiem dobrze, ma kochającego męża i wspaniałe dzieci. Jednak czuje, że w jej życie wkradło się zbyt wiele monotonii. Z sentymentem wspomina przeszłość i swoją pierwszą miłość – Pawła. Pod wypływem nagłego impulsu postanawia napisać do niego wiadomość na Facebooku, którą rozpoczyna od pytania: „Cześć, co słychać?”. Nie spodziewa się, że mężczyzna po tylu latach się do niej odezwie. Jednak Paweł nie tylko odpisuje na jej wiadomość, ale też prosi ją o spotkanie. Zuzanna zaczyna widywać się z mężczyzną, a między nimi znów zaczyna iskrzyć, tak jak za dawnych lat. Życie Zuzanny zostaje wywrócone do góry nogami, a ona sama czuje się rozdarta między mężem i rodziną, a swoją pierwszą miłością. Czy ta historia ma szansę skończyć się dobrze? Jakie kroki podejmie Zuzanna?

„Często zastanawiamy się „co by było gdyby”, ale zapominamy o tym, iż nie mamy już wpływu na przeszłość. Zamiast skupić się na przyszłości zastanawiamy się, jak cofnąć czas, by w przeszłości wybrać inną życiową ścieżkę. Zupełnie bez sensu!"

Najnowsza książka Magdaleny Witkiewicz opowiada o kobiecie która nie potrafi pogodzić się z nadchodzącą czterdziestką, a do tego czuje się przytłoczona monotonią życia codziennego. Chcąc coś zmienić, postanawia skontaktować się ze swoją miłością z młodzieńczych lat. Nie spodziewa się jednak, że będzie to początek wielu zmian w jej życiu, a gdy lawina ruszy, ciężko będzie ją powstrzymać. Kobieta czuje się rozdarta i sama nie wie jaką decyzje powinna podjąć. Czy wybrać męża który gwarantuje stabilizację i bezpieczeństwo, czy może pozwolić sobie na chwilę szaleństwa i ulec namiętności? Nie może jednak zapomnieć o dzieciach, które jakby na to nie patrzeć, najbardziej na wszystkim ucierpią. To sprawia, że Zuzanna czuje się jeszcze bardziej podle. Coraz częstsze spotkania z Pawłem nie ułatwiają sprawy, a jakby tego było mało kobieta zauważyła, że zaczyna oszukiwać męża. Nie prowadzi to do niczego dobrego, ale ciężko jej się opanować. Odżywają wspomnienia, a chęć aby było tak jak dawniej bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. I choć sumienie każe jej robić inaczej, to jednak serce nie zamierza się temu podporządkować. Jaką decyzję podejmie kobieta?

„Cześć, co słychać?” na początku wydawała mi się bardzo schematyczna. I choć jest to książka dobra, to jednak zabrakło mi jakichś głębszych emocji, których tak oczekiwałam po książce Magdaleny Witkiewicz. Autorka bardzo wysoko podniosła sobie poprzeczkę książką „Po prostu bądź”, która jak dla mnie była po prostu fenomenalna. Rozbiła mnie na kawałki i rozerwała serce na pół. Liczyłam, że „Cześć, co słychać?” będzie podobne, jednak odrobinę się zawiodłam. Owszem pojawia się tutaj element zaskoczenia, ale dopiero na końcu. Dzięki temu książka zyskuje zupełnie inny wydźwięk, a historia Zuzanny nie jest już tak banalna. Wydarzenia z przeszłości rzucają zupełnie inne światło na bohaterkę, przez co czytelnik nie tylko czuje się zaskoczony, ale też odrobinę wstrząśnięty.

„Szkoda, że człowiek dowiaduje się o pewnych sprawach dopiero po czasie. Szkoda, że do pewnych wniosków dochodzi dopiero, gdy nabierze doświadczenia, jak przeżyje trochę życia i zobaczy, czym jest samotność.”

Magdalena Witkiewicz jest doskonałą obserwatorką. Jej historie są niesamowicie życiowe, tchną autentycznością i często odrobiną dramatyzmu. Czytelnik ma szansę utożsamiać się z bohaterami i często odnaleźć jakiś element ze swojego życia w książkach autorki. Podobnie jest z „Cześć, co słychać?”. To opowieść która pokazuje jak wielu rzeczy nie dostrzegamy, w tym wad drugiej osoby, gdy zaślepi nas miłość. Czasami potrzeba odrobiny czasu i jakiegoś impulsu który pozwoli nam przejrzeć na oczy. Szkoda tylko, że czasami trzeba coś stracić, aby zrozumieć jak wiele posiadaliśmy, ale po prostu nie potrafiliśmy tego docenić. Autorka z niezwykłą starannością ukazała swoich bohaterów, a przede wszystkim Zuzannę, która przez bolesne doświadczenia z przeszłości trochę się pogubiła. Książkę czyta się niezwykle szybko i lekko, co jest kolejną zaletą książek Magdaleny Witkiewicz. Wciągają od pierwszej strony i aż do samego końca trzymają w napięciu.

„Cześć, co słychać?” to ciekawa i intrygująca książka która skłania do refleksji, ale też odrobinę porusza i zaskakuje. I choć jest napisana trochę słabiej, to jednak warto ją przeczytać. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów książek Magdaleny Witkiewicz, a także miłośników powieści obyczajowych. Polecam!

Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Cześć, co słychać?
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 27 kwietnia 2016
Liczba stron: 315
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 7/10


Książkę do recenzji przekazało Business&Culture oraz Wydawnictwo Filia, za co bardzo dziękuję


środa, 13 kwietnia 2016

"Pozwól jej odejść" Dawn Barker [PRZEDPREMIEROWO]


Dziecko to dla każdej matki cud i najcenniejszy skarb na świecie. Jednak nie każdy ma tyle szczęścia by móc je posiadać. Jak daleko jest w stanie posunąć się kobieta by zdobyć to czego tak bardzo pragnie? Do czego jest zdolna by mieć upragnioną rodzinę?

Zoe McAllister w środku zimy płynie promem na wyspę, tuląc do piersi maleńkie dziecko. Jest zrozpaczona, a zarazem przerażona. Ucieka przed mężem i siostrą, która w każdej chwili może poinformować policję o jej zniknięciu. Boi się, że najbliżsi odbiorą jej ukochaną córeczkę. A wszystko zaczęło się trzy lata temu, kiedy Zoe dowiedziała się, że nigdy nie będzie mogła urodzić dziecka. Wszystko przez toczeń na który choruje od dzieciństwa. Kobieta jest zdruzgotana i nie może pogodzić się z przerażającą diagnozą. Niespodziewanie jej siostra Nadia deklaruje się, że zostanie surogatką i urodzi dla niej dziecko. Zoe miała świadomość, że to dla niej jedyna szansa by zostać matką. Dziewięć miesięcy później na świat przychodzi Louise, a wtedy wszystko się komplikuje. Czy Nadia będzie w stanie oddać córkę? Czy pozwoli jej odejść?

„Więzy rodzinne to nie wspólnota krwi, ale spoiwo dzielonych chwil, bliskości i słabości widzianych u siebie nawzajem.”

Najnowsza książka Dawn Barker opowiada o skomplikowanych relacjach rodzinnych, macierzyństwie i pragnieniu rodzicielstwa. Jest tutaj również mowa o radzeniu sobie z odejściem ukochanej osoby i godzeniu się ze swoim losem. To niezwykle piękna, ale i poruszająca opowieść napisana prawdziwymi emocjami i ludzkimi dramatami. Obie kobiety znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. I Zoe i Nadia pragną Louise, jednak dziecko może trafić tylko do jednej rodziny. Nadia, choć na początku zgodziła się urodzić dla siostry dziecko, w miarę upływu czasu zrozumiała, że nie będzie jej łatwo pogodzić się ze stratą córeczki. Rodzą się w niej pewne wątpliwości i lęk, a bezgraniczna miłość do dziecka które nosi pod sercem jest zbyt silna, by móc je tak po prostu oddać. Zoe zaś pragnie jej równie mocno. Choć ma świadomość, że to Nadia będzie biologiczną matką Louise, to jednak jest pewna, że podoła macierzyństwu i razem z mężem będą w stanie ją wychować i obdarzyć bezgraniczną miłością. I tu zaczynają się schody, bo każda z kobiet pragnie tego samego. Czy jest wyjście z tej sytuacji? A jeśli tak, to jakie?

Nie potrafię postawić się po stronie żadnej z kobiet. Dramat każdej z nich wstrząsnął mną do głębi i rozerwał moje serce na milion kawałków. Nie sposób wyobrazić sobie, jak wiele bólu musiały znieść, ile wyrzeczeń kosztowało je podjęcie decyzji, które wpłyną nie tylko na nie same, ale również na życie ich rodzin i bliskich. Tutaj rodzą się setki pytań, na które tak naprawdę nie sposób znaleźć odpowiedzi. Kto jest matką dziewczynki: czy ta kobieta która ją urodziła, czy ta która wychowała? Czy możliwe jest oddanie dziecka, które nosiło się pod sercem przez dziewięć miesięcy? Jak pogodzić się z rozstaniem? Jak dalej żyć? Autorka w swojej książce porusza szereg trudnych i skomplikowanych tematów. Mowa tutaj przede wszystkim o bezpłodności i o chęci posiadania dziecka. Pojawia się również temat surogatek i o radzeniu sobie z oddaniem dziecka. Tutaj sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo Nadia decyduje się urodzić dziecko dla siostry. I pomimo, że łączą je więzy krwi nie są w stanie uniknąć konfliktu i konsekwencji jakie wiążą się z podjęciem takich decyzji.

Dawn Barker poza tematami przewodnimi porusza również inne znaczące wątki. Mowa tu przede wszystkim o konflikcie w małżeństwie, który pojawia się między Zoe a jej mężem. Mężczyźnie ciężko odnaleźć się w nowej roli, a poza tym wyraźnie widać, że coś go gnębi. Między małżonkami coraz częściej dochodzi do kłótni i sporów, co odbija się na ich wzajemnych relacjach. Każdy z bohaterów książki musi zmierzyć się ze swoimi problemami, dylematami i wątpliwościami. Muszą podjąć ważne decyzje, które wpłyną znacząco ich dalszy los.

„Nigdy nie wiadomo, jaki skutek odniosą nasze działania, musimy po prostu robić, co uważamy za słuszne. Pozostawić po sobie ślad.”

Książka „Pozwól jej odejść” została napisana z perspektywy Nadii i Zoe, dzięki czemu możemy poznać bliżej obie bohaterki i uczucia jakie nimi targają. Pojawia się tutaj również wątek nastoletniej Louise. Akcja rozgrywa się w teraźniejszości i przyszłości, i choć wydarzenia się ze sobą przeplatają, to jednak nie budzą dezorientacji. Autorka perfekcyjnie wykreowała swoich bohaterów, a każdy z nich został dopracowany w najmniejszym szczególe. Książkę czyta się niesamowicie szybko i płynnie, a intrygująca fabuła wciąga od pierwszej strony. Jestem zadowolona z lektury, bo znalazłam tutaj wszystko czego oczekiwałam po dobrej obyczajówce. Po raz kolejny utwierdziłam się również w przekonaniu, że książki z klubu „Kobiety to czytają” mogę brać w ciemno. Gwarancja mocnych wrażeń gwarantowana.

Dawn Barker napisała bardzo dojrzałą i niezwykle ujmującą książkę. Porusza najczulsze struny naszej wrażliwości, dotyka do żywego i skłania do głębszych refleksji. Napisana pięknie i niezwykle lekko, ale tak by wstrząsnąć czytelnikiem i zgotować mu prawdziwy emocjonalny huragan. Gorąco polecam i zachęcam do lektury.

Autor: Dawn Barker
Tytuł: Pozwól jej odejść
Tytuł oryginału: Let Her Go
Seria: Kobiety to czytają
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 14 kwietnia 2016
Liczba stron: 440
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 9/10


Książkę do recenzji przekazało Wydawnictwo Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję


niedziela, 10 kwietnia 2016

"Chłopak, który stracił głowę" John Corey Whaley [PRZEDPREMIEROWO]


Mówi się, że prawdziwa miłość jest w stanie pokonać wszystko. Nawet śmierć. Poznajcie wyjątkową historię niezwykłego kriogenicznego chłopaka, który stracił głowę. I to dosłownie.

„Wtedy właśnie oznajmili, że to zrobili. Dokonali tej całej hibernacji czaszki i wybudzenia. Naprawdę odcięli mi głowę.”

Travis ma szesnaście lat i nieuleczalnego raka. Powoli przygotowuje się do odejścia z tego świata, gdy niespodziewanie dostaje propozycję wzięcia udziału w eksperymentalnym leczeniu. Godzi się na odcięcie głowy i przeszczepienie mu ciała od szyi w dół od zdrowego człowieka. Jednak jest pewien problem - póki co medycyna nie jest na tyle rozwinięta, aby operacja miała szansę na powodzenie. Chłopak musi zostać wprowadzony w śpiączkę podobną do hibernacji i czekać. Po pięciu latach Travis ponownie budzi się do życia. Ma własną głowę, ale inne ciało. Dość atrakcyjne w porównaniu do poprzedniego. Świat jest taki sam jak dawniej, jednak dla chłopaka wszystko wygląda inaczej. Jego przyjaciele są na studiach, rodzice mają jakieś tajemnice, a ukochana dziewczyna ma narzeczonego. Nic więc dziwnego, że Travis nie zamierza się z tym wszystkim pogodzić...

„Chłopak, który stracił głowę” to dość nietypowa i dziwna książka. Jednak nie można zaprzeczyć, że niezwykle wyjątkowa i oryginalna. Nie pierwszy raz spotykam się z tematem chorób w książkach, ale pierwszy raz czytałam o chłopaku któremu odcięli głowę i przyszyli do ciała innego człowieka. Totalny odjazd! Sam pomysł zasługuje na uznanie, a wykonanie jest jak dla mnie po prostu mistrzowskie. Książka dosłownie zwaliła mnie z nóg, wbiła w fotel i dostarczyła tak ogromną ilość emocji, że aż ciężko to ogarnąć. Raz się śmiałam, raz tamowałam łzy które cisnęły mi się do oczu, by za chwilę kiwać głową z niedowierzaniem. Niesamowite, jak wiele uczuć i treści można skryć w jednym, tak krótkim tekście. Jestem zachwycona i mówiąc szczerze, najchętniej przeczytałabym tę książkę drugi raz.

„Zdarza się, że niektóre sytuacje, nadzieje i marzenia musimy pogrzebać, czasem tak głęboko, że kiedy znowu okazują się potrzebne, nie łatwo jest się do nich dostać na nowo.”

„Wszyscy czasem udajemy, prawda? Wierzymy w rzeczy niemożliwe, żeby jakoś przetrwać, kiedy życie staje się nieznośnie ponure. I, cóż… To, co zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe, zazwyczaj rzeczywiście nie nadchodzi.”

John Corey Whaley w swojej książce porusza trudny i bolesny temat jakim jest nieuleczalna choroba. Zawsze ciężko o tym czytać, ale jeszcze trudniej, gdy osobą chorą jest człowiek młody, który ma tak naprawdę przed sobą całe życie. Travis dowiaduje się, że choruje na białaczkę limfoblastyczną. Nie ma dla niego lekarstwa, więc pozostaje mu przygotować się do śmierci. Niespodziewanie pojawia się jednak szansa, aby wygrać walkę z chorobą. Jest nią eksperymentalna operacja, która tak naprawdę nie wiadomo czy się uda. Chłopak jednak postanawia zaryzykować, zwłaszcza, że przecież i tak nie ma nic do stracenia. Żegna się z bliskimi mając świadomość, że może ich już nigdy nie zobaczyć. Lekarze odcinają mu głowę i zamrażają. Po pięciu latach chłopak wraca do żywych ze swoją głową, ale z innym ciałem. Szkoda tylko, że gdy jego nie było, cały świat szedł do przodu. Wszystko się zmieniło – jego przyjaciele, rodzice i dziewczyna, która unika spotkania z nim. Travisowi ciężko odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a jeszcze trudniej przyzwyczaić się mu do nowego ciała. Czeka go wiele zmian i wiele niespodzianek, niekoniecznie tych przyjemnych. Jak sobie poradzi? Czy powrót do życia okaże się dla niego błogosławieństwem, a może przekleństwem?

Autor stworzył niezwykle charyzmatycznego i silnego bohatera. W końcu nie każdy zdobyłby się na taką odwagę jak on. Nie dość, że musiał stawić czoło chorobie, to jeszcze zdecydował się na odcięcie głowy. Może brzmi to dość absurdalnie, jednak pomysł na książkę okazał się naprawdę fantastyczny i trafiony. Travis po powrocie jest dość zagubiony, jednak trzeba przyznać, że dość szybko przyzwyczaja się do nowej rzeczywistości. Pomagają mu w tym przyjaciele i rodzina. Dzięki temu chłopak powoli staje na nogi. Warto również zwrócić uwagę na bohaterów drugoplanowych, którzy tak samo jak w przypadku Travisa zostali świetnie dopracowani i ucharakteryzowani. John Corey Whaley w swojej książce poza tematem choroby, porusza również inne, czasami dość kontrowersyjne tematy, takie jak chociażby homoseksualizm. I choć jest to opowieść przede wszystkim o Travisie, nie zapomniał o problemach innych bohaterów. Autor wykazuje się ogromną empatią i wyczuciem. Pisze niezwykle lekko ale dosadnie, tak by rozśmieszyć, ale również poruszyć czytelnika. Akcja jest płynna i do samego końca mocno trzyma w napięciu, aż do świetnego zakończenia, które idealnie zamyka całą książkę.

„Może na tym właśnie polega istnieje nas wszystkich: na trwaniu naszych kolejnych wersji, a my musimy znaleźć sposób na odszukanie każdej z nich, dotarcie do niej i powiedzenie, że wszystko jest w porządku, że tak to po prostu działa.”

„Mówi się, że kiedy ktoś umiera, wraz z nim umiera jakaś cząstka nas wszystkich. I pewnie dlatego to musi tak boleć. Przez całe życie tracimy różne części siebie, aż w końcu nie mamy już nic do stracenia.”

„Chłopak, który stracił głowę” to fantastyczna i niezwykle pomysłowa książka. Jest również bardzo refleksyjna i niesamowicie wartościowa. Autor opowiada o stracie i śmierci, jak również godzeniu się z nią. To niezwykle emocjonalna opowieść o ogromnej miłości, która jest w stanie przetrwać dosłownie wszystko. John Corey Whaley mówi również o życiu i nowym początku. To oryginalna i nieszablonowa książka która intryguje, zachwyca i zaskakuje. Napisana z niezwykłą starannością, doprawiona szczyptą ironii i przepełniona prawdziwymi emocjami. Gorąco polecam i zachęcam do czytania. Ta książka sprawi, że stracicie dla niej głowę!

Autor: John Corey Whaley
Tytuł: Chłopak, który stracił głowę
Tytuł oryginału: Noggin
Wydawnictwo: Otwarte
Seria: Moondrive
Data premiery: 13 kwietnia 2016
Liczba stron: 352
Gatunek: literatura młodzieżowa
MOJA OCENA: 9/10


Książkę do recenzji przekazało Wydawnictwo Otwarte, za co bardzo dziękuję


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka