Wydawnictwo: JanKa
Seria: Janeczka
Seria: Janeczka
Data wydania: 15 maja 2015
Liczba stron: 231
W życiu jak to w życiu, nic nie jest do końca pewne. Nigdy nie wiemy co może nas spotkać, ani co tym razem zaserwuje nam los. Czasem jedna chwila, lub jeden człowiek, wystarczy, by zmienić nas samych i nasze myślenie. By przewartościować swoje "ja" i zdecydować się na zmiany.
Konstancja jest tuż po trzydziestce, nienawidzi swojego imienia i każe mówić do siebie Sisi. Ma wspaniałą przyjaciółkę Elizę i brata Przemka. Właśnie rozstała się z mężczyzną, który zdecydował się porzucić swoje dotychczasowe życie, w tym Konstancję i wyjechać do Tybetu by poszukiwać równowagi duchowej. Kobieta przeprowadza się do Brukseli, by tam zacząć układać sobie życie. Ale nie jest to taka Bruksela, o jakiej myślicie. To jedno z krakowskich osiedli, tyle że zamknięte i wyjątkowo ekskluzywne. Konstancja, po ucieczce ukochanego, próbuje jakoś ogarnąć swoje życie. Ale nie jest to proste, zwłaszcza że firma w której pracowała, nagle ogłosiła upadłość, tym samym pozbawiając ją pracy. Oszczędności szybko się kończą, więc kobieta próbuje znaleźć pracę, co równa się z cudem, zwłaszcza że jest z zawodu grafikiem komputerowym, a o taką pracę niestety ciężko. Szansą może być rozmowa o pracę w jednej z firm zajmującej się produkcją gier komputerowych. Potrzebują osoby która opracuje grę, której akcja będzie rozgrywała się w średniowieczu. Konstancja przyjmuje wyzwanie, choć jej pojęcie o średniowieczu jest raczej nikłe. Wie jednak że nie może przepuścić takiej okazji. Dodatkowo atutem jest to, iż szefem firmy, okazuje się być przystojny Marek, który szybko okręca sobie Konstancję wokół palca.
Konstancja jest tuż po trzydziestce, nienawidzi swojego imienia i każe mówić do siebie Sisi. Ma wspaniałą przyjaciółkę Elizę i brata Przemka. Właśnie rozstała się z mężczyzną, który zdecydował się porzucić swoje dotychczasowe życie, w tym Konstancję i wyjechać do Tybetu by poszukiwać równowagi duchowej. Kobieta przeprowadza się do Brukseli, by tam zacząć układać sobie życie. Ale nie jest to taka Bruksela, o jakiej myślicie. To jedno z krakowskich osiedli, tyle że zamknięte i wyjątkowo ekskluzywne. Konstancja, po ucieczce ukochanego, próbuje jakoś ogarnąć swoje życie. Ale nie jest to proste, zwłaszcza że firma w której pracowała, nagle ogłosiła upadłość, tym samym pozbawiając ją pracy. Oszczędności szybko się kończą, więc kobieta próbuje znaleźć pracę, co równa się z cudem, zwłaszcza że jest z zawodu grafikiem komputerowym, a o taką pracę niestety ciężko. Szansą może być rozmowa o pracę w jednej z firm zajmującej się produkcją gier komputerowych. Potrzebują osoby która opracuje grę, której akcja będzie rozgrywała się w średniowieczu. Konstancja przyjmuje wyzwanie, choć jej pojęcie o średniowieczu jest raczej nikłe. Wie jednak że nie może przepuścić takiej okazji. Dodatkowo atutem jest to, iż szefem firmy, okazuje się być przystojny Marek, który szybko okręca sobie Konstancję wokół palca.
"Nie ma czegoś takiego jak popieprzone życie, można co najwyżej samemu je sobie spieprzyć." *str. 49
"Jesień w Brukseli" to książka nietypowa. Tak naprawdę mam
ogromny problem z odniesieniem się do tego tytułu. Z jednej strony książka mi
się podobała, jednak z drugiej strony, bardzo mnie rozczarowała. Fabuła na
pierwszy rzut oka wydaje się ciekawa, jednak od samego początku coś mi tutaj
nie grało. Miałam problem z interpretacją tej powieści, a bohaterowie, a
zwłaszcza Konstancja, działali mi na nerwy. Pierwsze 100 stron okropnie mnie
wymęczyło i nie będę ukrywać, że miałam ochotę rzucić książką w kąt
i już nigdy do niej nie wracać. Ale wytrwałam, licząc na to, że później akcja
trochę się rozkręci. Nie pomyliłam się. Akcja przyspiesza i nawet pojawia się
mały wątek kryminalny, który ogromnie mnie zaskoczył i zaciekawił. Niestety
moje nadzieje okazały się płonne, bo wątek, okazał się tylko krótką wzmianką w
książce i tak naprawdę nie wniósł nic wartościowego do tej historii.
Bohaterowie "Jesieni w Brukseli" to ludzie, którzy tak
naprawdę sami nie wiedzą czego chcą od życia. Zwłaszcza Konstancja, której utyskiwania
i ogólny sposób bycia, sprawiały że miałam ochotę wejść do książki i mocno nią
potrząsnąć. Kobieta, tak samo jak jej przyjaciółka Eliza, prowadzą dość
rozwiązły tryb życia, imprezują i dobrze się bawią. Choć dostrzegają pewne luki
w swoim życiu i zachowaniu, nie robią absolutnie nic by coś zmienić. Konstancja
daje się złapać na haczyk Markowi, przystojnemu szefowi firmy, w której ubiega
się o pracę. Marek jest typowym kobieciarzem, a Konstancja zdaje się być łatwym
łupem, co z resztą sama potwierdza, co chwilę wskakując mu do łóżka. Co z tego
że później dręczą ją wyrzuty sumienia, jak przy kolejnej nadarzającej się
okazji, znowu ląduje u jego boku.
Nadzieją zdaje się być tajemniczy nieznajomy z forum o
średniowieczu, do którego Konstancja dołącza w celu zgłębienia swojej wiedzy na
temat tego okresu w historii. Mężczyzna od samego początku ją intryguje, a do
tego bardzo przejmuje się jej losem i na każdym kroku stara się jej pomóc. I w
kwestii projektu o średniowieczu, jak i w sferze prywatnej. Autorka w bardzo
przyjemny i ciekawy sposób poprowadziła ten wątek i choć od początku wiedziałam
kim jest tajemniczy nieznajomy, to i tak nie zepsuło mi to odbioru sytuacji.
"Utracenie
absolutnie wszystkiego daje człowiekowi dziwne poczucie wolności. Kiedy
nie ma już nic, co można zaprzepaścić, nie ma się też o co obwiniać ani
czym martwić." *str. 202
Ciekawą postacią w książce jest również pan Zenon, starszy mężczyzna, będący już w podeszłym wieku, który jest sąsiadem Konstancji. Kobieta na początku stara się go unikać, jednak później dostrzega, że starszy pan nie stanowi dla niej żadnego zagrożenia. Wręcz przeciwnie, jest całkiem miłym człowiekiem, który tak naprawdę potrzebuje odrobiny towarzystwa i obecności drugiego człowieka. Dobrze że Konstancja, ma brata Przemka, który od początku nawiązuje nić porozumienia z panem Zenonem. Podoba mi się również to, że akcja książki została osadzona w Krakowie. To moje rodzinne miasto, które kocham z całego serca. Czytanie o krakowskich zakątkach, ulicach lub knajpach, przywoływało wspomnienia i wywoływało uśmiech na mojej twarzy.
"Jesień w Brukseli" okazała się całkiem przyzwoitą książką,
jednak nie czuję się do końca usatysfakcjonowana. Jak na tak krótką powieść,
było w niej za dużo pobocznych wątków, które nie wnosiły nic do książki, a
tylko wprowadzały mętlik i chaos. Pomijając przewidywalność i denerwujących
bohaterów, trzeba zaznaczyć że zakończenie książki prezentuje się tutaj najlepiej
i zdecydowanie ratuje powieść. Również wątek z internetowym nieznajomym okazał
się całkiem nieźle poprowadzony. Podsumowując, "Jesień w Brukseli" to książka,
która może się podobać, jednak jak dla mnie, czegoś w niej zabrakło.
*Książka bierze udział w wyzwaniach: 52 książki, Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę!
MOJA OCENA:
6 / 10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję
PNGiSAM
oraz Wydawnictwu JanKa



