Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 maja 2016

"Jedyna" Marisa de los Santos [PREMIEROWO]


Rodzina powinna się kochać i wspierać. Być dla siebie oparciem w każdej możliwej chwili. Jednak nie zawsze jest to możliwe...

Eustacia zwana przez wszystkich Taisy w swoim życiu kochała trzech mężczyzn: Bena – kolegę ze szkoły, Marcusa – swojego brata bliźniaka i Wilsona – apodyktycznego ojca. Ten przed siedemnastoma laty porzucił żonę z dwójką dzieci dla nowej rodziny. Od tamtego czasu Taisy widziała się z nim tylko raz. Teraz po ciężkim zawale Wilson wzywa ją do siebie. I choć Taisy ma do niego żal, to jednak jedzie się z nim spotkać. Szybko się jednak przekonuje, że ojciec wcale się nie zmienił od ostatniego razu kiedy go spotkała. Dalej jest oziębły i władczy, a do tego Ben, jej dawny kolega, ma do niej pretensje o to co wydarzyło się w przeszłości. Mimo wszystko Taisy ma nadzieję, że uda im się porozumieć i naprawić relacje. Kolejny problem stanowi Willow, jej przyrodnia siostra, która jest zaborczo zazdrosna o ojca i ewidentnie wrogo nastawiona do Taisy. Jak kobieta wybrnie z tej sytuacji? Czy znajdzie wspólny język z ojcem? Czy Ben jej wybaczy? Czy uda się jej zbliżyć do siostry?

Powieść Marisy De Los Santos nie należy do łatwych lektur. To dość skomplikowana i zagmatwana książka opowiadająca przede wszystkim o rodzinie, o trudnych relacjach między bliskimi, sekretach, obsesji i drugich szansach. To również niezwykle bolesna i wstrząsająca historia o miłości i jej wielu odcieniach. „Jedyna” to książka która potrafi zaskoczyć, zaintrygować, ale też głęboko poruszyć. Bez wątpienia ma w sobie to „coś” i na pewno powie nie jedno serce.

Historia zawarta na kartkach książki została opowiedziana oczami Taisy i Willow. Poznajemy obie bohaterki i ich punkt widzenia na bieżące sprawy. Widzimy jaki stosunek ma każda z nich do ojca. Taisy to kobieta dojrzała, przed laty została odrzucona przez Wilsona i do dziś żywi do niego urazę. I choć odnosi sukcesy zawodowe, to jednak wciąż nie może zapomnieć o bolesnej przeszłości. Ojciec zawsze był dla niej bardzo ważny i pomimo krzywd jakie wyrządził jej rodzinie, dalej w głębi serca coś do niego czuje. Nie potrafi odciąć się od tego wszystkiego, tak jak Marcus, jej brat, który z całego serca nienawidzi Wilsona. Z drugiej strony poznajemy nastoletnią Willow, przyrodnią siostrę Taisy. W pewnym sensie można powiedzieć, że miała szczęście, bo nie wychowywała się w rozbitej rodzinie. Jednak czy Wilosn był dla niej dobrym ojcem? Dziewczyna została wychowana twardą ręką, musiała trzymać się zasad narzuconych przez ojca, jednak pomimo tego był dla niej niezwykle ważny. Toteż gdy Taisy pojawia się w jej domu, dziewczyna wyczuwa w niej zagrożenie. Tak naprawdę skreśla ją od razu, nawet jej nie poznając. Taisy wyczuwa opór dziewczyny i próbuje go złamać. Czy jej się uda?

„(…) kiedy już doświadczyło się kiedyś cudowności, trudno się przyzwyczaić do jej braku.”

Marisa De Los Santos skupia się na problemach rodzinnych. Relacje jakie wywiązują się między bohaterami są dość skomplikowane i złożone. Mowa tutaj o dominacji, narzucaniu swojego zdania i racji oraz podporządkowywaniu się woli drugiej osoby. Autorka opowiada również o odrzuceniu i bólu jaki temu towarzyszy, o wyrządzonych krzywdach których nie sposób zapomnieć i żalu który pozostaje w sercu. No i o miłości. Tej bezgranicznej i ślepej, ale też takiej która daje nadzieję i łączy ludzi. Jest to również dowód na to, że każdemu należy dać szansę i spróbować go zrozumieć. Nie znaczy to jednak, że ten ktoś dzięki temu stanie się lepszym człowiekiem, ale zrzucenie ciężaru który nosiło się na swoich plecach, przyniesie upragnioną ulgę i oczyszczenie.

Mówiąc szczerze, na początku książka nie wzbudziła we mnie zbyt dużego entuzjazmu. Czytało mi się ją dość opornie i ciężko było mi się połapać w sytuacji. Kolejnym problemem było dla mnie zbyt wolne tempo akcji i zdecydowanie za długie opisy przemyśleń bohaterek. Na moje oko niektóre były po prostu zbędne, zwłaszcza, że odciągały uwagę od głównego wątku. Jednak z czasem sytuacja się wyklarowała, a historia Taisy i Willow mocno mnie zaintrygowała. Byłam ciekawa jak potoczą się ich losy, co miało wpływ na to, że ich życie stało się takie a nie inne. I przede wszystkim dlaczego Wilson był tak bezdusznym i egocentrycznym człowiekiem, co przekładało się na to, jakim ojcem stał się dla obu swoich córek. Nie mieściło mi się w głowie, dlaczego odrzucił Taisy i Marcusa, stawiając Willow ponad nimi. Autorka świetnie wykreowała swoich bohaterów. Dopracowała ich wizerunki nadając im ludzkich cech, dzięki czemu stali się dużo bardziej autentyczni. Stworzyła bardzo zróżnicowane i barwne osobowości. Każdy z nich jest inny, ale nie idealny.

„Jedyna” choć nie jest książką perfekcyjną, to jednak nie można zaprzeczyć, że to bardzo wartościowa i mądra lektura. Jestem pewna, że znajdzie wielu zwolenników, jednak nie każdy będzie nią zachwycony. Jeśli szukacie w książkach dramatyzmu, skomplikowanych relacji rodzinnych i tajemnic, to trafiliście idealnie. Polecam wszystkim zainteresowanym.

Autor: Marisa de los Santos
Tytuł: Jedyna
Tytuł oryginału: The Precious One
Seria: Kobiety to czytają
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 5 maja 2016
Liczba stron: 512
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 7/10



Książkę do recenzji przekazało Wydawnictwo Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję


środa, 13 kwietnia 2016

"Pozwól jej odejść" Dawn Barker [PRZEDPREMIEROWO]


Dziecko to dla każdej matki cud i najcenniejszy skarb na świecie. Jednak nie każdy ma tyle szczęścia by móc je posiadać. Jak daleko jest w stanie posunąć się kobieta by zdobyć to czego tak bardzo pragnie? Do czego jest zdolna by mieć upragnioną rodzinę?

Zoe McAllister w środku zimy płynie promem na wyspę, tuląc do piersi maleńkie dziecko. Jest zrozpaczona, a zarazem przerażona. Ucieka przed mężem i siostrą, która w każdej chwili może poinformować policję o jej zniknięciu. Boi się, że najbliżsi odbiorą jej ukochaną córeczkę. A wszystko zaczęło się trzy lata temu, kiedy Zoe dowiedziała się, że nigdy nie będzie mogła urodzić dziecka. Wszystko przez toczeń na który choruje od dzieciństwa. Kobieta jest zdruzgotana i nie może pogodzić się z przerażającą diagnozą. Niespodziewanie jej siostra Nadia deklaruje się, że zostanie surogatką i urodzi dla niej dziecko. Zoe miała świadomość, że to dla niej jedyna szansa by zostać matką. Dziewięć miesięcy później na świat przychodzi Louise, a wtedy wszystko się komplikuje. Czy Nadia będzie w stanie oddać córkę? Czy pozwoli jej odejść?

„Więzy rodzinne to nie wspólnota krwi, ale spoiwo dzielonych chwil, bliskości i słabości widzianych u siebie nawzajem.”

Najnowsza książka Dawn Barker opowiada o skomplikowanych relacjach rodzinnych, macierzyństwie i pragnieniu rodzicielstwa. Jest tutaj również mowa o radzeniu sobie z odejściem ukochanej osoby i godzeniu się ze swoim losem. To niezwykle piękna, ale i poruszająca opowieść napisana prawdziwymi emocjami i ludzkimi dramatami. Obie kobiety znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. I Zoe i Nadia pragną Louise, jednak dziecko może trafić tylko do jednej rodziny. Nadia, choć na początku zgodziła się urodzić dla siostry dziecko, w miarę upływu czasu zrozumiała, że nie będzie jej łatwo pogodzić się ze stratą córeczki. Rodzą się w niej pewne wątpliwości i lęk, a bezgraniczna miłość do dziecka które nosi pod sercem jest zbyt silna, by móc je tak po prostu oddać. Zoe zaś pragnie jej równie mocno. Choć ma świadomość, że to Nadia będzie biologiczną matką Louise, to jednak jest pewna, że podoła macierzyństwu i razem z mężem będą w stanie ją wychować i obdarzyć bezgraniczną miłością. I tu zaczynają się schody, bo każda z kobiet pragnie tego samego. Czy jest wyjście z tej sytuacji? A jeśli tak, to jakie?

Nie potrafię postawić się po stronie żadnej z kobiet. Dramat każdej z nich wstrząsnął mną do głębi i rozerwał moje serce na milion kawałków. Nie sposób wyobrazić sobie, jak wiele bólu musiały znieść, ile wyrzeczeń kosztowało je podjęcie decyzji, które wpłyną nie tylko na nie same, ale również na życie ich rodzin i bliskich. Tutaj rodzą się setki pytań, na które tak naprawdę nie sposób znaleźć odpowiedzi. Kto jest matką dziewczynki: czy ta kobieta która ją urodziła, czy ta która wychowała? Czy możliwe jest oddanie dziecka, które nosiło się pod sercem przez dziewięć miesięcy? Jak pogodzić się z rozstaniem? Jak dalej żyć? Autorka w swojej książce porusza szereg trudnych i skomplikowanych tematów. Mowa tutaj przede wszystkim o bezpłodności i o chęci posiadania dziecka. Pojawia się również temat surogatek i o radzeniu sobie z oddaniem dziecka. Tutaj sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo Nadia decyduje się urodzić dziecko dla siostry. I pomimo, że łączą je więzy krwi nie są w stanie uniknąć konfliktu i konsekwencji jakie wiążą się z podjęciem takich decyzji.

Dawn Barker poza tematami przewodnimi porusza również inne znaczące wątki. Mowa tu przede wszystkim o konflikcie w małżeństwie, który pojawia się między Zoe a jej mężem. Mężczyźnie ciężko odnaleźć się w nowej roli, a poza tym wyraźnie widać, że coś go gnębi. Między małżonkami coraz częściej dochodzi do kłótni i sporów, co odbija się na ich wzajemnych relacjach. Każdy z bohaterów książki musi zmierzyć się ze swoimi problemami, dylematami i wątpliwościami. Muszą podjąć ważne decyzje, które wpłyną znacząco ich dalszy los.

„Nigdy nie wiadomo, jaki skutek odniosą nasze działania, musimy po prostu robić, co uważamy za słuszne. Pozostawić po sobie ślad.”

Książka „Pozwól jej odejść” została napisana z perspektywy Nadii i Zoe, dzięki czemu możemy poznać bliżej obie bohaterki i uczucia jakie nimi targają. Pojawia się tutaj również wątek nastoletniej Louise. Akcja rozgrywa się w teraźniejszości i przyszłości, i choć wydarzenia się ze sobą przeplatają, to jednak nie budzą dezorientacji. Autorka perfekcyjnie wykreowała swoich bohaterów, a każdy z nich został dopracowany w najmniejszym szczególe. Książkę czyta się niesamowicie szybko i płynnie, a intrygująca fabuła wciąga od pierwszej strony. Jestem zadowolona z lektury, bo znalazłam tutaj wszystko czego oczekiwałam po dobrej obyczajówce. Po raz kolejny utwierdziłam się również w przekonaniu, że książki z klubu „Kobiety to czytają” mogę brać w ciemno. Gwarancja mocnych wrażeń gwarantowana.

Dawn Barker napisała bardzo dojrzałą i niezwykle ujmującą książkę. Porusza najczulsze struny naszej wrażliwości, dotyka do żywego i skłania do głębszych refleksji. Napisana pięknie i niezwykle lekko, ale tak by wstrząsnąć czytelnikiem i zgotować mu prawdziwy emocjonalny huragan. Gorąco polecam i zachęcam do lektury.

Autor: Dawn Barker
Tytuł: Pozwól jej odejść
Tytuł oryginału: Let Her Go
Seria: Kobiety to czytają
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 14 kwietnia 2016
Liczba stron: 440
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 9/10


Książkę do recenzji przekazało Wydawnictwo Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję


wtorek, 12 kwietnia 2016

"Wioska morderców" Elisabeth Herrmann [PREMIEROWO]


Czasami gdy przeszłość zbyt boli, zakopuje się ją głęboko w zakamarkach pamięci. Tak, by już nigdy nie ujrzała światła dziennego. Jednak wspomnienia, zwłaszcza te traumatyczne, mają to do siebie, że i tak wracają i to w najmniej spodziewanym momencie. Wtedy już nie ma odwrotu, trzeba zmierzyć się z demonami przeszłości, aby w końcu odzyskać spokój.

Pewnego dnia w berlińskim ogrodzie zoologicznym dochodzi do makabrycznej zbrodni. W jednej z zagród dla zwierząt zostają znalezione fragmenty ludzkiego ciała. Gdy na miejscu zbrodni pojawia się policjantka Sanela Beara, zastaje chaos i zamieszanie. Kilka dni później zostaje ujawnione nazwisko podejrzanej o dokonanie tego makabrycznego czynu. Jest nią Charlie Rubin, jedna z pracownic zoo. Kobieta przyznaje się, że to ona dopuściła się zbrodni. Jednak Sanela ma pewne wątpliwości i rozpoczyna dochodzenie na własną rękę. Tymczasem profesor Gabriel Brock i młody psycholog Jeremy Saaler muszą przygotować opinię na temat poczytalności Charlie Rubin. Zaczynają podejrzewać, że wszystko może mieć podłoże w dzieciństwie podejrzanej, która wychowała się w małej wiosce Wendisch Bruch, gdzie nie ma już ani jednego mężczyzny. Co takiego zdarzyło się w ogrodzie zoologicznym? Czy faktycznie winną zbrodni jest Charlie Rubin? Co wydarzyło się przed laty w wiosce?

„Do zła należy podchodzić z dystansem. Wprawdzie nie umniejsza to jego działania, ale czyni go bardziej przewidywalnym.”

„Wioska morderców” od samego początku mocno wciąga i intryguje. Pierwsze co rzuca się oczy, to niepokojący, duszny klimat, który praktycznie utrzymuje się aż do samego końca książki. Również uczucie nadciągającej katastrofy jest tutaj obecne, a w niektórych momentach wręcz paraliżuje i wywołuje strach. Wszystko ociera się o tajemnice z przeszłości, która wiąże się z teraźniejszą zbrodnią dokonaną w ogrodzie zoologicznym. Wiemy na pewno, że w dzieciństwie kobiety podejrzanej o morderstwo zdarzyło się coś złego. Jest również mroczna i tajemnicza wioska Wendisch Bruch, która skrywa wiele przerażających sekretów. To tam wychowała się Charlie Rubin, więc możemy spodziewać się, że w dużej mierze wszystko będzie miało związek z tym miejscem. W książce dużą rolę odgrywają zwierzęta. Na każdym kroku jest o nich mowa, a zwłaszcza o psach, które mają coś wspólnego z przeszłością podejrzanej. To dodatkowo budzi niepokój i podsyca tajemniczą atmosferę. Czytelnik z niecierpliwością zagłębia się w lekturę, chcąc jak najszybciej rozwiązać zagadkę. Nie będzie to jednak proste, bo autorka postarała się, aby w książce nie zabrakło nagłych zwrotów akcji i sytuacji które budzą dezorientację.

Dawno nie czytałam tak mrocznego i niepokojącego thrillera. Wszystko zostało tutaj dopracowane i doszlifowane do perfekcji. W niektórych momentach, aż ciężko uwierzyć, że jest to debiut. Zwłaszcza, że Elisabeth Herrmann może pochwalić się wyśmienitym warsztatem pisarskim, a także umiejętnością skonstruowania fenomenalnej intrygi i fabuły, która pochłania od pierwszych stron. Nie można zapomnieć o mistrzowsko wykreowanych bohaterach, a zwłaszcza o ich portretach psychologicznych. Mam tu na myśli przede wszystkim domniemaną morderczynię. Zagłębianie się w jej psychikę, badanie jej poczytalności i szukanie motywów jakie mogłyby nią kierować, to jedna z najmocniejszych stron w tej książce. Za nic w świecie nie byłam w stanie jej rozgryźć i praktycznie do samego końca nie wiedziałam czy to ona była winna zbrodni. Miałam pewne wątpliwości względem jej osoby. Inaczej przedstawiała się sprawa z jej siostrą, która unikała kontaktu z Charlie, jak również Charlie z nią. To kolejny istotny element całej książki. Konflikt między siostrami ma również powiązanie z ich przeszłością i wioską Wendisch Bruch.

„Wioska morderców” otwiera cykl powieści o policjantce Saneli Beara. Odgrywa ona bardzo znaczącą rolę w książce, a jej prywatne śledztwo pozwoli odkryć zagadki jakie skrywa wymarła wioska. Dziwne jest to, że mieszka tam zaledwie garstka kobiet, a po mężczyznach nie został żaden ślad. Sanela próbuje dowiedzieć się, czy faktycznie Charlie Rubin mogła być winna zbrodni i co z tym wszystkim ma wspólnego zniknięcie mężczyzn i psy? Zdradzę tylko, że wszystko się ze sobą łączy, tworząc przemyślaną i zgraną całość.

„W życiu człowieka są czasem takie chwile, gdy zaczyna się nad sobą zastanawiać. Robi wtedy rzeczy, które nakazuje mu sytuacja, bo kolejna okazja może się już nie nadarzyć.”

Książka Elisabeth Herrmann to mistrzowsko napisany kryminał pomieszany z thrillerem, z wyraźnie odznaczającym się tłem psychologicznym. Trzyma w napięciu do ostatniej strony, budząc niepokój i dezorientację. Wartka akcja, mistrzowsko wykreowani bohaterowie i fenomenalna intryga sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem. Nie można zapomnieć o zakończeniu, które mocno zaskakuje i aż wbija w fotel z wrażenia. Macie ochotę na mrożący krew w żyłach kryminał? Lubicie zagadki z przeszłości? Jeśli tak, to trafiliście idealnie. Ta książka sprawi, że będziecie siedzieć jak na szpilkach i jeszcze długo po przeczytaniu, nie będziecie mogli dojść do siebie. Jednym słowem: wow!

Autor: Elisabeth Herrmann
Tytuł: Wioska morderców
Tytuł oryginału: Das Dorf der Mörder
Cykl: Sanela Beara (tom 1)
Data premiery: 12 kwietnia 2016
Liczba stron: 548
Gatunek: kryminał/thriller
MOJA OCENA: 8/10


Książkę do recenzji przekazało Wydawnictwo Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję


wtorek, 22 marca 2016

"Pokalane poczęcia" Natalia Rogińska [PREMIEROWO]


Dziecko to prawdziwy cud. Wie o tym każda obecna lub przyszła matka. Nie zawsze jednak jest tak jak sobie zaplanujemy. Często gdy czegoś usilnie pragniemy i dążymy do tego za wszelką cenę, los postanawia sobie z nas zakpić. Czasem jednak gdy niczego się nie spodziewamy, życie obdarowuje nas z nawiązką.

Bohaterkami książki są kobiety które różni niemal wszystko – wiek, usposobienie, sytuacja majątkowa i życiowa, charakter oraz ideologia. Wszystkie trafiają do prywatnego gabinetu ginekologa Ireneusza Skrobaka, który ma dość ekscentryczne i nietypowe podejście do życia. Każda z pań przychodzi z innym problemem, jednak wszystkie łączy jedno – macierzyństwo. Niektóre z nich zrobią wszystko by zajść w upragnioną ciąże i urodzić dziecko, inne zaś poczują się zagubione rolą przyszłej mamy.  By Znajdą się i takie które będą szukać innych, czasami dość kontrowersyjnych rozwiązań aby zajść w ciążę lub ją usunąć. Historie tych kobiet różnią się od siebie, czasami są smutne, a innym razem kończą się szczęśliwie. Jednak jest coś dobrego co z nich wynika – nowe możliwości, nowe perspektywy, a przede wszystkim – nowe, kiełkujące życie.

„Narodziny dziecka - absolutna magia. To, co dzieje się w sercu matki, ilekroć trzyma w ramionach dziecko, które jeszcze przed kilkoma chwilami było częścią jej ciała, a odtąd stawało się namacalne wszystkimi zmysłami, to absolut.”

Natalia Rogińska w swojej książce porusza temat poczęcia i macierzyństwa. Jak możemy się domyślić po tytule, nie będą to łatwe ciąże, a takie które mają dość skomplikowaną historię i tło. Każda z tych opowieści jest inna, ale wszystkie opowiadają o kobietach, których życie za sprawą nadchodzącego macierzyństwa ma ulec zmianie. Autorka nic nie ubarwia, pisze prosto i bez zbędnych frazesów. Serwuje nam czystą prawdę, która czasem nas zaszokuje, innym razem poruszy, a jeszcze innym wzbudzi niekłamany podziw lub niedowierzanie.

Problemy wszystkich pacjentek gabinetu na Chmielnej, są wyciągnięte z życia. Natalia Rogińska w swojej dość krótkiej książce, porusza całkiem sporą liczbę wątków, które bez problemu dałoby się rozdzielić na osobne powieści. Można by więc wnioskować, że temat nie został należycie rozwinięty i poprowadzony. Nic bardziej mylnego! Autorka z niezwykłą empatią i zaangażowaniem opowiada nam historie swoich bohaterek, często nie szczędząc im przykrości i trudności. Czytelnik ma szansę przyjrzeć się problemom jakie dotykają bohaterki, często być może odnajdując w poszczególnych historiach cząstkę siebie i tego, co samemu doświadczył.

Autorka przybliża nam ideologią każdej ciąży. Widzimy tu ludzi których poglądy znacznie się od siebie różnią i często mają one wpływ na moment poczęcia. Jedni są bardzo religijni i uważają antykoncepcję za zło wcielone, inni zaś są zwolennikami związków partnerskich. Są i tacy którzy zmagają się z bezpłodnością, a nawet tacy którzy płodzą dzieci jak króliki, tylko dlatego, że tak nakazuje im wiara. Niektóre kobiety muszą szukać bardziej radykalnych rozwiązań by zajść w upragnioną ciążę, takich jak chociażby in vitro, lub wynajęcie surogatki. Wszystko jednak zmierza ku jednemu - macierzyństwu. I choć moment poczęcia i sama ciąża stanowią tutaj najważniejszy element, następstwem tego jest przecież macierzyństwo i każdy z bohaterów będzie musiał się z tym zmierzyć na swój sposób. Jest to jednak temat na osobną powieść, a my obecnie możemy snuć domysły jakie będą dalsze losy bohaterów. Jedno jest pewne – ciąża i dziecko, to otwarcie nowego rozdziału w życiu, w którym tak naprawdę wszystko może się zdarzyć.

„Każde nasze doświadczenie kształtuje nas na nowo – na bazie tego, kim już jesteśmy. Diera, kariera, porażka, choroba, miłość – to wszystko zostawia ślad.”

„Pokalane poczęcia” to książka pełna emocji i życiowych prawd. Porusza temat samotnego wychowywania dzieci, bezpłodności, wielodzietności, aborcji, in vitro i naturalnego planowania rodziny. Wszystko zawarte w lekkiej i przystępnej formie, tak aby zaintrygować i zaciekawić czytelnika. I choć tematyka często nie jest zbyt łatwa, Natalia Rogińska postarała się, aby w jej książce nie zabrakło odrobiny humoru i lekkiej ironii. To sprawia, że jej powieść zyskuje zupełnie inny wydźwięk, stając się lekturą przyjemną w odbiorze, ale również momentami niezwykle poruszającą i skłaniającą do głębszych refleksji. Polecam!

Autor: Natalia Rogińska
Tytuł: Pokalane poczęcia
Seria: Kobiety to czytają
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 22 marca 2016
Liczba stron: 304
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


niedziela, 13 marca 2016

"Były sobie świnki trzy" Olga Rudnicka [PRZEDPREMIEROWO]


Czy podpisanie intercyzy to podpisanie wyroku na siebie? Czy w ten sposób kobieta zamyka sobie drogę do szczęścia, spokoju i... majątku męża? Niekoniecznie. Nie ma problemu którego nie dałoby się rozwiązać, nawet jeśli będzie trzeba posunąć się do morderstwa...

Martusia, Kama i Jolka, to trzy kobiety w średnim wieku, których życie nie jest do końca tak idealne jak można by sądzić. Choć mają bogatych mężów, żyją w luksusie i nie muszą martwić się o pieniądze, pojawiają się pewne problemy które skutecznie burzą ich spokój. Nadmiar kilogramów, kurze łapki i coraz więcej lat na koncie. Do tego ich mężowie dopuszczają się zdrady z młodszymi i bardziej atrakcyjnymi kobietami, nie zwracając uwagi na wierność swoich żon. Najlepszym wyjściem z sytuacji byłby rozwód, ale kobiety przed ślubem podpisały intercyzy. Co zatem zrobić? Odpowiedź jest prosta: zostać wdową i pozbyć się balastu. Trzy przyjaciółki zawiązują pakt, decydując się wykończyć swoich niewiernych mężów. Szybko jednak przekonują się, że nie będzie to takie proste...

„Prawdziwą trudnością nie jest kłamanie tak, by ludzie we wszystko wierzyli, lecz zapamiętanie tego, co się mówiło. I komu. Dlatego trzeba kłamać wszystkim po równo.”

„(…) przypadki chodzą po ludziach, jednak jak jest ich za dużo, to trudno w nie uwierzyć.”

„Były sobie świnki trzy” to moje pierwsze spotkanie z piórem Olgi Rudnickiej. Gdy zaczęłam czytać, od razu zwróciłam uwagę na lekki i przyjemny styl autorki. Spodziewałam się, że będzie to kryminał z lekkim przymrużeniem oka i nie pomyliłam się. To wyśmienita komedia pomyłek, która poza dawką świetnego humoru, zachwyca umiejętnościami pisarskimi Olgi Rudnickiej, a także oryginalnym i ciekawie poprowadzonym tematem. Od samego początku rzuciło mi się w oczy podobieństwo do serialu „Gotowe na wszystko” i nawet pojawia się takie porównanie w książce, więc trafiłam w dziesiątkę. Trzeba przyznać, że wyszło to autorce na dobre. „Były sobie świnki trzy” to rozrywka w najlepszym wydaniu i gwarancja przyjemnie spędzonego czasu.

Wszystko rozchodzi się o te piekielne intercyzy. Gdyby nie to, nic nie stałoby na przeszkodzie, aby zdecydować się na rozwód. Ale przecież żadna z kobiet nie chce zostać z niczym. Wspólnie dochodzą do wniosku, że najlepiej gdyby każda z nich została wdową. Ale jak to zrobić? Trzeba wszystko dokładnie zaplanować i przemyśleć, bo wykończenie męża, to nie taka prosta sprawa. I tu zaczynają się schody... bo jak pozbyć się trzech osób, tak by nie ściągnąć na siebie uwagi policji? Kobiety muszą działać wspólnie i najlepiej żeby każda śmierć wyglądała na nieszczęśliwy wypadek. I choć mają pewne opory, szybko przekonają się, że nie taki wilk straszny jak go malują. Jaki będzie finał tej historii? Czy pozbycie się niewiernego męża to jedyne wyjście z sytuacji?

Olga Rudnicka wie jak zaintrygować czytelnika. W świetny i przemyślany sposób prowadzi fabułę, z każdą chwilą dokładając coraz więcej elementów, które mają na celu nas zaskoczyć, a przede wszystkim rozśmieszyć. I choć spodziewałam się, jak potoczy się historia, absolutnie nie zepsuło mi to odbioru powieści. Cięty język, zabawne dialogi i czarny humor idealnie się ze sobą łączą tworząc genialnie skonstruowaną komedię kryminalną. Bohaterowie są wyraziści i kontrastowi. Każda z trzech kobiet jest inna, dzięki czemu świetnie się uzupełniają. To pomaga im zaplanować wręcz zbrodnie idealną. Okazuje się jednak, że wiele planów będą musiały zmienić, bo z każdą chwilą pojawiają się nowe okoliczności i sytuacje, które mają znaczący wpływ dla przebiegu wydarzeń.

„Człowiek to dziwna istota. Woli wierzyć w kłamstwa, choćby nie wiadomo jak nieprawdopodobne, niż w prawdę.”

„Były sobie świnki trzy” to przede wszystkim obraz wspaniałej kobiecej przyjaźni. I choć kobiety w wielu kwestiach się nie zgadzają, a nawet kłócą, to jednak potrafią dojść do porozumienia. I w każdej, nawet najbardziej dramatycznej chwili, mogą na sobie polegać. Czy to trzeba śledzić niewiernego męża, czy to nakłamać policji, czy zakopać zwłoki w lesie... Prawdziwa przyjaciółka jest gotowa na wszystko. Oprócz trzech kobiet (świnek), w książce pojawi się również czwarta, która też odegra znaczącą rolę dla całej historii. Jaki będzie finał, musicie przekonać się sami. Ale zapewniam, że niejednokrotnie będziecie zaskoczeni.

Książka Olgi Rudnickiej to zabawna historia, pełna niespodziewanych zwrotów akcji, śmiesznych sytuacji i barwnych bohaterek. Rozbawi Was do łez, poprawi humor, a przy okazji pozwoli Wam zapomnieć o szarej rzeczywistości. „Były sobie świnki trzy” to łatwa w odbiorze powieść, która będzie idealną odskocznią od codzienności. Polecam!

Autor: Olga Rudnicka
Tytuł: Były sobie świnki trzy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 15 marca 2016
Liczba stron: 360
Gatunek: komedia kryminalna
MOJA OCENA: 7/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


poniedziałek, 8 lutego 2016

"Chcę Cię usłyszeć" Diane Chamberlain [PRZEDPREMIEROWO]


Gdy składamy komuś obietnice, musimy pamiętać o tym, że powinniśmy dotrzymać słowa. Zwłaszcza, że to co odkryjemy może całkowicie odmienić nasze życie i życie bliskich nam osób.

Laura jeszcze nie zdążyła ochłonąć po śmierci swojego ojca, a już musi zmierzyć się z kolejną tragedią. Mąż kobiety popełnia samobójstwo strzelając sobie w głowę, a jedynym świadkiem zdarzenia jest pięcioletnia Emma, córka Laury. W wyniku doznanego szoku dziewczynka przestaje mówić. Laura ma jeszcze inny problem. Gdy jej ojciec żegnał się z życiem wymógł na niej pewną obietnicę. Powierzył jej opiekę nad niejaką Sarah Tolley, starszą kobietą, o której Laura nigdy nie słyszała. Staruszka mieszka w domu opieki i choruje na Alzheimera, przez co nie pamięta nic poza odległą przeszłością. Laura postanawia odwiedzać kobietę i spróbować dowiedzieć się kim była dla jej ojca. Podczas coraz częstszych spotkań Sarah otwiera się przed nią i opowiada jej historię swojego życia. Niezwykle dramatyczną i bardzo smutną. W międzyczasie w życiu Laury i Emmy, pojawia się Dylan, biologiczny ojciec dziewczynki. We dwoje starają się dotrzeć do dziecka i sprawić aby znowu zaczęła mówić.

Diane Chamberlain to jedna z moich ulubionych pisarek. Każdą jej książkę właściwie biorę w ciemno, licząc na wielkie emocje i wrażenia które wbiją mnie w fotel. Autorka porusza w swoich książkach ważne, a jednocześnie bardzo trudne tematy i robi to w taki sposób, by wywołać w czytelniku wzruszenie, skłonić do głębszych przemyśleń i sprawić, że książka na długo pozostanie w naszej pamięci. Gdy zaczęłam czytać najnowszą książkę autorki, nie spodziewałam się, że wywrze na mnie tak ogromne wrażenie. Początek był dość spokojny i zrównoważony, jednak im dalej brnęłam w lekturę, tym większe odczuwałam emocje i poruszenie. Siedziałam jak na szpilkach, chłonąc każde słowo. Autorka skrupulatnie odkrywa przed nami kolejne fakty z życia bohaterów, aplikując nam potężny emocjonalny zastrzyk i wprowadzając w stan osłupienia i niedowierzania. Książka bez dwóch zdań wciąga i szokuje, jednocześnie głęboko poruszając. Jak na mój gust, jest to jedna z lepszych i mocniejszych książek autorki, które miałam okazję do tej pory przeczytać.

”Każde życie jest tylko przelotnym błyskiem na ekranie wieczności... Człowiek patrzący w gwiazdy szybko odkrywa, jak niewiele znaczy.”

Diane Chamberlain w swojej najnowszej książce opisuje nam życie Laury i Emmy po tragedii która je dotknęła. Mąż Laury, który od wielu lat borykał się z depresją, któregoś dnia pod nieobecność żony popełnia samobójstwo. Zdarzenie widziała Emma, pięcioletnia córka Laury. Niestety były to dla niej tak traumatyczne przeżycia, że pod wpływem szoku przestała mówić. Laura próbuje wszelkimi możliwymi sposobami dojść do dziewczynki i sprawić, aby odzyskała głos. Nie jest to jednak proste. Pomocne może okazać się odnalezienie biologicznego ojca Emmy. Choć Laura ma pewne opory, ze względu na dobro córki, udaje się jej odszukać Dylana. I choć ten nie jest z początku zachwycony informacją, że ma dziecko, w końcu zaczyna uczestniczyć w terapii Emmy. Czy uda się im wspólnie odnaleźć przyczynę wewnętrznej blokady dziecka? Czy dziewczynka w końcu zacznie mówić?

Poza opisem losów Laury i Emmy, w międzyczasie poznajemy życiorys Sarah Tolley, kobiety która boryka się z Alzheimerem. Staruszka nie pamięta co robiła dzień wcześniej, ale doskonale przypomina sobie zdarzenia z odległej przeszłości. Dzieli się nimi z Laurą, dzięki czemu i my, możemy dowiedzieć się kim była i czym się zajmowała. Kobieta w latach pięćdziesiątych była pielęgniarką w szpitalu psychiatrycznym, gdzie pacjentów poddawano eksperymentalnym terapiom. Poza podawaniem im zbyt dużej dawki leków i narkotyków, poddawano ich elektrowstrząsom i lobotomii. Sarah odkąd odkryła co dzieje się w szpitalu i jakim torturom poddawani są pacjenci, zdecydowała się zaprotestować i poinformować o tym odpowiednie władze. Co odkryła kobieta? Jakie konsekwencje będzie miał jej czyn?

„Chcę Cię usłyszeć” to niezwykle emocjonalna książka. Głęboko porusza i sprawia, że jeszcze długo po przeczytaniu nie można dojść do siebie. Jestem zachwycona tą książką i choć na początku nie wywarła na mnie tak dużego wrażenia, później sprawiła, że nie mogłam się otrząsnąć i dojść do siebie. Autorka w niesamowity sposób buduje napięcie, akcja stopniowo przyspiesza, aż do zaskakującego zakończenia, które w idealny sposób komponuje się z całością. Bohaterowie, jak w przypadku poprzednich książek autorki zostali perfekcyjnie wykreowani i ukazani. Diane Chamberlain wrzuca nas w wir wydarzeń, a my czujemy się jak na prawdziwej karuzeli emocji, która pędzi w niewiarygodnym tempie, gwarantując nam totalny zawrót głowy. To jedna z tych lektur, które jeszcze długo po przeczytaniu tkwią w naszej pamięci, zmuszając nas do ponownej analizy przeczytanego tekstu i głębszych refleksji.

Najnowsza książka Diane Chamberlain zagwarantowała mi wrażenia, o jakich prędko nie zapomnę. Poruszyła moją duszę i głęboko zakorzeniła się w sercu. „Chcę Cię usłyszeć” to piękna, ujmująca i niezwykle barwna opowieść, wzbogacona wstrząsającą historią sprzed lat. Gorąco polecam!

Autor: Diane Chamberlain
Tytuł: Chcę Cię usłyszeć
Tytuł oryginału: Breaking the Silence
Seria: Kobiety to czytają
Data premiery: 09 lutego 2016
Liczba stron: 456
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


niedziela, 17 stycznia 2016

"Dotrzymana obietnica" Jill Anderson [PRZEDPREMIEROWO]


Często składamy obietnice. Ale czy udaje nam się dotrzymać słowa? Nie zawsze jest to łatwe, ale należy pamiętać, że każda złożona obietnica zobowiązuje. I choć czasem sumienie podpowiada co innego, zawsze trzeba iść za głosem swojego serca.

Paul od wielu lat zmagał się z zapaleniem mózgowo-rdzeniowym i zespołem ustawicznego zmęczenia. Choroba wielokrotnie skłoniła go do tego by próbować odebrać sobie życie. Zawsze jednak czuwała nad nim Jill i ratowała go z opresji. Jednak pewnego dnia, pod nieobecność żony, zażył śmiertelną dawkę leków. Po powrocie Jill powiedział jej, że „tym razem wziął dosyć” i poprosił by nie wzywała pomocy. Kobieta, choć trawiona rozpaczą i ogromnym bólem, pozwoliła mu odejść. Wkrótce jednak na własnej skórze przekonała się o surowości prawa. Została oskarżona o zabójstwo męża i wielokrotnie przesłuchiwana, stanęła przed perspektywą spędzenia nawet 15 lat w więzieniu. Ruszył proces który śledziły media całego kraju. Jill musiała stoczyć niezwykle ciężką walkę o swoją wolność i prawa, udowadniając swoją niewinność.

„Było nam bardzo trudno, bo kiedy ktoś jest ciężko chory i wie, że sobie tego nie wymyślił, oczekuje od innych wsparcia.”

„Dotrzymana obietnica” to kolejna książka w klubie „Kobiety to czytają”. Jest zupełnie inna, niż dotychczasowe klubowe publikacje. Opowieść zawarta na kartkach tej powieści jest autentyczna. Jill Anderson spisała swoją wędrówkę, pokazując jak wiele musiała przejść i jak trudny okazał się sądowy proces w którym uczestniczyła. Autorka dzieli się z czytelnikami swoimi przeżyciami, ale poza zapisami z policyjnych przesłuchań, ukazuje nam swoje wspomnienia. Tym samym dając nam dokładny obraz tego, co działo się z Paulem i jak ogromny wpływ miała choroba na jego życie. To piękny i niezwykle emocjonalny obraz przeżyć dwójki ludzi, którzy stanęli w obliczu ogromnej tragedii, która niespodziewanie wtargnęła do ich życia, niszcząc spokój i plany na wspólną i szczęśliwą przyszłość.

Ani Paul, ani Jill nie przypuszczali, że zaraz po ślubie ich życie zmieni się diametralnie. Wszystko zaczęło się od zwykłej infekcji wirusowej. Od tego czasu stan Paula coraz bardziej się pogarszał. Tak naprawdę nikt nie wiedział, co było przyczyną jego złego samopoczucia, ale Jill robiła wszystko by uzyskać odpowiednią pomoc dla męża. Lekarze rozkładali ręce, a przepisane leki, choć przynosiły chwilową ulgę w cierpieniu, tak naprawdę nie mogły mu pomóc. Mężczyzna zmagał się z zapaleniem mózgowo-rdzeniowym i zespołem ustawicznego zmęczenia. To choroba, na którą nie wynaleziono jeszcze lekarstwa i tak naprawdę nie wiadomo jaka jest jej przyczyna i skąd się bierze. Jedno jest pewne, że osoba nią dotknięta, musi zmagać się z ogromnym bólem i coraz to nowymi objawami, które powoli wyniszczają organizm. Mogę się tylko domyślać, jak wielki koszmar przeżywał Paul i tym samym przez co musiała przechodzić Jill. Przez osiem lat trwania małżeństwa przez cały czas była przy mężu, wspierała go i wielokrotnie ratowała go przed samobójstwem. Poświęciła wszystko, by mu pomóc i choć na chwilę złagodzić jego cierpienie. Widzimy tutaj jak ogromne uczucie ich łączyło i z jak wielkim oddaniem Jill opiekowała się chorym mężem.

Nie chcę oceniać postępowania Jill i tego, czy zrobiła słusznie pozwalając w końcu odejść Paulowi. Po przeczytaniu książki, mogę tylko stwierdzić, że oboje musieli przejść bardzo wiele i przyglądając się temu jak ogromnie cierpiał Paul, nie dziwię się, że chciał popełnić samobójstwo. Choroba odebrała mu wszystko, zmieniła go z silnego i zdrowego mężczyzny, w słabego i pokonanego człowieka, całkowicie uzależnionego od pomocy żony i lekarzy. Również w życiu Jill wszystko się zmieniło. Musiała zająć się mężem i całkowicie zrezygnować ze swoich planów. Z wielkim bólem patrzyła na cierpienie męża, jednak nie można zaprzeczyć, że kochała go z całego serca. Czy dlatego w końcu pozwoliła mu odejść?

„Każdy z nas ma jakieś prawa. Prawo do życia w rodzinie, prawo wyrażania opinii, prawo do pracy, prawo robienia rozmaitych rzeczy. Jednym z naszych praw jest prawo do określenia własnego życia, a to oznacza również prawo do podjęcia decyzji o śmierci.”

Po śmierci męża, została oskarżona o pomoc w samobójstwie i zabójstwo. Była poddawana licznym przesłuchiwaniom, opowiadając obcym ludziom o swoim życiu z Paulem i uczuciach jakie nią targały. Widzimy wyraźnie, z jak wielkim poczuciem winy musiała się zmagać, bo choć postąpiła według woli męża, nie potrafiła pogodzić się z tym, że pozwoliła mu odejść. Przesłuchania choć prowadzone w dość sztywnym i suchym tonie, wyraźnie nam pokazują jak wielkie uczucia kłębiły się w Jill. Poza zapisami z taśm policyjnych, autorka ukazuje nam swoje życie z Paulem. Jeszcze przed tym jak choroba wkroczyła do ich życia i zburzyła spokój, a także wtedy kiedy już musieli stawić jej czoła. To niezwykle piękne fragmenty, pełne emocji i niesamowicie silnych uczuć, pokazujące jak wielka miłość łączyła Paula i Jill.

„Dotrzymana obietnica” to niezwykle poruszająca i dotkliwa historia, może dlatego, że mamy świadomość iż wydarzyła się naprawdę. Potrafi wstrząsnąć, zachwycić i zburzyć spokój. Wywołuje prawdziwą burzę emocji i jeszcze długo po przeczytaniu, zostawia mętlik w głowie. Skłania do głębszych refleksji i zastanowienia się nad tym, jaką decyzję podjęlibyśmy będąc na miejscu Jill. Choć wiemy, że kobieta zostanie uniewinniona, to jednak w zupełności, nie psuje nam to odbioru książki. Dla mnie była to niesamowicie wzruszająca i ujmująca historia, pokazująca piękną moc miłości, a także siłę samej Jill, która musiała stanąć przed niezwykle trudnym i dramatycznym wyborem. Gorąco polecam!

Autor: Jill Anderson
Tytuł: Dotrzymana obietnica
Tytuł oryginału: Unbroken trust
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Seria: Kobiety to czytają
Data premiery: 21 stycznia 2016
Liczba stron: 428
Gatunek: literatura faktu
MOJA OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


piątek, 15 stycznia 2016

"Opowiem o niej" Jolanta Guse [PRZEDPREMIEROWO]


Trzy kobiety i trzy pokolenia. Róża, Helena i Gloria. Babcia, córka i wnuczka. Choć łączyły je więzy krwi, to jednak każda z nich była zupełnie inna.

Helena od zawsze kochała teatr i nie wyobrażała sobie innego życia niż na scenie. Niespodziewana ciąża przeszkodziła jej w budowaniu kariery, jednak kobieta nie zamierzała rezygnować ze swoich planów. Zdecydowała się zostawić małą Glorię pod opieką swojej matki. I tak wychowaniem dziewczynki zajęła się babcia Róża. I choć Gloria bardzo kochała babcie, cały czas tęskniła za nieobecną w jej życiu matką i za nieznanym ojcem. Róża starała się jak mogła by wychować dziewczynkę, choć tak naprawdę sama wiele przeszła w swoim życiu. Przeżyła wojnę, ale niestety straciła ukochanego męża. Na Glorię przelała całą swoją miłość. Udzielała jej cennych rad i wskazówek, przy okazji opowiadając jej o wydarzeniach z historii Polski i tego co sama przeszła w tamtym trudnych czasach. Jednak Gloria wciąż nie potrafiła pogodzić się z tym, że została odrzucona przez matkę. Czy uda się jej odnaleźć szczęście? Czy babcia będzie w stanie zastąpić jej matkę?

Gdy sięgałam po książkę Jolanty Guse, liczyłam na całkiem dobrą, ale nie powalającą lekturę. Nie przypuszczałam, że „Opowiem o niej” okaże się prawdziwą emocjonalną bombą. Ta książka jest po prostu fenomenalna. Piękna, lekka i niezwykle realna. Wchodzimy do świata trzech spokrewnionych ze sobą kobiet, śledzimy losy każdej z nich, przy okazji poznając burzliwą historię Polski. Tym samym uzyskujemy wyśmienitą powieść obyczajową, z odrobiną historii w tle.

"Jeżeli chcesz coś w życiu osiągnąć i spełnić swoje pragnienia, zrób wszystko, by ci się udało. (…) W każdym razie pamiętaj, że „nadzieja to klucz do spełnienia marzeń”."

"Zapamiętaj, w życiu są sprawy ważne i sprawy ważniejsze. (…) Nad wszystkim, co robisz, należy się skupić, choćby na sekundę."

Mówiąc szczerze, nie jestem zwolenniczką książek których akcja rozgrywa się w czasach wojny, jednak Jolanta Guse, w przemyślany sposób wplotła wydarzenia historyczne w życie głównych bohaterów. Minione wydarzenia i traumatyczne przeżycia ukształtowały jej charakter babci Róży, sprawiając że stała się silną kobietą. Choć bardzo kochała swoją córkę Helenę, nie potrafiła zrozumieć jej postępowania, gdy ta zdecydowała się opuścić małą Glorię. Róża wiedziała, że będzie musiała zająć się dziewczynką i z wielką miłością i oddaniem poświęciła jej swoje życie, dzieląc się z nią swoimi wspomnieniami z czasów wojny. Róża sama przeszła bardzo wiele w przeszłości. Jej mąż został brutalnie zamordowany, jednak kobieta tak naprawdę nigdy nie pogodziła się ze swoją stratą. Udziela Glorii cennych wskazówek i rad, mając nadzieję że przydadzą się jej w przyszłości. Niestety dziewczyna wciąż żyje wspomnieniami, a tęsknota za matką jest wręcz niewyobrażalna. Dorosła już Gloria stara się zrozumieć postępowanie swojej rodzicielki i odnaleźć w swoim życiu nową drogę która pozwoli jej być szczęśliwą.

„Opowiem o niej” to książka, która zawiera całkiem sporą liczbę wątków. Patrząc na jej niewielką objętość, można pomyśleć, że większość z nich nie została jednak dopracowana. Nic bardziej mylnego. Każdy z wątków został przedstawiony z niezwykłą starannością i skrupulatnością. Autorka przedstawiając minione i teraźniejsze wydarzenia, starała się by wszystko wyglądało realnie i prawdziwie. Również obraz historii Polski został ukazany w niekonwencjonalny sposób, tak by czytelnik nie został zasypany zbyt dużą ilością faktów historycznych. Czasy w których autorka osadziła akcję swojej książki, nie należały do łatwych. Bohaterowie musieli się zmagać z przeciwnościami losu, z bólem i cierpieniem po stracie ukochanych osób. Wojna z Rosjanami, druga wojna, okupacja niemiecka, powstanie warszawskie i okres stalinizmu - czasy krwawych i brutalnych zbrodni, nękania, lęku i wszechobecnego strachu. Jolanta Guse nie szczędzi swoim bohaterkom przykrości i bólu, niejednokrotnie będą musiały stawić czoło przeciwnościom losu, podjąć trudne decyzje i zawalczyć o swoje szczęście. A zwłaszcza Gloria, wokół której toczy się cała ta historia.

"Kochanie to nie uskrzydlenie duszy, lecz miłością jest wspólne budowanie gniazda."

Książka Jolanty Guse zachwyciła mnie i bardzo poruszyła. Choć nie należy do łatwych lektur, to jednak czyta się ją niezwykle lekko i przyjemnie. Od pierwszej strony wciąga i mocno intryguje, wzbudza ciekawość i nie pozwala jej odłożyć na bok. Przeczytałam ją w jeden wieczór, a im dalej zagłębiałam się w książkę, tym bardziej mnie pochłaniała. Ta niebanalna i niezwykła historia zawładnęła mną całkowicie.

„Opowiem o niej” to wyjątkowa lektura i jestem pewna, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. To piękna i przesycona emocjami historia, opowiadająca o miłości, macierzyństwie i budowaniu rodzinnych więzi. Zachęcam Was do lektury, bo naprawdę warto ją przeczytać.

Autor: Jolanta Guse
Tytuł: Opowiem o niej
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 19 stycznia 2016
Liczba stron: 304
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka


czwartek, 26 listopada 2015

"Utopce" Katarzyna Puzyńska


Każdy z nas skrywa jakieś tajemnice. Niektóre lepiej żeby nigdy nie ujrzały światła dziennego. Zło nigdy nie śpi. Tylko czeka przyczajone w ukryciu. I czasem nikt, ani nic, nie jest w stanie go powstrzymać...

Rok tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty czwarty na zawsze pozostanie w pamięci mieszkańców małej wsi Utopce. To właśnie wtedy, podczas upalnego lata, w tajemniczych okolicznościach znikają dwie osoby. Mieszkańcy Utopców wierzą, że w ich okolicach grasuje wampir i to on dokonał morderstwa. Trzydzieści lat później Daniel Podgórski, Emilia Strzałkowska i Klementyna Kopp z polecenia szefa Komendy Powiatowej w Brodnicy rozpoczynają nieformalne śledztwo. Ich zadaniem jest odkryć co wydarzyło się w Utopcach w osiemdziesiątym czwartym, zwłaszcza że ofiarami rzekomego wampira padli członkowie najbliższej rodziny komendanta. Sprawa jest delikatna, a mieszkańcy wsi nie zamierzają pomóc. Boją się że ich śledztwo zbudzi demony i rozgniewa wampira, który wróci by znów zebrać krwawe żniwo. Dochodzenie utrudniają problemy w życiu prywatnym policjantów, a atmosfera mrocznych Utopców zaczyna coraz bardziej im się udzielać. Co tak naprawdę wydarzyło się trzydzieści lat temu? Czy odnajdą mordercę? Czy może zbudzą wampira? Jaką tajemnicę skrywają Utopce?

Katarzyna Puzyńska to jedna z moich ulubionych polskich autorek powieści kryminalnych. Z niecierpliwością wypatruję kolejnych części sagi o Lipowie, licząc na wielkie emocje i wrażenia które wbiją mnie w fotel. „Utopce” to piąta książka z serii opowiadająca o policjantach z Lipowa i zapewne nie pomylę się mówiąc, że jest to najmroczniejsza część ze wszystkich. Akcja książki rozgrywa się w małej wsi, o nazwie Utopce. W miejscu niezwykłym, pełne magii, tajemnic i leśnych duchów. Mieszkańcy tego zakątka to dość nietypowi ludzie. Ewidentnie coś ukrywają i zrobią wszystko by ich sekrety nigdy nie wyszły na jaw. Jest również wampir, który trzydzieści lat temu ponoć zamordował dwoje ludzi. Zadaniem policjantów z Lipowa, jest rozwikłać zagadkę z przeszłości. Jednak mieszkańcy Utopców nie lubią obcych, a strach przed powrotem wampira skutecznie zasznurowuje im usta. Odkrycie prawdy nie będzie takie proste...

Moja przygoda z książkami Katarzyny Puzyńskiej, zaczęła się dość nietypowo. Kuszona dobrymi opiniami i ocenami postanowiłam sama przekonać się na własnej skórze, czy książki pisarki są rzeczywiście tak dobre jak wszyscy mówią. Wszystko zaczęło się od „Trzydziestej pierwszej”, trzeciej części sagi o Lipowie, która całkowicie skradła moje serce. Gdy zaczęłam czytać, wiedziałam że przepadłam. Tak jest z resztą do teraz. Sięgając po książki Puzyńskiej, biorę je w ciemno. Jestem pewna że będzie to strzał w dziesiątkę i za każdym razem moje oczekiwania zostają jak najbardziej spełnione. Liczyłam na ogromne emocje, a dostałam dużo, dużo więcej. „Utopce” to książka, która posiada w sobie niesamowity klimat. Autorka od samego początku buduje napięcie i za każdym razem zaskakuje czytelnika. Podsuwa mylne tropy i wręcz podkłada nam rozwiązanie zagadki pod nos, by za chwilę pójść w zupełnie innym kierunku i zostawić nas z wyrazem niedowierzania i zaskoczenia na twarzy. Tutaj nic nie jest takie jak się wydaje, a Utopce skrywają więcej tajemnic niż moglibyśmy przypuszczać.

Czytając książkę wielokrotnie czułam ciarki na plecach. Wszystko za sprawą nietuzinkowej atmosfery którą stworzyła autorka. Czasami aż wątpiłam, aby w sprawę byli zamieszani tylko ludzie. Sytuacje z którymi spotykali się bohaterowie, oraz dziwne wydarzenia którym musieli sprostać sprawiały, że moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Do tego ten mroczny i posępny las, pełen leśnych duchów i tajemnic, który sprawiał że za każdym razem czułam niepokój i dreszcz emocji. Fabuła jest przemyślana i dopracowana w każdym szczególe i do samego końca trzyma w napięciu. Finał historii, tak jak w poprzednich częściach, bardzo mnie zaskoczył i na pewno jest to jeden z głównych atutów książek Katarzyny Puzyńskiej. Niczego nie można być pewnym, a rozwiązanie zagadki to naprawdę ciężki orzech do zgryzienia.

Warto również wspomnieć o bohaterach, którzy zostali wykreowani w świetny i ciekawy sposób. Właściwie nie sposób ich nie polubić, nawet kontrowersyjną Klementynę Kopp, która ma tendencje do tego, by każdemu zajść za skórę. Ważną rolę odgrywają tutaj również bohaterowie drugoplanowi, dzięki którym „Utopce” stają się jeszcze bardziej mroczną i tajemniczą książką. Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Oprócz obecnych wydarzeń, możemy również przyglądać się temu co działo się w osiemdziesiątym czwartym roku. To daje nam dokładny obraz sytuacji i wydarzeń. Świetnie się to ze sobą przeplata i idealnie komponuje, tworząc spójną i genialną całość.

„Utopce” to kolejna świetnie napisana książka Katarzyny Puzyńskiej, która was zaskoczy, a jednocześnie zachwyci. To fenomenalny kryminał z wyrazistym i ciekawym tłem obyczajowym. Macie ochotę na mocne wrażenia? Jeśli tak, to koniecznie przeczytajcie najnowszą książkę Puzyńskiej. Jestem pewna że nie będziecie rozczarowani.

Autor: Katarzyna Puzyńska
Tytuł: Utopce
Cykl: Lipowo (tom 5)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 03 listopada 2015
Liczba stron: 600
MOJA OCENA: 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka

poniedziałek, 16 listopada 2015

"Dar morza" Diane Chamberlain


Każdy człowiek skrywa jakieś tajemnice. Głęboko schowane, dobrze chronione przed ciekawskimi spojrzeniami. Sekrety, o których nie wie nikt. Sekrety, o których czasem lepiej nie mówić.

Pewnego dnia, podczas porannego spaceru, jedenastoletnia Daria Cato odnajduje na brzegu morza noworodka. Choć dziewczynka jest przerażona swoim znaleziskiem, to jednak decyduje się uratować dziecko. Od tego czasu mieszkańcy miasteczka Kill Devil Hills nazywają ją „Superdziewczyną”. Nie wiadomo kto porzucił noworodka i gdzie jest jego matka, a poszukiwania niestety nie przynoszą efektów. Rodzina Darii postanawia adoptować znalezioną dziewczynkę, tym samym nadając jej imię Shelly. Daria od samego początku otacza ją troskliwą opieką i nawet teraz, gdy dziewczyna ma już dwadzieścia lat, Daria dalej nie pozwala jej na samodzielne decyzje. Wszystko przez lekkie uszkodzenie mózgu, które najprawdopodobniej jest efektem porzucenia małej Shelly nad morzem. Daria boi się, że ktoś mógłby skrzywdzić jej siostrę, zwłaszcza że ta jest zbyt naiwna i łatwowierna. Dziewczyna ma jednak plan, chce poznać swoją biologiczną matkę i dowiedzieć się dlaczego ją zostawiła. W tym celu prosi o pomoc Rory’ego Taylora, znanego producenta filmowego i dawnego przyjaciela Darii Cato. Mężczyzna przyjeżdża do Kill Devil Hills, jednak jego działania spotykają się z dużą niechęcią ze strony Darii i jej rodziny. Tymczasem w okolicy pojawia się kobieta imieniem Grace, która zaczyna kręcić się obok Rory’ego i ewidentnie interesuje się Shelly. Jakie są jej zamiary? Kim jest? Czy Rory odnajdzie matkę Shelly? Jaki będzie finał tej historii?

Diane Chamberlain to pisarka którą większość czytelników zna i ceni. Jej powieści są porównywane do książek Jodi Picoult i faktycznie, można tam dostrzec pewne podobieństwo. Nie da się zaprzeczyć, że obie panie mają wybitny talent do tworzenia niezapomnianych historii, które głęboko chwytają za serce.

„Dar morza” to kolejna książka Chamberlain która porusza ważne kwestie i zmusza czytelnika do refleksji. Autorka od samego początku serwuje nam niesamowitą dawkę emocji, wciąga w wir wydarzeń i wprowadza elementy zaskoczenia. Fabuła jest przemyślana i dopracowana, a akcja ani na moment nie zwalnia. Kolejną ważną kwestią są bohaterowie, którzy są bardzo wyraźnie zarysowani. Każdy z nich tak naprawdę boryka się ze swoimi demonami przeszłości. Nie da się zaprzeczyć, że dla większości z nich, dzień w którym została znaleziona dziewczynka, był dniem przełomowym. Zwłaszcza dla rodziny Cato i dla samej Shelly. Jest szczęśliwa że trafiła do tak dobrej rodziny, która otoczyła ją ciepłem i miłością. Jednak nie może zapomnieć o tym, że tak naprawdę została porzucona i gdzieś na świecie jest jej biologiczna matka, która może udzielić odpowiedzi na wszystkie dręczące ją pytania.

Przyglądamy się również Darii, która zajmuje się Shelly. Od śmierci matki, to ona przejmuje opiekę nad dziewczyną. Dba o nią, troszczy się i robi wszystko by zapewnić jej bezpieczeństwo. Dostrzegamy tu pewne elementy nadopiekuńczości i zbyt dużego przywiązania. Shelly w pewnym sensie to nie przeszkadza, jednak po pewnym czasie w dziewczynie zaczyna rodzić się bunt. Daria chce być dla niej dobrą matką i dać jej wszystko czego ta potrzebuje. Zapomina jednak o tym, że Shelly jest już dorosła i w pewnym sensie potrafi sama o siebie zadbać. Daria nie chce wypuścić jej z rąk, bo boi się że ktoś ją skrzywdzi. Czy słusznie? Może należy jej zaufać i pozwolić być samodzielną? Nie zapominajmy również o Grace, która nagle pojawia się w Kill Devil Hills i w niepokojący sposób interesuje się Shelly. Nie wiemy jakie są jej zamiary, ale w pewnym sensie możemy przypuszczać co sprowadziło ją do miasteczka. Jednak czy nasze domysły okażą się słuszne? Tak naprawdę, przyglądając się wszystkiemu z boku i biorąc pod lupę bohaterów książki, możemy zauważyć że każdy z nich coś ukrywa. Jaką tajemnicę skrywają mieszkańcy miasteczka? Co się stanie gdy prawda ujrzy światło dzienne?

„Dar morza” to niesamowicie wciągająca i emocjonująca opowieść. Diane Chamberlain już na początku książki podsuwa pewne rozwiązania, by za moment skierować nas w zupełnie innym kierunku. Całość została przedstawiona bardzo realistycznie i intrygująco, a emocje które towarzyszą podczas czytania, są naprawdę ogromne. Jedyną kwestią, do której mogę się przyczepić, jest zakończenie, które w moim mniemaniu jest dość mocno naciągane i odrobinę przesłodzone. Zabrakło mi również elementu zaskoczenia, który towarzyszył mi praktycznie przez całą książkę, aż do finału który trochę ochłodził moje emocje. Mimo to, książkę zaliczam do udanych. Podoba mi się lekkość z jaką Diane Chamberlain tworzy swoje powieści. Potrafi tak mocno wstrząsnąć i zaintrygować, że nie sposób oderwać się od czytania.

„Dar morza” to piękna i przejmująca opowieść o szukaniu prawdy i odpowiedzi na dręczące pytania. Niezwykle poruszająca historia o miłości i jej wielu odcieniach. O wybaczaniu i odkrywaniu samego siebie, o decyzjach których nie da się cofnąć i wyborach, które mają znaczący wpływ na resztę życia. Niesamowicie poruszająca, skłaniająca do przemyśleń i głębszych refleksji. Pełna tajemnic i rodzinnych sekretów. Polecam, bo warto.

Autor: Diane Chamberlain
Tytuł: Dar morza
Tytuł oryginału: Summer's Child
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Seria: Kobiety to czytają
Data wydania: 12 listopada 2015
Liczba stron: 448
Gatunek: literatura obyczajowa
MOJA OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka