Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 maja 2016

"Sześć serc" L.H. Cosway


„Wierzcie w niewiarygodne, ponieważ świat, w którym żyjemy, jest magiczny.”

Jay Fields jest popularnym iluzjonistą, a na jego występy zawsze przychodzą tłumy. Niestety po jednym z nich ochotnik który brał udział w dość ryzykownej magicznej sztuczce umiera na zawał serca. Cała wina spada na Jaya. Aby uratować swoją reputację i karierę mężczyzna musi dowieść swojej niewinności. Tak trafia do małej kancelarii prawniczej w której poznaje Mathildę. Chce aby to jej ojciec zajął się jego sprawą. Okazuje się jednak, że Jay skrywa jakieś mroczne tajemnice które mają związek z jego przeszłością. Również Mathilda zmaga się z koszmarami z dzieciństwa. Między tą dwójką zaczyna rodzić się przyjaźń, która po pewnym czasie przeradza się w coś znacznie poważniejszego. Jakie sekrety skrywa Jay? Dlaczego tak bardzo pragnie zemsty? Co wydarzy się między nim, a Mathildą?

Odkąd pamiętam zawsze fascynowała mnie iluzja i magia. Może dlatego z tak ogromnym entuzjazmem podeszłam do powieści „Sześć serc”. Zaintrygował mnie opis z tyłu okładki który nie jest zbyt precyzyjny, ale dzięki temu pobudza ciekawość i sprawia, że czytelnik ma ochotę poznać tę wyjątkową historię. Podejrzewałam, że będzie to coś nietypowego i nietuzinkowego, zwłaszcza po przeczytaniu zdania, które sugeruje prawdziwą „jazdę z piekła rodem”. Nastawiłam się na mocne wrażenia i emocje które wręcz wbiją mnie w fotel. Czy tak było?

„Trzeba swego rodzaju odwagi, by nie przejmować się zdaniem innych i brać z życia, to czego się chce.”

Nie można zaprzeczyć, że książka L.H. Cosway ma niepowtarzalny urok i klimat który hipnotyzuje i przyciąga. Jednak język jakim posługuje się autorka jest dość oporny i denerwujący. Pierwszą część powieści pochłonęłam w ekspresowym tempie. Z rosnącym zaciekawieniem przyglądałam się biegowi wydarzeń i temu jak rozwinie się znajomość Jaya i Mathildy. Niestety później tempo akcji zwolniło, przez co zaczęłam odczuwać znużenie. Spodziewałam się magicznej i fascynującej opowieści przepełnionej iluzją i tajemnicami, a zamiast tego autorka skupiła się na romansie między głównymi bohaterami, który całkowicie przytłoczył całą książkę. Nie wykorzystała potencjału który drzemał w powieści i dość ubogo potraktowała wątek iluzji i magii.

Opis z tyłu okładki sugeruje, że narratorem powieści będzie mężczyzna, jednak później okazuje się, że wydarzenia poznajemy tylko z perspektywy Mathildy. Żałuję, że autorka nie postarała się aby narracja była przemienna, zwłaszcza, że bardzo chętnie poznałabym punkt widzenia Jaya w niektórych sytuacjach. Na pewno stanowiłoby to pewne urozmaicenie dla całej historii. Muszę jednak zwrócić uwagę na wątek kryminalny, którego absolutnie nie spodziewałam się po tej powieści. Autorka bardzo zgrabnie poprowadziła intrygę, bo tak naprawdę do samego końca nie wiedziałam jakie motywy mieli sprawcy nieszczęścia Jaya. Dzięki temu historia nie jest mdła i tandetna, a intrygująca i odrobinę zaskakująca.

Ważnym elementem w każdej książce są jej bohaterowie, w końcu to oni oddają jej charakter. Cosway dużo uwagi poświęca swoim postaciom, zarówno tym pierwszo jak i drugoplanowym. Wydaje mi się jednak, że to Mathilda zyskała najwięcej uwagi ze strony autorki. Choć i Jay został przedstawiony dość starannie. Od samego początku bardzo mnie fascynował. To taki typ faceta, który łamie damskie serca. Pewny siebie i swojego uroku, oraz tego jak działa na płeć przeciwną. Z resztą cały czas wykorzystuje to w przypadku Mathildy, która całkowicie traci dla niego głowę. Ich zmysłowa gra bardzo mi się podobała, tak samo jak pikantne dialogi które zdecydowanie podgrzewały atmosferę. Pojawiają się również sceny erotyczne, które są dość śmiałe, ale nie ordynarne. Zwróciłam również uwagę na postać Jessie, która też została przedstawiona bardzo barwnie i szczegółowo. Autorka poprzez postać swojej bohaterki porusza temat homoseksualizmu. Być może to mały szczegół, ale warto o nim wspomnieć.

„Kluczem do sukcesu jest nieustanny rozwój. Nikt z nas nigdy nie będzie idealny, więc pogódźmy się z tym. Możemy jedynie starać się być lepszą wersją samych siebie.”

„Sześć serc” to bez wątpienia książka nietypowa i nieszablonowa. Ciężko ją jednoznacznie sprecyzować, bo znajdziemy tutaj połączenie kilku gatunków literackich. Trochę obyczajówki, trochę erotyzmu, trochę więcej romansu i szczyptę kryminału. To sprawia, że powieść L.H. Cosway mocno intryguje i fascynuje. I choć trochę mnie rozczarowała, to jednak cieszę się, że ją przeczytałam. Wyraźnie widać w niej potencjał, co zdecydowanie działa na jej korzyść.

Autor: L.H. Cosway
Tytuł: Sześć serc
Tytuł oryginału: Six of Hearts
Cykl: Hearts (tom 1)
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 10 lutego 2016
Liczba stron: 480
MOJA OCENA: 7/10


Księżkę do recenzji przekazała Księgarnia TaniaKsiążka.pl, za co bardzo dziękuję

wtorek, 26 kwietnia 2016

"Kiedy księżyc jest nisko" Nadia Hashimi [PRZEDPREMIEROWO]


Ciężko nam wyobrazić sobie sytuację w której bylibyśmy zmuszeni opuścić swój dom i kraj. Zabrać kilka najpotrzebniejszych rzeczy, porzucić cały dorobek swojego życia i uciekać w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia. Pamiętajmy jednak, że w takiej sytuacji znajduje się wielu ludzi na świecie. Problem imigrantów to tak naprawdę problem całego świata. Mimo to, nie chcemy o tym mówić. Traktujemy uchodźców jak intruzów i obcych, często zapominając, że są takimi samymi ludźmi jak my.

Fariba urodziła się w Kabulu i tu dorastała. Niestety od urodzenia została naznaczona. Podczas gdy ona przychodziła na świat wydając swój pierwszy krzyk, jej matka wydawała ostatnie tchnienie. Od tamtego czasu mieszka razem z ojcem i macochą, która traktuje ją z największą pogardą. Zaprzęga ją do prac domowych i nie pozwala iść do szkoły jak inne dzieci. Jednak Fariba ma ambicje, a jej największym marzeniem to zacząć się uczyć. Już jako dorosła kobieta wychodzi za mąż za Mahmuda. Są razem szczęśliwi i dobrze się im wiedzie. Wszystko się jednak zmienia, gdy w kraju wybucha wojna, a do władzy dochodzą talibowie. Pewnego dnia trójka mężczyzn wchodzi do ich domu i zabiera Mahmuda. To moment kiedy Fariba i jej dzieci widzą go po raz ostatni. Późnej dowiedzą się, że mężczyzna został zamordowany. Fariba zmuszona jest opuścić Kabul i spróbować przedostać się do Anglii do swojej siostry. Razem z trójką dzieci wyrusza w niebezpieczną podróż przez Iran i Grecję. To właśnie w tym kraju dochodzi do kolejnych dramatycznych wydarzeń. Nastoletni syn Fariby, Salim, zostaje odłączony od rodziny. Kobieta stojąc w obliczu tragicznego wyboru, decyduje się na dalszą podróż z dwójką pozostałych dzieci. Salim zaś ląduje na ulicy i przyłącza się do innych Afgańczyków, którzy tak jak on stali się uchodźcami. Jak potoczą się losy bohaterów? Czy Fariba i Salim się odnajdą?

„Ludzie mówią sobie „żegnaj” na  rozmaite sposoby, zwłaszcza wtedy, gdy jest to pożegnanie na zawsze.”

„Los w końcu wszystko naprawia, ale dopiero po tym, kiedy cała praca zostanie wykonana, wszystkie łzy przelane, kiedy już się przetrwa wszystkie bezsenne noce.”

Książka Nadii Hashimi to niezwykle poruszający i wstrząsający obraz życia imigrantów. W pewnym sensie jest to książka na czasie, zwłaszcza, że o uchodźcach mówi się w ostatnim czasie bardzo wiele. Wydarzenia rozgrywające się w powieści miały miejsce w latach 90-tych. Autorka z niezwykłą precyzją i dbałością o szczegóły pokazuje nam jak wyglądało życie w Afganistanie w tych latach. Kraj pogrąża się w wojnie, coraz więcej ludzi jest mordowanych, rozpoczynają się bombardowania w których ginie jeszcze więcej niewinnych osób. Ludzie masowo opuszczają swoje domostwa i uciekają z kraju w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia. Niestety wojny na Wschodzie trwają do dziś. I choć wydarzenia opisane w książce „Kiedy księżyc jest nisko” są fikcją, to jednak nie można zaprzeczyć, że pokazują bardzo realny obraz współczesnych problemów które dotykają nie tylko imigrantów, ale też zwykłych ludzi.

Nie będę ukrywać, że dość ciężko czytało mi się tę książkę. Wywołała we mnie niewyobrażalną ilość emocji. Od smutku, poprzez złość i niedowierzanie, aż do ulgi, kiedy bohaterom udawało się wyjść cało z opresji. Bałam się o ich losy, o to co ich czeka i jak wiele niebezpieczeństw będą musieli spotkać na swojej drodze. Ich wędrówka to świadectwo wielkiej odwagi, a ze strony Fariby dowód bezgranicznej matczynej miłości. Kobieta choć wiedziała, że naraża swoje dzieci na niebezpieczeństwo zdawała sobie sprawę, że ucieczka z Kabulu to jedyne sensowne wyjście z dramatycznej sytuacji w której się znaleźli. W swoim kraju nie byłaby w stanie zapewnić dzieciom bezpieczeństwa. Zdawała sobie sprawę, że jest zdana tylko na siebie i choć ogromnie cierpiała po stracie męża, wiedziała, że musi odnaleźć w sobie siłę aby ocalić dzieci. W tym wszystkim tkwi nastoletni Salim. Dla chłopca w jego wieku, strata ojca który był wzorem i autorytetem staje się ogromną tragedią, po której ciężko mu się pozbierać. Salim staje się głową rodziny i od tej pory robi wszystko by zapewnić swojej rodzinie jak najlepszy byt. Zmuszony jest pracować za grosze, a nawet posunie się do kradzieży, byle tylko jego matka i rodzeństwo mieli co jeść.

Nadia Hashimi to niesamowicie utalentowana pisarka. Potrafi w mistrzowski sposób grać na ludzkich emocjach, wstrząsać do głębi i zachwycać. I choć w swojej książce porusza bardzo trudne i przykre tematy, to jednak robi to z niesamowitą empatią i delikatnością. Stworzona przez nią historia tchnie prawdziwym bólem, ale również daje odrobinę nadziei. To niesamowicie poruszający obraz wędrówki ludzi którzy zmuszeni byli opuścić swoje domy aby przeżyć. To również niezwykle realnie nakreślony obraz życia uchodźców, który ma nami wstrząsnąć i nakłonić nas do refleksji i być może zmiany naszych poglądów, które często biorą się z uprzedzeń i naszej nieświadomości.

„Prawda potrafi być przekorna, najczarniejsza z czarnych i zarazem najbielsza z białych.”

„Niektóre rzeczy dzieją się poza naszą kontrolą, ale, czy w to wierzymy, czy nie, we wszystkim jest jakaś racja.”

„Kiedy księżyc jest nisko” to historia która głęboko trafia do serca. Nie da się o niej tak łatwo zapomnieć. Gdy już ją przeczytacie, zrozumiecie w czym sęk. To niesamowicie piękna opowieść o matczynej miłości, o wędrówce w poszukiwaniu lepszego życia, o nadziei, strachu i bólu. Niezwykle emocjonalna, do bólu prawdziwa i mocno szokująca. Tę książkę po prostu trzeba przeczytać!

Autor: Nadia Hashimi
Tytuł: Kiedy księżyc jest nisko
Tytuł oryginału: When the Moon is Low
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 28 kwietnia 2016
Liczba stron: 392
Gatunek: literatura współczesna/dramat
MOJA OCENA: 8/10


Książkę do recenzji przekazało Wydawnictwo Kobiece, za co bardzo dziękuję


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

"Dziewczyna z ogrodu" Parnaz Foroutan


Zdarzają się takie książki, które po przeczytaniu zostawiają mętlik w głowie, a wyrażenie swoich odczuć po lekturze jest niezwykle trudne i kłopotliwe. Długo zbierałam się w sobie, aby napisać kilka słów na temat powieści Parnaz Foroutan. Chciałabym przekazać wszystkie emocje i uczucia jakie towarzyszyły mi podczas czytania, jednak obawiam się, że nie będzie to takie proste...

Historia rozgrywa się w XX-wiecznym Iranie w mieście Kermanshah i opowiada o losach zamożnej rodziny żydowskiej. Rachel, która wychowywała się w ubogiej rodzinie bez matki, niespodziewanie wychodzi za mąż za bogatego Ashera. Już od pierwszej chwili musi sprostać obowiązkom jakie spadają na nią ze strony męża i społeczeństwa. Musi urodzić dziecko, a najlepiej chłopca. Niestety upragnione dziecko wciąż się nie pojawia, a Rachel zaczyna wpadać w coraz większy popłoch. Boi się, że gdy nie zajdzie w ciąże to straci swoją pozycję, a jej miejsce zajmie inna kobieta. Zagubiona coraz bardziej, nie potrafi poradzić sobie z presją otoczenia, która pogłębia się jeszcze bardziej, kiedy okazuje się, że dziecka spodziewa się jej szwagierka. Rachel zaczyna w sobie hodować zazdrość i mściwość, które przeradzają się w żądzę zemsty i obsesję, które na zawsze ją odmienią.

„Dziewczyna z ogrodu” to książka napisana dość niezwykłym stylem. Nie przepadam za nagłymi skokami w czasie i akcji, a tutaj jest ich dość sporo. Budzi to pewną dezorientację i dyskomfort, przez co na początku bardzo ciężko wgryźć się w historię i przyzwyczaić do specyficznej narracji. Dodatkowo została ukazana w formie wspomnień, co również może trochę utrudniać czytanie. Sprawy nie ułatwia również dość duża ilość bohaterów, którzy co chwilę przewijają się w książce. Nie będę ukrywać, że miałam pewien mętlik w głowie i momentami po prostu nie wiedziałam o kim jest mowa w tekście. Jednak w miarę czytania, wszystko zaczynało się wyjaśniać, a wydarzenia powoli nabierały sensu. Przyzwyczaiłam się również do nietypowej narracji i coraz łatwiej odnajdowałam się w historii. Książka tak bardzo mnie wciągnęła i zaintrygowała, że nawet nie spostrzegłam kiedy skończyłam ją czytać. Budziła we mnie niewyobrażalną ilość emocji, od niepokoju, poprzez niedowierzanie, aż do pewnego lęku o losy bohaterów i o to, jak zakończy się ta opowieść. Bo wręcz było pewne, że nie może się skończyć dobrze. To dodatkowo podsycało moją ciekawość i zniecierpliwienie.

„Mamy tylko tyle czasu na żal, na ile sobie możemy pozwolić.”

Cała opowieść skupia się na losach Rachel i jej męża Ashera. Oboje się bardzo wyrazistymi postaciami i nie można zaprzeczyć, że genialnie wykreowanymi. Autorka z ogromną precyzją nakreśliła ich portrety psychologiczne i charakter. Są w pewien sposób postaciami tragicznymi, a cała opowieść tak naprawdę tchnie melancholią i smutkiem. Rachel choć jest bardzo silną kobietą, to jednak z czasem objawiają się w niej bardzo złe cechy. Żądza posiadania dziecka po pewnym czasie przeradza się w niezdrową obsesję. Chcąc sprawdzić się w roli żony, robi wszystko by zajść w ciąże. Niestety upragniony potomek nie przychodzi na świat, a kobieta z każdą chwilą czuje się coraz bardziej sfrustrowana i przerażona. Presja ze strony otoczenia i społeczeństwa dodatkowo pogłębia jej rozdrażnienie, a jakby tego było mało, jej szwagierka zachodzi w ciąże i rodzi syna. To sprawia, że w Rachel budzi się zazdrość i chęć zemsty. Momentami zachowuje się wręcz jak obłąkana. Nie może znieść myśli, że jest w jakiś sposób gorsza lub naznaczona. Jej obsesja z każdą chwilą staje się coraz bardziej wyraźna i niebezpieczna. Co z tego wyniknie?

Również Asher odgrywa tutaj znaczącą rolę. Choć ma w życiu praktycznie wszystko – oddaną żonę, wspaniałego brata, ogromny majątek i wysoki status w społeczeństwie, to jednak jest jedna rzecz, która spędza mu sen z powiek. Mianowicie brak potomka. W mężczyźnie zaczyna rodzić się złość i nienawiść, choć w pewien sposób również obsesja. O wszystko obwinia swoją żonę Rachel, uważając ją za bezużyteczną dlatego, że nie może dać mu upragnionego syna. Sfrustrowany Asher podejmuje fatalną w skutkach decyzję, która będzie miała wpływ na losy całej jego rodziny.

„Dziewczyna z ogrodu” to bez wątpienia bardzo trudna książka. I choć czyta się ją szybko, to jednak natłok wydarzeń rozgrywających się w książce, może sprawić, że poczujemy się przytłoczeni czytanym tekstem. Wiele tu emocji, czasami dość sprzecznych. Historia Ashera i Rachel głęboko porusza i wywołuje ogromny smutek i niepokój. To niezwykle malownicza, wyrazista, ale również niesamowicie druzgocąca historia opowiadająca przede wszystkim o władzy, zemście, nienawiści, głęboko skrywanym żalu, jak również obsesji, która prowadzi do kolejnych nieszczęść. To fenomenalny debiut, który polecam przede wszystkim tym którzy lubią opowieści rozgrywające się na Bliskim Wschodzie, jak również tym którzy mają ochotę na nietuzinkową i dość wymagającą lekturę.

Autor: Parnaz Foroutan
Tytuł: Dziewczyna z ogrodu
Tytuł oryginału: The Girl from the Garden
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 25 stycznia 2016
Liczba stron: 264
Gatunek: literatura współczesna/dramat
MOJA OCENA: 7/10


Książkę do recenzji przekazało Wydawnictwo Kobiece, za co bardzo dziękuję


wtorek, 15 marca 2016

"Podróże z owocem granatu" Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor [PRZEDPREMIEROWO]


Wielu z nas w swoim życiu pisało pamiętniki. To najlepszy sposób na poradzenie sobie z niektórymi emocjami i rozterkami. „Podróże z owocem granatu” to pamiętnik w którym splatają się głosy matki i córki, stojących na rozdrożu życia. Czy uda im się odnaleźć właściwą drogę?

Sue zmaga się z kryzysem wieku średniego i właśnie jest w trakcie pisania swojej debiutanckiej książki „Sekretne życie pszczół”. Niestety dopada ją niemoc twórcza, przez co kobieta nie może uporać się z dokończeniem książki. Jej 22-letnia córka Ann ma złamane serce, coraz bardziej popada w depresję i ciężko jej odnaleźć życiowy cel. Matka i córka wyruszają w podróż do Grecji, Turcji i Francji. Wspólnie tworząc dziennik, który będzie zapisem więzi jaka je łączy.

Zwykle unikam wszelkich biografii, autobiografii lub prywatnych dzienników. Nie potrafię odnaleźć się w takiej książce i z reguły mam później problem z podzieleniem się swoimi wrażeniami po lekturze. Jednak dla Sue Monk Kidd zrobiłam wyjątek. Do tej pory czytałam dwie książki autorki, mianowicie: popularne „Sekretne życie pszczół” i „Opactwo świętego grzechu”. Oba tytuły zrobiły na mnie ogromne wrażenie, jednak „Sekretne życie pszczół” to książka która na długo pozostanie w moim sercu. Czytałam ją już dwa razy i jestem pewna, że jeszcze nie raz do niej wrócę. Wiedziałam, że „Podróże z owocem granatu” będą zupełnie inną książką, niż dotychczasowe powieści autorki. Po pierwsze dlatego, że jest to dziennik. A po drugie, dlatego, że została napisana w duecie z córką. To bardzo poruszająca, emocjonalna i osobista lektura, która pozwala czytelnikowi bliżej poznać postać Sue Monk Kidd i jej córki. Autorki dzielą się z nami swoimi przemyśleniami i wielokrotnie podczas czytania, możemy zauważyć jak ogromne znaczenie ma dla nich ta powieść.

Ciężko wyrazić mi swoje uczucia po lekturze tej książki. Miałam do niej dwa podejścia. Pierwsze zakończyło się fiaskiem. Przeczytałam pierwsze 30 stron i stwierdziłam, że nie jest to książka dla mnie. Parę dni temu zdecydowałam, że dam jej kolejną szansę. Za drugim podejściem było o wiele lepiej. Gdy wzięłam się za czytanie, ciężko było mi się od niej oderwać, a „Podróże z owocem granatu” nie tylko mnie zaskoczyły i zaintrygowały, ale również skłoniły do głębszych przemyśleń i refleksji. Trzeba zaznaczyć, że nie jest to łatwa lektura. Autorki poruszają wiele ważnych, trudnych, a czasami nawet dość kontrowersyjnych tematów. Nie boją się jednak wyrażać swoich poglądów i z wielkim zaangażowaniem oraz poświęceniem dzielą się z czytelnikiem odrobiną swoich rozważań. A robią to w niezwykły sposób. Uderzają trafnością spostrzeżeń, mądrością i wrażliwością. Pięknie wyrażają swoje emocje i uczucia, a my mamy okazję ujrzeć jak ogromna więź je łączy. I choć czasami ciężko im się porozumieć, to jednak widzimy jak wiele znaczą dla nich wspólne podróże i czas spędzony razem.

Istotną kwestią w całej książce jest postać Marii i Czarnej Madonny. I dla Ann i dla Sue stanowi ona pewien element i wyznacznik w życiu. Dla Sue, Maria jest główną ikoną oddania, symbolem boskiej kobiecości i muzą. Autorka wiele razy do niej wraca i widać jak wiele postać Marii dla niej znaczy. Można by nawet powiedzieć, że w pewnym sensie była dla niej inspiracją do napisania powieści „Sekretne życie pszczół”. Kto czytał, wie, że Czarna Madonna pojawia się tam bardzo często. Również dla Ann postać Marii jest bardzo ważna i wielokrotnie zaznacza to w swojej książce. Jednak dla niej kolejnymi ważnymi postaciami są Atena i Joanna d’Arc. To dzięki nim, Ann odnajduje swój życiowy cel, a także wiarę w siebie i swoje możliwości. Udaje się jej też pokonać depresję i uleczyć złamane serce. Sue natomiast zmaga się z kryzysem wieku średniego. Powoli wkracza w okres przekwitania, co nie jest dla niej łatwe. Staje się Starą kobietą, jak sama mówi o sobie. Jest to dla niej rozpoczęcie kolejnego rozdziału w życiu, a jej największym marzeniem jest zostanie powieściopisarką.

„Podróże z owocem granatu” to niesamowity zapis wędrówki dwóch kobiet - dojrzałej i dorastającej. Wędrówki w głąb samych siebie w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące je pytania i nowej życiowej drogi. To również niezwykła opowieść o podróżach, o pięknej i malowniczej Gracji, Turcji i Francji. Autorki zwiedzają te zakątki świata i dzielą się z nami swoimi spostrzeżeniami. Pięknie opisują widziane krajobrazy i zabytki. Widać, że największe znaczenie ma dla nich Grecja, bo odwiedzają ją dwukrotnie. W całej książce pełno nawiązań do mitów i greckich bóstw, a Sue i Ann są niczym współczesne Demeter i Persefona. W niezwykły sposób wplatają mity w swoją historię, sprawiając, że staje się ona dużo bardziej intrygująca i magiczna.

„Podróże z owocem granatu” to książka która bardzo mnie poruszyła. I choć na początku nie mogłam się do niej przekonać, cieszę się, że dałam jej szansę. To wyjątkowa i bardzo osobista lektura, pełna znaczeń, snów i symboli. Niezwykle prawdziwa, refleksyjna i mądra. Przepełniona prawdziwymi emocjami i przeżyciami, które trafiają głęboko do serca i na długo tam pozostają. Sue Monk Kidd po raz kolejny pokazała, że jest mistrzynią pióra, a jej córka Ann Kidd Taylor to bardzo obiecująca pisarka. Ich wspólna książka to prawdziwy majstersztyk i piękny obraz pogłębiającej się więzi między matką a córką. To również opowieść o poszukaniu swojej kobiecości, odkrywaniu celu w życiu i dążeniu do realizacji swoich marzeń. Gorąco polecam!

Autor: Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor
Tytuł: Podróże z owocem granatu
Tytuł oryginału: Traveling with Pomegranates
Wydawnictwo: Literackie
Data premiery: 17 marca 2016
Liczba stron: 308
Gatunek: autobiografia/pamiętnik
MOJA OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu


niedziela, 21 lutego 2016

"Ścieżki życia" Edyta Kowalska


Każdy z nas idzie ścieżką wyznaczoną przez życie. Czasem ta ścieżka jest bardzo kręta i wyboista, a innym razem prosta i delikatna. Czasem jednak trzeba zejść z utartego szlaku i zdecydować się na podróż inną drogą. Nie zawsze może to być łatwa wędrówka, ale prawda jest taka, że pomimo przeciwności losu trzeba walczyć o swoje szczęście.

Julia ma ponad trzydzieści lat i właśnie znalazła się na zakręcie życiowym. Mąż ostatnio nie poświęcał jej zbyt wiele uwagi, a do zaczął ją zdradzać. Kobieta podejmuje decyzję o rozstaniu. Od tego czasu próbuje walczyć z bezsensem i monotonią która wkradła się do jej życia. Jej główną atrakcją są książki, praca w bibliotece i opieka nad przygarniętym kotem Piernikiem. Na szczęście ma wspaniałych przyjaciół, na których zawsze może liczyć. Tak naprawdę rozwód to początek zmian w jej życiu. Julia przechodzi na dietę i zaczyna ćwiczyć. A miłość która niespodziewanie pojawia się w jej życiu, sprawia że kobieta odżywa. I choć boi się ponownego skrzywdzenia, decyduje się zawalczyć o swoje szczęście.

„(…) czasem robisz coś zupełnie przez przypadek i okazuje się, że to najlepsza decyzja w twoim życiu, że zmienia cały twój dotychczasowy świat, wywraca go do góry nogami.” *str.99

„Życie to plątanina wielu dróg, które wybierasz, idąc przed siebie.” *str.141

„Ścieżki życia” to krótka, ale niezwykle lekka i optymistyczna opowieść pokazująca nam, że nigdy nie warto się poddawać i że zawsze trzeba walczyć o siebie i o swoje szczęście. Jest to debiut Edyty Kowalskiej i trzeba przyznać, że naprawdę dobry. Autorka stworzyła historię, która pomimo smutnej sytuacji jaka spotkała główną bohaterkę, ma tak naprawdę na celu podnieść nas na duchu i wnieść do naszego życia odrobinę pozytywnej energii. Edyta Kowalska pisze zgrabnie i lekko. W subtelny sposób ukazała wątek romantyczny, który idealnie komponuje się z całością. Warto również wspomnieć o barwnych i sympatycznych bohaterach. I choć nie jest ich tutaj zbyt wielu, każdy wnosi coś innego do tej niezwykłej historii.  „Ścieżki życia” to książka która urzeka swoją prostotą i ciepłem. Rozgrzewa serce i wywołuje prawdziwy uśmiech na twarzy.

Julia, główna bohaterka historii, to wspaniale nakreślona postać. To niezwykle sympatyczna osóbka, która tak naprawdę od samego początku mnie urzekła i zdobyła moją sympatię. Kobieta powoli stara się poukładać swoje sprawy. Walczy z emocjami, które po rozstaniu z mężem kłębią się w jej wnętrzu. Złość, frustracja, niedowierzanie, rozpacz, aż w końcu obojętność. Dobrze, że ma przyjaciół na których zawsze może polegać i kota Piernika, którego zdecydowała się przygarnąć. No i książki. To kolejny ważny element w jej życiu. To sprawia, że kobieta nie poddaje się rozpaczy i powoli, dzień po dniu, z coraz większym optymizmem patrzy w przyszłość. Czy uda się jej uporządkować swoje życie? Czy wybierze wlaściwą życiową ścieżkę?

Książka została napisana w formie pamiętnika. Julia dzieli się z nami swoimi przemyśleniami i rozterkami. Zauważamy jakie zmiany w niej zachodzą, jakie decyzje podejmuje i jak ogromny wpływ ma na nią nowa miłość która niespodziewanie pojawia się w jej życiu. Podoba mi się taki rodzaj narracji. Książkę czyta się niezwykle lekko i szybko, a my mamy wrażenie jakby historia Julii zdarzyła się naprawdę. Jednak jest jedna rzecz, której bardzo żałuję. Mianowicie tego, że książka tak szybko się kończy. Przeczytałam ją w jeden wieczór i byłam naprawdę zachwycona lekturą, jednak wydaje mi się, że można ją było trochę wydłużyć. Żal mi było rozstać się z bohaterami, a zwłaszcza z Julią, którą naprawdę polubiłam. Odnalazłam w niej bratnią duszę, a jej historia pokazała mi, że pomimo iż w naszym życiu czasem nie dzieje się zbyt dobrze, nie znaczy to, że tak musi być zawsze. Los jest nieprzewidywalny, a my nigdy nie możemy przypuszczać jakie niespodzianki dla nas szykuje. Nie warto się więc bać. Trzeba brać z życia pełnymi garściami, nie oglądając się na to co było kiedyś. Zwłaszcza, że mamy tylko jedno życie i to od nas zależy jak je przeżyjemy.

„Jeśli ktoś wejdzie na niewłaściwą ścieżkę, trzeba pomóc mu zawrócić i wskazać odpowiednią drogę.” *str.143

„Ścieżki życia” to piękna, emocjonalna i niezwykle barwna opowieść. Wnosi do naszych serc nadzieję i światło. Nastraja pozytywnie i dodaje energii. To świetny debiut, po który naprawdę warto sięgnąć. Edyta Kowalska stworzyła książkę która zachwyca swoją prostotą i delikatnością. Ma w sobie niezwykły czar i urok, który przyciąga. Ze swojej strony mogę tylko polecić i zachęcić Was do sięgnięcia po tę nadzwyczajną powieść. Jestem pewna, że będziecie zachwyceni.

Autor: Edyta Kowalska
Tytuł: Ścieżki życia
Wydawnictwo: Poligraf
Data wydania: 16 września 2015
Liczba stron: 152
Gatunek: literatura obyczajowa/kobieca
MOJA OCENA: 7/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce


czwartek, 11 lutego 2016

"Idź, postaw wartownika" Harper Lee


„Bo tak powiedział do mnie Pan: Idź, postaw wartownika, iżby doniósł, co zobaczy.”

Dwudziestosześcioletnia Jean Louise, zwana Skautem, wraca z Nowego Jorku w rodzinne strony. Ma nadzieję, że wszystko będzie tak jak dawniej. Niestety coś dziwnego dzieje się z jej bliskimi i z mieszkańcami miasta. Ojciec niegdyś sprawiedliwy, teraz zmienił się nie do poznania. To samo tyczy się przyjaciela z dzieciństwa oraz wuja, i tylko ciotka wciąż wydaje się być taka jak dawniej. Na południu Stanów Zjednoczonych panuje istny zamęt polityczny, gdzie trwają spory o nadanie Murzynom pełnych praw obywatelskich. Skaut musi zmierzyć się z bolesną rzeczywistością. Jej powrót do domu staje się słodko-gorzkim doświadczeniem, gdy na jaw wychodzi przykra prawda o jej krewnych i mieszkańcach Maycomb. Wszystkie prawdy i wartości w które dotychczas tak silnie wierzyła zostaną wystawione na ciężką próbę.

Najnowsza książka Harper Lee, tak naprawdę wcale nie jest nowa. Autorkę każdy kojarzy ze słynnej powieści „Zabić drozda”, która otrzymała Nagrodę Pulitzera. Teraz Harper Lee powraca po ponad pięćdziesięciu latach, a my mamy okazję poznać dalsze losy bohaterów jej pierwszej książki. Ciekawostką jest to, że „Idź, postaw wartownika” powstała w latach pięćdziesiątych i dopiero dziś doczekała się swojego wydania. I choć nie miałam okazji czytać pierwszej książki autorki, cieszę się, że mogłam zagłębić się w lekturę „Idź, postaw wartownika”. Nie będę ukrywać, że momentami brakowało mi znajomości „Zabić drozda”, ale i tak książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Być może nie jest to mistrzowsko napisana powieść, ale na pewno warto ją przeczytać, a już z pewnością powinien sięgnąć po nią każdy, kto słynne „Zabić drozda” ma już za sobą.

Bohaterką powieści jest dorosła Jean Louise, która wraca w rodzinne strony by odwiedzić swojego ojca Atticusa, który coraz bardziej podupada na zdrowiu. Zapamiętała go jako sprawiedliwego człowieka, który zawsze postępuje tak jak należy. Był dla niej poniekąd autorytetem, więc gdy ujrzała zmiany które w nim zaszły, całkowicie zmieniła swoje nastawienie do niego. Poczuła się zraniona i oszukana, bo wszystkie prawdy w które dotychczas wierzyła, okazały się tylko mrzonką. Skaut dostrzega, że nie tylko ojciec się zmienił. Również jej przyjaciel z dzieciństwa Henry, znacznie różni się od tego chłopaka którym był niegdyś. Zabiega o jej względy, licząc że dziewczyna zechce go poślubić. Ale Skaut nie chce się z nim wiązać, a gdy odkrywa jego poglądy i spojrzenie na pewne kwestie, postanawia się od niego odciąć. Jean Louise dostrzega, że tak naprawdę całe Maycomb stanęło na głowie. Nie wie już co jest prawdą, a co tylko złudzeniem, a bolesna prawda o ludziach w których kiedyś wierzyła, mocno zachwiała jej poczuciem bezpieczeństwa. Czy to możliwe, aby tak nagle zmienili swoje poglądy? A może było tak od zawsze, tylko Skaut do tej pory tego nie dostrzegała?

Wszystko wiąże się z chaosem który panuje na południu Stanów Zjednoczonych. Trwają spory w kwestii nadania Murzynom pełni praw obywatelskich. Praktycznie większość obywateli nie chce się na to zgodzić. Dla nich Murzyni to rasa gorsza, która nie zasługuje na specjalne przywileje. Ludzie są do nich uprzedzeni i po prostu traktują ich z pogardą. Nie chcą aby czarni mieszali się z białymi i panoszyli się po ich ziemi. Jean Louise jest przerażona gdy dostrzega jakie poglądy mają mieszkańcy Maycomb. A najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że jej ojciec i przyjaciel, należą do grona tych osób i wcale nie kryją się ze swoimi przerażającymi poglądami, a co gorsza chcą przekonać Jean Louise do swojej racji. Dziewczyna będzie musiała zmierzyć się ze smutną rzeczywistością, oraz uprzedzeniami swoich bliskich.

„Wyspą każdego człowieka, Jean Louise, jego „wartownikiem” jest sumienie.” *str.343

„Idź, postaw wartownika” nie należy do lektur łatwych. To książka która porusza ważne i trudne kwestie, takie jak segregacja rasowa i nadanie praw obywatelskich Murzynom. Widzimy tutaj wyraźny brak tolerancji, który aż razi w oczy. I choć książka została napisana pół wieku temu, z podobnymi przypadkami możemy spotkać się nawet dziś. Nie ma co ukrywać, nie jesteśmy narodem tolerancyjnym, a wielu ludzi dalej jest uprzedzonych. Rasizm to tak naprawdę udręka całej ludzkości, jednak powinno się z nim walczyć. Ale czy da się go zlikwidować całkowicie? Raczej wątpię. Cieszę się jednak, ze takie książki powstają, bo otwierają nam oczy na ten bardzo istotny i przerażający problem jakim jest segregacja rasowa, a książka Harper Lee to doskonały przykład.

Autorka pisze niesamowicie i choć książka powstała ponad pięćdziesiąt lat temu, to jej język jest niezwykle lekki i mogłabym powiedzieć, że bardzo czasowy. Całości dopełniają niezwykli bohaterowie, a zwłaszcza Jean Louise, która wypełnia tę książkę całą sobą, wnosząc do naszych serc niezwykle ważne przesłania i wartości, które powinniśmy w sobie pielęgnować. Autorka poza wiodącymi wydarzeniami w książce, ukazuje nam również wspomnienia głównej bohaterki. To niezwykłe migawki z dzieciństwa i młodości Jean Louise, które przybliżają nam jej postać, a także pozostałych bohaterów historii. Widzimy jacy byli kiedyś i jak zmienili się od tamtego czasu.

„Idź, postaw wartownika” to piękna, a zarazem dramatyczna książka, przesycona prawdziwymi emocjami i ludzkimi zmartwieniami. To niezwykle mądra i wartościowa lektura, którą powinien przeczytać każdy z nas. Proponuje jednak sięgnąć uprzednio po „Zabić drozda”. Jestem pewna, że dzięki temu w pełni docenicie wartość tej niezwykłej książki.

Autor: Harper Lee
Tytuł: Idź, postaw wartownika
Tytuł oryginału: Go Set a Watchman
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 4 listopada 2015
Liczba stron: 368
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 7/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni TaniaKsiazka.pl


poniedziałek, 11 stycznia 2016

"Całuję. Mama" Monika Orłowska


Czy śmierć matki może zbliżyć do siebie rodzinę? Czy uda się złagodzić spory i odbudować więzi?

W jednym w krakowskich mieszkań spotykają się trzy siostry – Beata, Joanna i Paulina. Muszą uporządkować i rozdzielić między sobą majątek po zmarłej matce. Jest to dla nich niepowtarzalna okazja, by móc spędzić wspólnie czas i powspominać dawne dzieje, które przypadały na okres PRL-u. W ciągu tego czasu na światło dzienne wychodzą różnice które je dzielą, przez co niejednokrotnie dochodzi między nimi do kłótni i sporów, ale też do wyznań, które zmieniają wszystko. Siostry od nowa budują więź, która łączyła je w dzieciństwie i z sentymentem wspominają miniony czas. Na światło dzienne wychodzi również skrywana przez lata tajemnica, a jakby tego było mało, w zagadkowy sposób z mieszkania ginie pewien drogocenny przedmiot. Czy siostry odkryją jakie tajemnice skrywała ich matka? Czy dojdą do porozumienia i zapomną o sporach?

„Całuję. Mama” to krótka historia, której akcja rozgrywa się w przeciągu pięciu dni. W tym czasie obserwujemy trzy siostry, które po śmierci matki, muszą uporządkować jej mieszkanie. Każda z nich jest inna i tak naprawdę więcej je dzieli niż łączy. Spotkają się po latach, niestety w niezbyt przyjemnych okolicznościach. Mimo to z wielką miłością wspominają mamę i odkrywają jej sekrety. Jest to dla nich również niepowtarzalny czas, by odbudować zerwane więzi i poprawić swoje relacje. Nie będzie to jednak łatwe, zwłaszcza że każda z sióstr ma swoje zdanie i poglądy.

Beata jest najstarszą z sióstr, ma czterdzieści lat i dwójkę dzieci, w tym dorosłego syna, który planuje ślub ze swoją dziewczyną. Joanna jest dyrektorką w jednym z banków i prowadzi dość dostatnie życie. Jednak jest jedna rzecz, która spędza jej sen z powiek i wprowadza ją w stan frustracji. Od dłuższego czasu razem z mężem starają się o dziecko. Niestety ich próby wciąż spełzają na niczym. Natomiast najmłodsza z sióstr Paulina, właśnie wróciła zza granicy i wciąż nie ma pomysłu na dalsze życie. Żyje chwilą i nie martwi się tym co będzie. W mieszkaniu mamy, siostry mają wreszcie chwilę by móc spędzić wspólnie czas. Nie obejdzie się jednak bez kłótni, krzyków, oskarżeń i łez. Będzie to również czas wyznań, zwierzeń i skruchy.

Monika Orłowska w swojej książce zabiera nas na wycieczkę po czasach PRL-u. Poprzez wspomnienia swoich bohaterek, ukazuje nam życie w tamtym okresie i moment ich dorastania. Widzimy wyraźnie, że nie był to dla nich łatwy czas, jednak miłe wspomnienia zostały, a teraz nadeszła chwila by móc się nimi podzielić. Akcja książki rozgrywa się przede wszystkim w domu zmarłej matki, jednak wychodzimy poza granice czterech ścian i dowiadujemy się, jak przebiegało życie każdej z sióstr. Widać wyraźnie, że Joanna ma żal do Pauliny i przy każdej możliwej okazji daje jej to do zrozumienia. Najstarsza Beata, pomimo iż sama ma problemy, robi wszystko by pogodzić siostry i nie dopuścić do kolejnych konfliktów i kłótni.

Autorka w przemyślany sposób ukazała swoich bohaterów, kreując trzy siostry, z których każda ma zupełnie odmienny charakter. Z racji różnicy wieku jaka je dzieli, znajdują się w zupełnie innym życiowym położeniu, mając odmienne poglądy i nawyki. Zamknięte w mieszkaniu zmarłej matki, w końcu znajdują chwilę by móc podzielić się swoimi rozterkami, problemami i żalami. Będzie to dla nich czas niepowtarzalnych zmian, które pomału w każdej z nich zaczną zachodzić. Choć jest to powolny proces, widzimy wyraźnie, jak na kartkach książki bohaterowie przechodzą przemianę, a zwłaszcza Joanna, która w gruncie rzeczy, wcale nie jest taka zła jak można by sądzić.

„Całuję. Mama” to świetnie skonstruowana powieść, która ukazuje nam ludzi i ich problemy. Monika Orłowska w swojej książce porusza również przykre tematy, takie jak śmierć i choroba. Jednak mimo to, dodaje elementy optymistyczne, dzięki czemu książka nabiera zupełnie innego wyrazu. To ciepła, a jednocześnie bardzo emocjonalna historia, opowiadająca o trudnych relacjach między bliskimi, o budowaniu więzi na nowo i łagodzeniu sporów. Jest i tajemnica, która wychodzi na światło dzienne, a zadaniem sióstr jest odkrycie w czym tkwi problem.

„Całuję. Mama” wyróżnia się niebanalną fabułą, świetnie wykreowanymi postaciami i lekkim piórem autorki. Mogę śmiało polecić i zachęcić was do sięgnięcia po ten tytuł. Monika Orłowska zabierze was z niezapomnianą podróż po czasach PRL-u, dostarczając wam wielu pozytywnych emocji i wrażeń.

Autor: Monika Orłowska
Tytuł: Całuję. Mama
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 20 października 2015
Liczba stron: 272
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 7/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika


środa, 2 grudnia 2015

"Zwilczona" Adrianna Trzepiota


Co takiego musi się stać, aby kobieta zrozumiała, jakie jest jej prawdziwe przeznaczenia? Jak długą drogę musi przejść, by w końcu zdecydowała się zawalczyć o swoje szczęście? Los jest nieprzewidywalny, ale często ma dla nas niespodzianki, które mogą znacząco odmienić nasze życie. Wystarczy się tylko odważyć i po nie sięgnąć.

Jaśmina ma trzydzieści pięć lat, wspaniałego męża i maleńką córeczkę. Mieszkają w malowniczym mazurskim miasteczku i cieszą się życiem. Mogłoby się wydawać, że niczego nie brakuje jej do szczęścia, w końcu ma piękny dom, męża, zdrowe dziecko, a do tego niezastąpione przyjaciółki na które zawsze może liczyć. Niestety jej sielanka zostaje zaburzona. Niespodziewanie dowiaduje się, że grozi jej utrata pracy, do tego mąż miał wypadek na motorze, po którym stał się nieznośnym i gburowatym typem. Jaśmina dostrzega że jej życie wcale nie jest takie idealne jak na początku myślała, a małżeństwo z ukochanym mężczyzną zaczyna przeżywać głęboki kryzys. Kobieta uświadamia sobie, że przez cały czas, tak naprawdę zaniedbywała siebie i nie myślała o swoich pragnieniach i potrzebach. Niespodziewanie w jej wnętrzu budzi się Wilczyca, która kieruje jej myślami i uczuciami. Jaśmina odnajduje w sobie siłę, by zawalczyć o siebie i swoją kobiecość.

„Trzeba wiedzieć, czego się chce. Najtrudniejsze to sprecyzować cel. Wtedy jest do czego dążyć i wewnętrzna harmonia pojawia się sama.” *str.38

„Życie ulatuje nam między palcami. A my? Za mało kochamy, zbyt wielu rzeczy się boimy, zbyt dużo uwagi poświęcamy temu, co jeszcze się nie wydarzyło, zamiast skupić się na tym, co jest dziś.” *str.147

Książka Adrianny Trzepioty, to dość nietypowa lektura. Nie będę ukrywać, że miałam pewne obawy gdy sięgałam po ten tytuł. Jednak gdy zaczęłam czytać, po prostu przepadłam i to dosłownie. „Zwilczona” to książka wyjątkowa, niesamowicie magiczna i niezwykle intrygująca. Piękna opowieść o kobietach i dla kobiet, pokazująca i uświadamiająca każdej z nas, że nigdy nie należy zapominać o sobie i o swojej kobiecości. Choć w życiowym biegu i natłoku obowiązków łatwo się zatracić i zapomnieć o samemu sobie, warto czasem przystanąć w miejscu, zwolnić i zastanowić się nad swoim życiem. Czy żyję tak jak chcę? Czy spełniam swoje marzenia i pragnienia? Co mam zrobić, żeby żyło mi się lepiej?

Kobiety nigdy nie miały łatwego życia. Od zawsze musiały walczyć o swoje prawa i wyzwolenie. Niejednokrotnie musiały zmagać się z pogardą i poniżaniem ze strony mężczyzn. Bez sprzeciwu spełniały wszystkie zachcianki swoich mężów, myśląc że tak ma być, że taki jest ich los. Oczywiście zdarzały się kobiety, które chciały być wolne i nie zamierzały podporządkowywać się woli mężczyzn. Wyłamywanie się ze stereotypów zawsze budziło i dalej budzi kontrowersje. Ale przecież każdy człowiek ma prawo być tym kim chce i żyć tak jak pragnie. Znamy swoje prawa i wiemy czego chcemy, tylko dlaczego ciągle zapominamy o swojej kobiecości? Dlaczego spełniamy zachcianki innych, a nie zważamy na swoje potrzeby? Robimy wszystko, by zadowolić naszych mężów, partnerów i chłopaków, ale czy możemy powiedzieć że czujemy się spełnione, że jesteśmy szczęśliwe? W każdej kobiecie tkwi niewyobrażalna moc i siła, wystarczy tylko pozwolić się jej przebudzić. Zacząć żyć po swojemu i dla siebie, a nie tylko dla innych.


W książce Adrianny Trzepioty element który skłania główną bohaterkę do zmiany swojego życia i nastawienia, jest jej wewnętrzny głos - Wilczyca. Od tej chwili Jaśmina odnajduje w sobie siłę i motywację, do zmian. Budzi się w niej prawdziwa kobieta, która pragnie kochać i być kochaną, czuć się docenianą i zauważoną, zwłaszcza że w jej małżeństwie niestety nie wiedzie się zbyt dobrze. Przewartościowuje swoje życie i w końcu decyduje się odnaleźć sens swojego istnienia. Droga do szczęścia jest długa i wyboista, ale Jaśmina decyduje się w końcu zrobić ten pierwszy krok. Jakie będą konsekwencje jej decyzji? Czy w końcu odkryje swoje prawdziwe przeznaczenie? 

„Zwilczona” to książka niesamowita. Autorka zachwyciła mnie swoim pięknym językiem i lekkością z jaką pisze. Porusza ważne kwestie, o których wiele kobiet często zapomina. Jej bohaterkami, są kobiety silne, zwłaszcza Jaśmina, która w końcu decyduje się żyć po swojemu. Fabuła książki, może i nie wydaje się zbyt odkrywcza, ale elementy magiczne które autorka wprowadza, sprawiają że historia Jaśminy staje się dużo bardziej tajemnicza i niezwykła. Nabiera zupełnie innego charakteru i wyrazu. Ważną kwestią jest tutaj również Wilczyca, która dodaje książce świeżości. Jest to element kluczowy dla przebiegu całej historii i sprawia że powieść Adrianny Trzepioty tchnie pomysłowością, niebanalnością i oryginalnością. Nie można zapomnieć o magicznej atmosferze i niepowtarzalnym klimacie, który przez cały czas utrzymuje się w książce.

„Kobiecość trzeba nieustannie pielęgnować, żeby nie zgasła, żeby nie stała się tylko snem.” *str.132

„Miłość jak wodorosty oplata i wciąga. Orientujesz się, że toniesz, dopiero wtedy, gdy już nie ma ratunku. Nie ma życia bez problemów, jednak trzeba je przezwyciężyć z szacunku dla ciała i przyrody.” *str.231

„Zwilczona” to kolejny genialny debiut który wpada w moje ręce. Cieszę się że na naszym rynku pojawia się coraz więcej tak dobrych książek. Tylko trochę żałuję że wielu czytelników boi się sięgać po debiutantów. Książka Adrianny Trzepioty dowodzi, że i polscy pisarze mają się świetnie, a ich książki często niezauważane, naprawdę zasługują na uwagę. Nie bójmy się sięgać po nazwiska nieznane, bo możemy przegapić coś bardzo cennego. „Zwilczona” to właśnie taka perełka – nietypowa, nieszablonowa, ale niezwykle piękna i wartościowa. Ujęła moje serce i duszę. Dajcie się skusić i pozwólcie, aby i was przebudziła się Wilczyca. Polecam!

Autor: Adrianna Trzepiota
Tytuł: Zwilczona. O kobiecej intuicji, mazurskiej magii i ogromnej miłości
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 22 października 2015
Liczba stron: 282
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 7/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka